Nocow – Vozduh/Voda/Zemlya
Paweł Gzyl:

Opus magnum naszego sąsiada zza wschodniej granicy.

Andy Cooper – The Layered Effect
Jarek Szczęsny:

Dawno niewidziana radość.

Dirtmusic – Bu Bir Ruya
Łukasz Komła:

Tym razem muzykę duetu „pobrudzili” Turcy.   

Frank Bretschneider – Lunik
Paweł Gzyl:

Awangarda też lubi potańczyć.

Młody Łucznik – Dreambank
Jarek Szczęsny:

Raczej wygryw.

JANKA – Krzyżacy EP
Ania Pietrzak:

Na pełnym luzie.

The Empire Line – Rave
Paweł Gzyl:

Rave nie zawsze znaczy to samo.

Rhye – Blood
Jarek Szczęsny:

Jakby nic się nie zmieniło.

Szymon Nidzworski Project feat. Andrzej Seweryn – Behind Your Eyelids
Ania Pietrzak:

Muzyka, która przypomina o pierwotności oddechu.

Various Artists – Waves Of The Future
Paweł Gzyl:

Retrofuturystyczne wizje.

John Tejada – Dead Start Program
Paweł Gzyl:

W odwrotnym kierunku niż reszta.

Efrim Manuel Menuck – Pissing Stars
Jarek Szczęsny:

Topniejące napięcie.

Palmbomen II – Memories Of Cindy
Paweł Gzyl:

Elektroniczne wspomnienia z przyszłości.

Fire! – The Hands
Jarek Szczęsny:

Krótkie spięcie.

Brzoska/Marciniak/Markiewicz – Brodzenie

Poezja i improwizacja.

Korzystam, choć pewnie zostanie to wykpione, z portalu LubimyCzytać.pl. Pozwala to ogarnąć masę tekstów, które przerzucam w ciągu roku przed oczami, a jest ich dużo więcej niż średnia krajowa wyliczona przez Bibliotekę Narodową. Z pewnością można mój stan określić jako patologię, ale mnie to nie przeszkadza. Pozwoliło mi to sprawdzić ile tomów poezji przeczytałem w 2017 roku. Wynik nie jest powalający. Otóż wyszło mi, że 1 (słownie: jeden). Była to „Drobna zmiana” Marcina Świetlickiego. Nie ma się czym szczycić, ale pokazuje to, że całość duchowej strawy w tym zakresie wypełnia mi muzyka z tekstem. Kolejnym takim wypełnieniem z pewnością jest album „Brodzenie”.

Trop poety Świetlickiego nie jest tu przypadkiem, bo w trio Brzoska/Marciniak/Markiewicz ten pierwszy poetą właśnie jest. Z resztą z jego słownomuzyczną twórczością można się było spotkać przy okazji dwóch płyt duetu Brzoska i Gawroński. Dość powiedzieć, że lista tematów poruszanych w tekstach na płycie jest rozpięta między światowymi sprawami, a tymi intymnymi. Wielbiciele konkretu znajdą tu coś dla siebie „Joan Miró rysuje wiersz na plaży w palma de mallorca”. Ci, którzy wolą aurę niedomówienia i niepokoju z pewnością docenią „Drun drun” czy „Mosty”.

Skład uzupełniają gitarzysta Łukasz Marciniak oraz trębacz Marcin Markiewicz. I to właśnie w ich znakomitemu zgraniu, swobodzie zmienności stylów oraz umiejętności tworzenia melodii „Brodzenie” zawdzięcza swoją siłę. Dają temu wyraz już w pierwszym utworze. „Basquiat” efektownie prezentuje westernowy styl. Należy docenić ten moment, bo jest on jednocześnie zaskakujący i angażujący. Pokrętna logika muzyków prowadzi po różnych stylach muzycznych. Reprezentantem tropikalnego, słonecznego wręcz grania jest utwór o Joan Miró i Ferrà.

W paru miejscach Łukasz Marciniak wchodzi w buty Raphaela Rogińskiego. Słychać to w kapitalnym „(p)atti (s)mith” oraz „Klepsydrze”. W tym miejscu należy odnotować, że za mastering odpowiadał Michał Kupicz. Moje ulubione fragmenty to „Mosty” i „Drun drun”. Ten pierwszy z szalenie, literacką frazą – „Woda zrobiła to miasto” – kusi niepokojem. Bez wątpienia głównym magnesem jest tu gra Markiewicza. Soczyste, rozciągnięte frazy trąbki, stawiają mocne akcenty. Drugi z kolei, zawiera dźwięki instrumentów spreparowane, przetworzone i stanowiące niemal ambientową materię. Niestety nie wszystko jest tak udane. Zamykające trzy utwory pozostawiają spory niedosyt w zestawieniu z początkiem płyty. Są chwile, kiedy zespół mógłby bardziej improwizować, dorzucić więcej szaleństwa, a odjąć stylizację. Trochę zajęło mi też przyswojenie manieryczności Brzoski. Pomimo to utwory lepsze mają w sobie na tyle magnetyczności, że „Brodzenia” słuchać należy.

Fundacja Kaisera Söze | 2018

Bandcamp

FB

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze