Wpisz i kliknij enter

10 polskich piosenek retro

Nie wiem, gdzie się podziały te piosenki. Inaczej: nie wiem, gdzie się podziało to brzmienie. W niektórych przypadkach, gdyby nie polski wokal, można by mnie nabrać, że to coś całkiem nowego, modnego, awangardowego etc. 10 polskich piosenek retro

Nie wiem, gdzie się podziały te piosenki. Inaczej: nie wiem, gdzie się podziało to brzmienie. W niektórych przypadkach, gdyby nie polski wokal, można by mnie nabrać, że to coś całkiem nowego, modnego, awangardowego etc. A jednak te piosenki często są starsze niż ja. Nie powinienem ich rozumieć. Niczego nie powinienem czuć. Jako Polaczek powinienem zignorować te wykopaliska i skupić się na zrozumieniu mechanizmów, jakie puścili w ruch Kościuszko i Wałęsa.

Kierowany zaściankowym pragnieniem podziwiania kolejnego pomnika Solidarności powinienem splunąć na te kawałki zapatrzone na Zachód, epatujące seksem, uciekające w krajobrazy zamiast przyłożyć rękę do budowania nowego środkowoeuropejskiego imperium. W każdym razie nic do siebie nie mam. To chwilowy spadek formy. Skoro świt poświęcę się mocarstwowym rojeniom, a dziś wieczór posłucham sobie tej kapitalistycznej dziesiątki. Nie znalazły sobie w niej miejsca wielkie hity, które być może odkryjecie sobie sami albo przeczytacie o nich w drugiej części tego tekstu, jeśli takowa powstanie.

1. Andrzej Korzyński – „Bossa Nova” (feat. Ewa Wanat)

Sam nie mogłem w to uwierzyć, z ręką na sercu – ten utwór pochodzi z roku 1969! Został umieszczony na soundtracku do filmu Wajdy „Polowanie na muchy”, o którym nie mam absolutnie żadnego pojęcia. Cała płyta utrzymana jest w dość rozrywkowym klimacie, jakim zapewne nie pogardziliby statyści i aktorzy drugoplanowi Barw ochronnych Zanussiego. Wyróżnia się tylko nasza „Bossa Nova”. Przypadła temu utworowi rola wprowadzenia w cały krążek, któremu to zadaniu niestety wydaje się, że nie sprostał. Nie znajdziemy tu żadnych rozbrykanych chuligaństw. Zamiast: 1. namacalna klasa i sznyt przyobleczone w srebrne pianino i gustowną trąbeczkę, 2. oniryczny erotyzm głosu miss Wanat, 3. parę zmian tempa, a nawet maksymalnych wyhamowań, które trącają bioderkiem całą atmosferę na różnorakie tory. 1969 r.. Brzmi, jak niektóre rzeczy, które usiłują zrobić teraz z pomocą mocarnych komputerów całe zastępy na Ziemi.

2. Halina Kunicka – „Wiatr kołysze gałązkami”

Na ten kawałek natknąłem się przy okazji kompletowania źródeł sampli, jakich użył niesamowity Noon na swoim debiutanckim albumie „Bleak Output”. Zdekontekstualizowane poprzez zanurzenie w hip hopowych rytmach i post-sylvianowskich przestrzeniach, niektóre dźwięki sprzed lat zyskały na „BO” szczególny blask, ujawniający się jedynie w przypadku klejnotów wcześniej usmarowanych błotem zapomnienia. Niewinność utworu Kunickiej przywodzi na myśl polonistyczną wersję „Prison Breaka”: oto słodko spąsowiała pensjonarka ucieka z kart „Nad Niemnem”, aby załopotać wdzięcznie sukienką i haleczką tu, w naszym odhumanizowanym, urbanistycznym świecie XXI w.. Może dzięki takiej kłopotliwej teleportacji jest w inicjalnych taktach klawiszy jakieś zagrożenie, skutecznie rozwiane po kilku sekundach przez podniosłe obłoki smyków. Czy cię kocham, że masz włosy jak łany żyta? Czy te pola, że wśród pól tych ciebie witam? Czy dlatego kocham wodę, bo pochwala mą urodę? Sprawdźcie.

3. Alicja Majewska – „Być kobietą”

Być może w zbijaka w podstawówce, albo podczas rajdu wokół bloku na rowerkach dawaliśmy sobie jakoś radę, ale spójrzmy prawdzie w oczy: gdzieś około piętnastego roku życia chytrze i podstępnie baby zwykle biorą coś w rodzaju góry. Tak jest i w tym wypadku. Nie dajcie się zwieść finałowi tekstu – to kokieteria celująca zza winkla makijażu Kleopatry. Szczególnie, że po tanecznych rytmach, pełnych pozytywnej, ciętej energii, dopiero dwadzieścia cztery ostatnie sekundy każą mózg dawką realnej mocy zaklętej w kryptoetnicznej onomatopei. To finalne podśpiewywanie jawi się klątwą, której znaczenia nie pojmiesz, jeśli w brzuchu mamy wszedłeś w posiadanie penisa.

4. Krzysztof Komeda – „Ja nie chcę spać” (feat. Kalina Jędrusik)

Co mamy już za sobą? Seksowną elegancję, niewinność, szczyptę drapieżności. Pora na absolutne piękno. Właściwie obojętne co Kalina Jędrusik śpiewa efektem zwykle jest waniliowy lot przywodzący na myśl działanie jakiegoś naturalnego narkotyku, który z zapamiętaniem ćpaliśmy w dzieciństwie. Hm. Może nazywał się: Poczytasz mi mamo? albo był wtuleniem się w nią, gdy kolana zdarły się już naprawdę naprawdę. Prawdopodobnie jego działeczkę można było przysmażyć sobie także mocząc nogi w jeziorze i opalając się na rozgrzanych deskach pomostu. Frunąc na rozpędzonej karuzeli.

Wstydząc się z trzymania za rękę przedstawiciela tej drugiej płci na jakiejś wycieczce. Gdy do tego dojdzie jeszcze muzyka zawiadywana przez Komedę (flet!)… spodziewacie się. Jest to katastrofa. Mała pijana apokalipsa, którą przestaje się lekceważyć gdzieś w połowie dziesiątej lampki.

5. Piotr Szczepanik – „Nie jestem sobą”

Intro tego utworu, jak intra niemal wszystkich utworów Szczepanika, przypominają to, co działo się w muzyce Wysp Brytyjskich w latach 70 czy 80. Oglądam sobie partię gitary pod światło i nie śmiem wyrzec słów nowa fala, post punk ani nic takiego, bo w końcu nie mówimy o jakimś nowomodnym hicie z radia. To tylko skromna piosenka o marzeniach, potrzebach i o tym, co ważne w życiu, sztukowana jakby przy okazji pytaniami retorycznymi oraz stanowczymi stwierdzeniami mistrza z fajką. Chórek rusałek odświeża pulpit co i rusz – chce się żyć.

6. Mieczysław Fogg – „Gramofonomanka”

Skatowany przez DJ Twistera dancehallowymi ozdobnikami, poniewierany w jakiś norach z tanimi drinami, kawałek ów wyczołgał się ostatecznie ze zgliszczy i zregenerował się niczym przecięta dżdżownica. Ciągle straszy trzaskającą oryginalną wersją. Wyjącym głosem Mieczysława. Drażniącym zatoki instrumentarium. Nie wiem, dlaczego puszczam to jeszcze raz. Ze względu na tekst? Nie wiem. Kiedyś byłem w skejtowskim sklepie Chrom po bilety na koncert Gus Gus.

Pośród ogromnych bluz i spodni stała mała, plastikowa konsoleta didżejska obsługiwana przez jakąś potworną dziewczynę w stroju zioma z Bronksu. Ładując winyle jak ziemniaki do wiadra, skreczując bez ładu, aż powstała zadra, sprawiła być może, że piosenka Folga wspaniałomyślnie podarowuje mi zupełnie odwrotną wizję uroczej panny za dekami. Panny Gramofonomanki.

7. Kabaret Starszych Panów – „Bo we mnie jest seks”

Policzcie, ile razy dotychczas w tym tekście pojawiło się słowo seks albo jakieś z nim skonotowane. Porównajcie tę cyfrę z jakimkolwiek innym moim tekstem. Czy muszę coś dodawać? No, dobra: wersja Ewy Bem jest maksymalnie zepsuta, słuchajcie tylko tej!

8. Halina Wyrodek – „Zabij ten lęk”

Utwór dziwniejszy niż zapadanie zmroku i opcja wirowania w pralkach. Nie jestem w stanie wykryć hipnotyzujących pierwiastków, jakie muszą się w nim gdzieś ukrywać. Halina śpiewa w Piwnicy pod Baranami utwór, do którego tekst napisał Grechuta w dniu, w którym widocznie postanowił naprawdę ostro się znarkotyzować.

Surrealistyczne wersety nucone coraz to innym tonem przez natchnioną Wyrodek płyną środkiem ponad równym nurtem akustycznej gitary i wiją się między brzegami rozdzierających skrzypków. Pomimo teatralnej maniery wokalnej i pretensjonalnie patetycznych środków efekt przechodzi najśmielsze oczekiwania: to rasowy, smutny utwór z wczesnych desert sessions. Nie powstydziłaby się tego większość amerykańskich folkowych bardów, a ja osobiście słucham ze ściśniętym sercem i oczkami w słup.

9. Tadeusz Nalepa – „Muszę dziś ciebie zabić”

Mamy rok 1987 i płytę Sen szaleńca, z której pochodzi dziewiąty kawałek naszego pięknego retro mix tapeu. Co powiecie na maksymalną potęgą wielkiego bębna? Rozkwitającą jak fraktale trąbę? Dekadencki, relatywistyczny moralnie tekst o jakimś tam, zapewne wyniszczającym podmiot liryczny, uczuciu? Sample perkusyjne z tego utworu również zostały spożytkowane przez Noona i również na „Bleak Output”. Zaskakująco nowoczesne granie przywodziłoby na myśl mroczny power pop, gdyby nie wokal Nalepy ocierający się o to, co robił Grechuta, a może Niemen. Logika wynurzeń psychopaty śpiewającego w tym utworze jest pokrętna i czerstwa, ale przyznacie – coś w niej jest i tak jakby naprawdę chce się te kwiatki ścinać.

10. Urszula Dudziak – „People Say…”

Co robi tu piosenka o obcojęzycznym tytule? Czy kosmopolitka zbratana ze Stanami Zjednoczonymi ma prawo znaleźć się w tym zestawieniu i do tego nie wydobyć z siebie żadnego polskiego jęku? Nie jestem do końca przekonany, ale spróbuję ją zasłonić własną piersią. Płyta, na której znajduje się „People Say…” nosi tytuł „Midnight Rain” i pochodzi z roku 1977. Tak, tak. Wtedy to jakoś słońce jaśniej świeciło. A kobiety zahibernowane podówczas, a odmrożone w roku 2007, bezproblemowo rozkładają na łopatki młode pokolenie muzyków, jeśli chodzi o śpiewaniu po angielsku. W 1977 nie było zbyt wielu Polaków na naszej planecie, którzy potrafili posłużyć się syntezatorem albo innymi pykaczami. A ta pani umiała.

Pięciooktawowa skala pozwoliła jej na debiucie („Urszula” – 1976) dokonać tego, co Bjork, wspierana producentami, studiami i mocą obliczeniową prototypowego marsjańskiego osiedla, spieprzyła niemal trzydzieści lat później na „Medulli” – uczynić z własnego głosu jedyny instrument na płycie. Także w „People Say…”, pomimo tekstu, wokal Dudziak urasta do gigantycznych rozmiarów spychając śliskie, metaliczne starania muzyków gdzieś w okolice skroni. Zamiast mózgu zalotny, choć trochę smutny, głos wyświetla słuchaczowi parę deszczowych w miejski sposób obrazów. Smutek kończy się, wraz z tytułową frazą i towarzyszącym jej przytupującym trąbeczkom i bębenkom. Wesoły utwór, akurat na otwarcie okna, od naszych braci zza Muru na koniec dzisiejszych rozważań.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Piotrek
Piotrek
12 lat temu

cały ranking zbudowany na błędnym rozumieniu słowa retro
retro to jest raczej ostatnia Ania Dąbrowska

Tomasz W.
Tomasz W.
13 lat temu

Tutaj ten temat został dogłębniej poruszony: http://fonoteka77.blogspot.com/

F.
F.
13 lat temu

http://www.zshare.net/download/13001654b867c5b5/ – proszę bardzo, niestety bez ostatniego utworu, gdzieś go posiałem.

F.
F.
13 lat temu

Elo, jakoś wieczorem postaram się wrzucić link do zshare albo rapidshare albo czegoś takiego z całością. W trakcie oczekiwania można sobie wejść tutaj – http://www.king-of-disco.blogspot.com/ – i pociągnąć za darmo bardzo fajną składankę Polish Disco Vol. 1 zebraną przez dwóch znających się na rzeczy panów.

cicala
cicala
13 lat temu

A teraz prosimy jeszcze o zwyczajowe próbki dźwięku!

Polecamy