Rod Modell – Captagon
Paweł Gzyl:

Mistrz dubowych brzmień prezentuje własną wizję techno.

Vanishing Twin – The Age of Immunology
Jarek Szczęsny:

Eskapizm potrzebny od zaraz.

Sstrom – Drenched 1 – 12
Paweł Gzyl:

Surowe techno z uszkodzonego komputera.

Mirt – Greed
Jarek Szczęsny:

Wątłe struktury.

Various Artists – 10 Years of Monkeytown
Paweł Gzyl:

Spojrzenie wstecz.

EABS – Slavic Spirits
Jarek Szczęsny:

Jazz w bardo.

Bartosz Kruczyński – Baltic Beat II
Jarek Szczęsny:

Nie chciałbym przesłodzić.

Resina – Traces (Remixes)
Mateusz Piżyński:

Najnowsze wydawnictwo naszej rodzimej, bardzo utalentowanej, artystki, Karoliny Rec (aka Resina) to zestaw 5 utworów, gdzie cztery to genialne reinterpretacje, za którymi stoją Abul Mogard, Lotic, Ben Frost i William Criag.

Różni artyści – Portrety
Jarek Szczęsny:

Sami perkusiści.

Tracey – Biostar
Paweł Gzyl:

Pastelowe electro wyjęte z klubowego kontekstu.

Laurence Pike – Holy Spring
Jarek Szczęsny:

Łyżeczką, a nie chochlą.

Altstadt Echo – This Work Contains Lead
Paweł Gzyl:

Rozdarcie między światem ducha i materii.

Luis Vicente & Vasco Trilla – A Brighter Side of Darkness
Łukasz Komła:

Rogate flow sięgające głębin.

Matias Aguyao – Support Alien Invasion
Paweł Gzyl:

Najbardziej wymagający album chilijskiego producenta.



Lado ABC – Bastarda | Jazz Band Młynarski-Masecki

Wytwórnia Lado ABC zakończyła rok 2017 wydając dwa bardzo ważne albumy, z czego jeden z nich znalazł się w większości podsumowań.

Bastarda – „Promitat eterno” (Lado ABC | 22.10.2017)

Pomysłodawcą projektu Bastarda jest klarnecista Paweł Szamburski (SzaZa, Lost Education, Ircha), który zaprosił do współpracy wiolonczelistę Tomasza Pokrzywińskiego i Michała Górczyńskiego grającego na klarnecie basowym. To nie jest pierwszy – i na pewno nie ostatni – ukłon Szamburskiego w stronę duchowości, religii (solowy materiał „Ceratitis Capitata” z 2014 r.) czy muzyki dawnej w przypadku „Promitat eterno”. Nagrania z tego albumu przybliżają nam twórczość (głównie pieśni i motety) raczej mało znanej postaci, czyli Petrusa Wilhelmi de Grudencza (1392 – ok. 1480) – lepiej kojarzonego jako Piotr z Grudziądza. Przełom nastąpił w 1975 roku, kiedy to czeski muzykolog, Jaromir Černy, odkrył światu jego muzykę.

Piotr z Grudziądza pisał 2/3-głosowe pieśni oraz 3/5-głosowe motety, stąd nie były to jakoś specjalnie rozbuchane pod względem aranżacyjnym utwory. Takie też są nagrania Bastarda – subtelne (w tytułowym fragmencie słyszymy oszczędnie brzmiące frazy pianina Marcina Maseckiego), refleksyjne (ale nie rzewne czy patetyczne), minimalistyczne (choć na swój sposób gęste) oraz niezwykle absorbujące uwagę słuchacza. „Promitat eterno” stoi z wielką gracją w kontrapunkcie do oczywistych rozwiązań na temat muzyki dawnej czy budowania w jej oparciu banalnych harmonii. Jedna z najpiękniejszych płyt roku 2017!

Jazz Band Młynarski-Masecki – „Noc w wielkim mieście” (Lado ABC / Agora | 17.11.2017)

Niczego nowego nie napiszę o „Nocy w wielkim mieście”, bo jak pewnie doskonale wiecie wszystko zostało już powiedziane. Wiadomo, że chodzi o polską muzykę z lat 30. XX wieku poddaną współczesnej interpretacji, ale będącą czymś więcej niż tylko rubasznym skansenem zamierzchłych melodii napisanych przez warszawskie big-bandy. Polską muzykę taneczną okresu międzywojennego charakteryzował bardzo wysoki poziom. Orkiestry choćby Henryka Golda, Henryka Warsa czy Jerzego Petersburskiego nie odbiegały pod względem wykonawczym i aranżacyjnym od tego, co wówczas powstawało na Zachodzie.

Jan Emil Młynarski (śpiew, bandżola), Marcin Masecki (pianino) i ich przyjaciele – czyli Piotr Wróbel (suzafon), Jerzy Rogiewicz (perkusja) i trzej klarneciści/saksofoniści: Tomasz Duda, Michał Fetler, Jarosław Bothur – doskonale odczytali klimat, na swój sposób beztroski oraz pogodny, jaki można było poczuć nie tylko w ciągu dnia na warszawskich ulicach, ale też nocą w klubach i podczas rozmaitych przyjęć. Słuchając „Nocy w wielkim mieście” nie mogę się uwolnić od naiwnego skojarzenia z postacią wesołego Romka (Zbigniew Bartosiewicz) z filmu „Miś” Stanisława Barei. Zapewne w niejednej bramie czy nieopodal jakiejś spelunki stał właśnie taki podwórkowy artysta jak Romek – przygrywający sobie na bandżoli, skrzypach czy akordeonie.

Jazz Band Młynarski-Masecki leży w idealnym punkcie między Profesjonalizmem (Maseckiego), a Warszawskim Combo Tanecznym (Młynarskiego). Zaryzykuję tezę, że „Noc w wielkim mieście” może odczarować dla wielu współczesnych odbiorców obraz odległej epoki będącej jedynie emanacją obciachu, kanciastego swingu made in Poland i nieudolnie synkopowanego foxtrota. Muzyka przedwojnia poddana renowacji przez Jazz Band Młynarski-Masecki (doskonały przykład to świetny utwór „Nikodem”) wprowadza nas w pewien rodzaj melancholijno-szampańskiego upojenia nostalgią za czymś, co tylko pozornie wyblakło i pokryło się kurzem. Panowie nabrali młodzieńczego oddechu i postanowili dmuchnąć nam prosto w twarz tymi pięknymi melodiami.

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze