Nocow – Vozduh/Voda/Zemlya
Paweł Gzyl:

Opus magnum naszego sąsiada zza wschodniej granicy.

Andy Cooper – The Layered Effect
Jarek Szczęsny:

Dawno niewidziana radość.

Dirtmusic – Bu Bir Ruya
Łukasz Komła:

Tym razem muzykę duetu „pobrudzili” Turcy.   

Frank Bretschneider – Lunik
Paweł Gzyl:

Awangarda też lubi potańczyć.

Młody Łucznik – Dreambank
Jarek Szczęsny:

Raczej wygryw.

JANKA – Krzyżacy EP
Ania Pietrzak:

Na pełnym luzie.

The Empire Line – Rave
Paweł Gzyl:

Rave nie zawsze znaczy to samo.

Rhye – Blood
Jarek Szczęsny:

Jakby nic się nie zmieniło.

Szymon Nidzworski Project feat. Andrzej Seweryn – Behind Your Eyelids
Ania Pietrzak:

Muzyka, która przypomina o pierwotności oddechu.

Various Artists – Waves Of The Future
Paweł Gzyl:

Retrofuturystyczne wizje.

John Tejada – Dead Start Program
Paweł Gzyl:

W odwrotnym kierunku niż reszta.

Efrim Manuel Menuck – Pissing Stars
Jarek Szczęsny:

Topniejące napięcie.

Palmbomen II – Memories Of Cindy
Paweł Gzyl:

Elektroniczne wspomnienia z przyszłości.

Fire! – The Hands
Jarek Szczęsny:

Krótkie spięcie.

Fret – Over Depth

Dźwiękowy walec.

Wygląda groźnie: potężna postura, wytatuowane ramiona, szpiczasta bródka i chmurne spojrzenie. Taki image pasuje do muzyki, którą tworzy od ponad 30 lat. Najpierw był to szaleńczy grindcore opatentowany z Napalm Death, potem freejazzowe eksperymenty w Painkiller, no i wreszcie mroczna jak smoła ciężka elektronika, głównie firmowana szyldem Scorn. To oczywiście Mick Harris – dobry duch wszelkich odmian ekstremalnej muzyki z Birmingham.

Mimo tych wybitnych zasług dla rozwoju nurtu, w ostatnich latach nie wiodło mu się dobrze. Nigdy nie zwracał uwagi na podpisywane umowy, przekazywał prawa autorskie do swego materiału wytwórniom, dla których nagrywał, w efekcie czego w kilka lat temu zaczął żyć na skraju nędzy. Dlatego rozgoryczony zawiesił działalność muzyczną – i podjął etatową pracę wykładowcy inżynierii dźwięku w szkole w Digbeth. Tak mogłaby się zakończyć ta historia.

Tymczasem nic z tego – kiedy Harris odpoczął od studia kilka miesięcy, za namową żony w końcu do niego wrócił. Helen podsunęła mu kilka płyt współczesnych twórców industrialnego techno, aby usłyszał jak wiele z jego dawnej twórczości stało się inspiracją dla młodego pokolenia elektronicznych producentów. I udało się: pod wpływem tego impulsu Anglik znów zaczął tworzyć muzykę. Rezultaty swej pracy wysłał do znajomego prowadzącego w Berlinie eksperymentalną wytwórnię Karl.

W efekcie dostajemy jej nakładem nowy album Harrisa firmowany szyldem Fret, który pojawił się wcześniej tylko raz w 1995 roku na EP-ce nagranej przez brytyjskiego twórcę dla Resonance – pododdziału Downwards. „Over Depth” zawiera dziesięć nagrań, osadzonych na morderczo ciężkich bitach o połamanym metrum, bliskich zarówno nowoczesnemu techno, jak i klasycznemu dubstepowi. Uzupełniają je grobowe zawodzenia i fabryczne sprzężenia, raz za razem pogłębiane przez dubowe echa i warczące basy.

Ktoś niewprawiony w słuchaniu nowoczesnej elektroniki, z miejsca odrzuciłby tę muzykę. „Over Depth” to esencja tego, co najcięższe i najmroczniejsze w tym gatunku. Pod mistrzowskim dotykiem Micka Harrisa muzyka ta nabiera dodatkowej przestrzeni, typowej dla ambientu czy dubu. Nie ma tu oczywiście żadnych melodii – to tylko bezlitośnie toczący się do przodu dźwiękowy walec. Podobnych brzmień dziś nie brakuje – ale tym razem mamy do czynienia z czymś wyjątkowym, bo tylko brytyjski producent potrafi stworzyć tak gęstą i masywną miazgę.

Karl 2017

www.karlrecords.net

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. embe

    potężna postura? żartuje pan?