Ljerke – Ljerke
Jarek Szczęsny:

Malownicza forma życia.

Fahrland – Mixtape Vol. I
Paweł Gzyl:

Domowe melodie.

Wojciech Jachna / Ksawery Wójciński – Conversation with Space
Jarek Szczęsny:

Nie ma to jak sobie pogadać.

Kazuya Nagaya – Microscope of Heraclitus
F P:

Natura lubi się ukrywać

Syny – Sen
Jarek Szczęsny:

Dużo, ciemno i głośno.

Fluxion – Ripple Effect
Paweł Gzyl:

Odświeżająca wersja gatunku.

FFRANCIS – Off The Grid
Ania Pietrzak:

Najciekawszy „polski” mariaż popu i elektroniki, polecany w szczególności sceptykom tego pierwszego.

Rebekah – My Heart Bleeds Black
Paweł Gzyl:

Jaki tytuł, taka muzyka.

Lemiszewski/Olter – Post Refference
Jarek Szczęsny:

To ja sobie poleżę.

Ursula K. Le Guin & Todd Barton – Music and Poetry of the Kesh
Jarek Szczęsny:

Czytajcie i słuchajcie.

Kapital & Richard Pinhas – Flux
Łukasz Komła:

Ziemianie z planety Flux!

Dax J – Offending Public Morality
Paweł Gzyl:

Apologia wolności twórczej.

Jerzy Przeździecki & Andrzej Karałow – Wir
Łukasz Komła:

Wyimprowizowana opowieść na fortepian i syntezatory modularne.  

Jackie-O Motherfucker – Bloom
Łukasz Komła:

Eksperymentalni Amerykanie.



Piernikowski – No fun

O Polsce tu i teraz.

Tytuł nowego albumu Roberta Piernikowskiego „No fun” ma proste i czytelne przesłanie. Mnie kojarzy się z „no future” ukutym w latach dominacji muzyki punkowej. Tam też liczył się przekaz i siła ekspresji.

Zacznijmy od środka: „Na plaży ludzie leżą / gęsto / jak groby” takim tekstem rozpoczyna się „Końcu lata”. Tych mrocznych momentów na płycie jest więcej. Nieprzyjemne odczucia będą tu dominować. Więcej, nawet będzie się można wkurzyć parokrotnie. Wybaczcie, ale taka właśnie ma być sztuka. Zubożanie sobie odbioru naklejaniem łatek muzycznych jest bezcelowe. Tu rządzić ma nastrój ponury. Ma być też przewrotnie, o czym świadczy powyższy cytat w zestawieniu z tytułem piosenki.

Okładka płyty przedstawiająca sklepową wystawę obuwniczą od razu kieruje myśli w stronę konsumpcjonizmu. Ten pogląd podsyca tekst singlowego „Trwamy”. Przyspieszenia automatu perkusyjnego stoją tu obok rozciągniętej melodeklamacji „cięęężko, cięęężko, jest jest jest cięęężko”. Pokręcone elektroniczne tło ze złowieszczym echem nie wróży nic dobrego. Obraz rzeczywistości jaki się tu wyłania przywodzi na myśl filmy Smarzowskiego. „Trwamy” przypomina po co hip-hop został stworzony. Pogrzeb przy tej muzyce jawi się jako emanacja radości.

Mimo tego, że autor niewyraźnie pamięta co się wczoraj działo („Rano”) to jego wzrok ogarnia niewygodnie szczegóły rzeczywistości. Spotykamy się tu z twórcą pewnym siebie i dojrzałym. Muszę przyznać, że trzeba mieć odwagę, żeby w czasach galopującego infantylizmu nagrać taki utwór jak „Martwię się”. Elegijny charakter w połączeniu z dojrzałym tekstem wprawia w ruch neuroprzekaźniki. Natomiast pod krwioobiegiem ogień roznieca „Antari M-10”.

Muzyka jest ciężka. Obija słuchacza do nieprzytomności. Ton godny trenów jest trudny do zniesienia, ale fascynujący i pokręcony. „Bunin” na tę okoliczność przywołać należy. Klaustrofobiczny klimat, wolne podbicia i zawodzący syntezator. Zabawy przecież miało nie być. Strona muzyczna tego wydawnictwa jest ze wszech miar wciągająca. Niecodzienne i lekko odstające „Outro”, gdzie można wychwycić minimalizm, a nawet ślady muzyki klasycznej. Co stoi w sprzeczności z ołowianym „Jutro będzie inaczej”. Słuchacze, którzy szukają inspiracji lub niecodziennych przeżyć powinni w te pędy posłuchać o czym Piernikowski mówi.

Mimo, iż nie wszystko mi się tu podoba. Mimo, iż czasami płyta gryzie w miejsce, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. I mimo, iż niektóre urywane zdania irytują brakiem dosadności, to mamy tu do czynienia z płytą ważną. W końcu ktoś odmalował obraz rzeczywistości do którego można się odnieść. Z którym można się nie zgadzać, ale zignorować nie sposób. W dodatku nikt nie poucza jaki masz być albo jak masz żyć. Nie dostajemy też tanich, psychologicznych porad. Takich płyt mi brakowało w zeszłym roku na naszej scenie. I nawet jeśli Piernikowski pozostanie w niszy to ja się tam chętnie w niej zamelduję na dłużej.

Piernikowski „No fun”, Latarnia Records 2017

O Artyście

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. Paweł Gzyl

    „No Fun” to tytuł słynnego utworu The Stooges, potem wykonywanego też przez Sex Pistols, ale również przez… The Orb.

  2. 303

    „Mimo, iż czasami płyta gryzie w miejsce, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę”

    Dobre!