Nocow – Vozduh/Voda/Zemlya
Paweł Gzyl:

Opus magnum naszego sąsiada zza wschodniej granicy.

Andy Cooper – The Layered Effect
Jarek Szczęsny:

Dawno niewidziana radość.

Dirtmusic – Bu Bir Ruya
Łukasz Komła:

Tym razem muzykę duetu „pobrudzili” Turcy.   

Frank Bretschneider – Lunik
Paweł Gzyl:

Awangarda też lubi potańczyć.

Młody Łucznik – Dreambank
Jarek Szczęsny:

Raczej wygryw.

JANKA – Krzyżacy EP
Ania Pietrzak:

Na pełnym luzie.

The Empire Line – Rave
Paweł Gzyl:

Rave nie zawsze znaczy to samo.

Rhye – Blood
Jarek Szczęsny:

Jakby nic się nie zmieniło.

Szymon Nidzworski Project feat. Andrzej Seweryn – Behind Your Eyelids
Ania Pietrzak:

Muzyka, która przypomina o pierwotności oddechu.

Various Artists – Waves Of The Future
Paweł Gzyl:

Retrofuturystyczne wizje.

John Tejada – Dead Start Program
Paweł Gzyl:

W odwrotnym kierunku niż reszta.

Efrim Manuel Menuck – Pissing Stars
Jarek Szczęsny:

Topniejące napięcie.

Palmbomen II – Memories Of Cindy
Paweł Gzyl:

Elektroniczne wspomnienia z przyszłości.

Fire! – The Hands
Jarek Szczęsny:

Krótkie spięcie.

Lali Puna – Two Windows

Fani powinni być usatysfakcjonowani.

Ostatni longplay związanego z Monachium zespołu ukazał się w kwietniu 2010 roku i nosił tytuł „Our Inventions”(tutaj nasz wywiad towarzyszący ukazaniu się tego krążka). Dziś swą premierę ma piąty studyjny album Lali Puny, w dość długim międzyczasie śpiewająca liderka Valerie Trebeljahr oddawała się życiu rodzinnemu, a z projektu zdążył wypisać się Markus Acher (z The Notwist). Tak więc sztandarowy electropopowy band z Niemiec na najnowszym longplay’u prezentuje się jako trio zasilane w czterech z dwunastu numerach gościnnym wsparciem Dntela, MimiCof, Radioactive Mena (Keith Tenniswood z Two Lone Swordsmen) oraz harfistki Mary Lattimore.

Krążek nie odbiega stylistycznie od ostatnich dokonań Lali Puny, tak więc fani powinni być usatysfakcjonowani. Oszczędne w formie, nostalgiczne piosenki, a nawet miejscami kołysanki („Wear My Heart”) w dalszym ciągu mają rozmarzony i kruchy charakter, co gwarantuje zwiewny, niemal szepczący wokal Trebeljahr, niemniej jednak warstwa muzyczna przybrała bardziej niż kiedyś robotyczny odcień, gdzieniegdzie z silniej niż dotąd zaznaczonym tanecznym potencjałem („Two Windows”, „The Frame”, „Birds Flying High”). Generalnie rytmika budowana jest na brzmieniach analogowych automatów perkusyjnych oraz ciepłych basach co przyozdabiają syntezatorowe, proste melodie wraz ze sporadycznymi dodatkami w postaci, np. smyczków („Wonderland”).

Warstwa liryczna traktuje zaś o bardziej zaangażowanych, niż dotąd tematach jak wolność jednostki, emancypacja, wpływ technologii na człowieka. Swoistą ciekawostką jest cover numeru „The Bucket” autorstwa Kings of Leon, w którym na próżno szukać śladu gitar będących filarem oryginału, a kiedyś i samej Lali Puny.

Spójność brzmieniowa wraz z poważniejszym oddźwiękiem treściowym ponad czterdziestu ośmiu minut premierowej twórczości Lali Puny nie zawodzi, ale można odnieść wrażenie, że głównie tych co już i tak byli przekonani, reszta może pozostać lekko znużona i z brakiem chęci do ponownego odtworzenia tego krążka. Z pewnością jest to idealny materiał pod remiksy, zwłaszcza te rozpędzające pierwotny budulec.

08.09.2017 | Morr Music

http://www.lalipuna.de/
https://www.facebook.com/lalipunaband/
https://twitter.com/lalipuna_
https://www.instagram.com/lali.puna/

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze