Immortal Onion – Ocelot of Salvation
Jarek Szczęsny:

Wielowarstwowa cebula.

Lee Gamble – Mnestic Pressure
Paweł Gzyl:

Od nowoczesnej bass music do klasycznego IDM-u.

Special Request – Belief System
Paweł Gzyl:

Wyznanie wiary w połamane rytmy.

Speech Debelle – Tantil before I breathe
Jarek Szczęsny:

Miłość, gniew, problemy rasowe, tożsamościowe oraz rozedrgany obraz rzeczywistości.

Johannes Heil – Gospel
Paweł Gzyl:

Jedenasty album w dorobku niemieckiego weterana.

Ziúr – U Feel Anything?
Kasia Jaroch:

Producentka z Berlina nie oczekuje twojej sympatii.

Nosaj Thing – Parallels
Bartek Woynicz:

Drift -> Home -> Fated -> Parallels…

Kaitlyn Aurelia Smith – The Kid
Jarek Szczęsny:

Dziecięca perspektywa.

Juju & Jordash – Sis-Boom-Bah
Paweł Gzyl:

Powiew ciepłego wiatru znad pustyni.

Normal Echo – Kaskady
Jarek Szczęsny:

Szczęsny o Szczęsnym.

Abatwa (The Pygmy) – Why Did We Stop Growing Tall?
Łukasz Komła:

Nieczęsto stykamy się z muzyką z Rwandy, kraju dotkniętego krwawym ludobójstwem.

Krikor Kouchian – Pacific Alley
Paweł Gzyl:

Nocny spacer po plaży nad Pacyfikiem.

Shorelights – Summer Cottage Soundscapes
Paweł Gzyl:

Trzech dżentelmenów nad jeziorem.

Širom – I Can Be a Clay Snapper
Łukasz Komła:

Słoweńskie trio uczyniło z tradycji przyszłość.  

Anthony Parasole – Infrared Vision

Mistrz krótkich form mocuje się z albumem.

Jest w Nowym Jorku taki sklep, jak w Berlinie słynny Hard Wax – Halcyon. To właśnie tam, wśród setek winylów posegregowanych na wszystkie gatunki nowej elektroniki, Anthony Parasole wyszukiwał na początku minionej dekady klasyczne krążki z Detroit i Chicago, które wcześniej usłyszał w radiu. Tam też nawiązał pierwsze kontakty z klubowym środowiskiem miasta, dzięki czemu niebawem zaczął organizować cykl własnych imprez – „New Jack City”. Jednym z jego gości był zdobywający wtedy coraz większą sławę Levon Vincent. Obaj panowie przypadli sobie do gustu – i zaczęli się wspierać.

Wkrótce do Halcyonu trafiły winyle opublikowane przez wytwórnie powołane przez obu Nowojorczyków – Deconstruct Music i The Corner. Obaj twórcy postawili na początku na swoje własne produkcje, co było ze wszech miar słusznym posunięciem. Dzięki temu najpierw zrobiło się głośno o Vincencie, a wkrótce potem – o Parasole’u. Ten drugi tworzył solidne techno z mocnym przytupem, więc jego nagrania z czasem zaczęły rozbrzmiewać w Berghain, a szefowie Ostgut Ton zaprosili Amerykanina do bliskiej współpracy. Bardziej przekonujący okazali się jednak menedżerowie holenderskiego Dekmantela, dzięki którym dostajemy wreszcie debiutancki album artysty.

Płyta zrealizowana jest zgodnie z modelem wypracowanym przez nową falę młodych producentów z amerykańskiego undergroundu, łącząc funkcjonalne granie do tańca ze śmiałymi wycieczkami w stronę awangardy. Parasole zaczyna od sprężystego breakbeatu, od razu sugerując, że jego korzenie tkwią w brytyjskim rave’ie („Cold Steel”). I rzeczywiście – choć potem sięga po funkowy hard house („Murky Waters”) czy galopujące techno („Infrared Vision”), za każdym razem ozdabia swe utwory przerysowanymi motywami z początku lat 90. Surowe brzmienie tych nagrań kojarzy się również z modnymi na nowojorskiej scenie odwołaniami do kakofonicznej elektroniki no wave – choćby w bliskim estetyce L.I.E.S. „Momentum”.

Drugą stronę zestawu wyznaczają wspomniane wycieczki w stronę eksperymentalnej elektroniki. Tutaj niestety Parasole osiąga mniej ciekawe rezultaty niż w tanecznych kompozycjach. Co prawda trzeba docenić, że jego dźwiękowe poszukiwania wymykają się jednoznacznej klasyfikacji, bo słychać w nich zarówno echa industrialu, jak i kosmische musik czy ambientu („Spell On Me” lub „Zenith”), to jednak utwory te przypominają bardziej szkice niż pełnoprawne produkcje, mogące mierzyć się z podobnymi preperacjami w wykonaniu choćby Kerridge’a. Dobrze więc, że Nowojorczyk przyozdabia również drugą część swej kolekcji dwoma klubowymi sztosami – „The Chant” i „So Alive”.

Porównując słynny już debiutancki album Levona Vincenta z aktualną propozycją Anthony’ego Parasole’a trzeba uczciwie przyznać, że temu drugiemu zabrakło finezji i rozmachu swego mentora. Niby wszystko tu jest jak trzeba – ale „Infrared Vision” wypada trochę jak zestaw nagrań z singli, a nie pełnoprawny album. Lepsze wrażenie robią bowiem pojedyncze utwory (szczególnie taneczne), a nie ich cała kolekcja. Niewykluczone, że Parasole po prostu lepiej odnajduje się jako twórca krótszych form – wszak tego rodzaju wydawnictwa są od zawsze mocną stroną artystów silnie związanych z klubową stroną nowej elektroniki.

Dekmantel 2017

www.dekmantel.com

www.facebook.com/dkmntl

www.facebook.com/AnthonyParasole

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze