Wpisz i kliknij enter

Aphex Twin – Chosen Lords


Pierwszy od 2001 świeży materiał na pełnym albumie ikony lat 90. Richard poprzerabiał niepublikowane dotąd starsze swoje wypieki, tu dodał, tam uciął, zmontował na nowo i w rezultacie obawiać się etykietki żywego trupa nie musi. Acidowy przełom lat 80. i 90. jest teraz bardzo na topie, wszelkie rodzaje oldskulu mają rację bytu na parkietach i w uszach melancholijnych i przepełnionych sentymentem słuchaczy.
Zaskoczeniem ta muzyka bynajmniej nie jest: Richard James raczył nas już lata świetlne temu uroczo trącącym dziś myszką mariażem nasterydowanego, przyspieszonego elektro przechodzącego w szkieletowe konstrukcje breakbitowe z obłędem acid house i tą swoją charakterystyczną bajkową melancholią unoszącą się wysoko ponad wściekłe galopady pre- i postraveowych bitów. Richard AFX to dziecko tej właśnie epoki, epoki narodzin miliona wcieleń techno jednocześnie, przełomu dziesięcioleci przynoszącego rewolucyjną, niczym nieskrępowaną szaleńczość i wyzwolenie poprzez rytm i apoteozę stanów wysokoenergetycznych wyrażaną tańcem – jednym z podstawowych sposobów ludzkiej ekspresji. Te pełne euforii i zdumienia nową jakością czasy o niespotykanym wcześniej stopniu intensywności i artystycznej kreatywności nie miały okazji się powtórzyć, ale właśnie teraz, w połowie nowego stulecia otrzymały należną legitymację; przecież we współczesnym klabingu nie ma żadnego potencjału rewolucyjnego, a większość jej filarów mniej lub bardziej udatnie brnie w stylizacje i kurczowo trzyma się lubiącej zataczać koło historii. Słuchając Chosen Lords, nie ma się jednak wrażenia straconego czasu – te dźwięki budzą rzeczywiście sentyment, ale doskonale wpasowują się w pełną przesytu współczesność, która zagubiła gdzieś punkt odniesienia i niesamowicie rozwodniła. A AFX zapodał wzorzec, dzięki któremu wiadomo, kto jest nauczycielem, a kto epigonem. Muzyka jest prosta jak była kiedyś, a zarazem brzmi tak, że i za dziesięć lat złego słowa powiedzieć o niej nie będzie można. AFX-owy styl jest rozpoznawalny od razu, oczami wyobraźni przenosimy się w czasy, kiedy surrealistyczny teledysk do utworu Go stanowił wstęp do całej zeszłej dekady.
Konkretne, mocno zarysowane rytmiczne konstrukcje Richard zawsze potrafił obudować melodiami, które porywały w Kosmos – i ta właśnie zdolność bezpretensjonalnego sięgania ku gwiazdom stanowi o geniuszu ekscentrycznego Richarda, którego muzyka to troche taki odpowiednik sztuki naiwnej, wychodzącej spod ręki ot tak, po prostu, jak spod ręki dziecka. Jak nikt inny wśród współczesnych jemu posiadł umiejętność malowania snu. Sen i taniec – paradoks? Być może największy z możliwych. Ale sny na jawie wcale nie muszą być li tylko frazeologizmem.
2006







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
PRODDIE
PRODDIE
15 lat temu

niezła rozkmina się tu ciśnie. Na nieszczęście nie znam się na tyle, by opowiedzieć się po którejś ze stron – jedno jest pewne: mi się analordy podobają, dlaczego? Bo są to zajebiste kawałki w większości

noluk
noluk
16 lat temu

poza tym podobne do CEEPHAX ACID CREW 🙂 zauwazylem od jakiegos czasu, ze obciachem jest lubic afexa. why sie zapytowywuje? ludzie jakos mi tak cmokaniem reaguja.kazdy rozgryzl afexa, kazdy wie na czym robi, kazdy wie o co mu chodzi, ze sie wypalil ze sie powtarza i inne. skad to my mamy wiedziec – dostajesz cd – sluchasz, wchodzi lub nie.

noluk
noluk
16 lat temu

szczery – podales mi wlasnie przepis na sukces, wlasnie ze scornem popijam piwko – i wspomkinam mu o twoim wpisie.dziekuje. lubie afexa a ty z taka sila napier…lasz na niego – z [podobna co ich wyznawcy.aaah kochaj albo rzuc.rozumiem.

noluk
noluk
16 lat temu

szczery – podales mi wlasnie przepis na sukces, wlasnie ze scornem popijam piwko – i wspomkinam mu o twoim wpisie.dziekuje. lubie afexa a ty z taka sila napier…lasz na niego – z [podobna co ich wyznawcy.aaah kochaj albo rzuc.rozumiem.

szczery.
szczery.
16 lat temu

na pewno aphex nie przechodzil dluzszej muzycznej drogi niz pionierzy z detroit. panowie may i hood stworzyli podwaliny pod taka muzyke kiedy aphex klecil male syntezatorki w domu. druga sprawa ze mowienie ze ten album to nowosc to wierutne klamstwo – to po prostu marna kopia detroit wlasnie. zreszta, nie postawa aphexa jest w tym najgorsza, bo nikt nie jest wielki cale zycie i po nim akurat to juz widac. najgorsza jest slepa wiara jego fanatykow ktorzy nie zdaja sobie sprawy ze richard sam tez jest w stanie sie czyms inspirowac… a ze najwiecej wsrod nich lepkow ktorzy lizneli drugqs i teraz uwazaja sie za znawcow – taka jest niestety prawda.i jasne, niech zarabia – ale jesli tak to nie dopizujmy mu latki niezaleznosci artystycznej bo ona ma swoje idealy sprzeczne z zalozeniem marketingowym analorda, niestety. kiedy ten mit o nim jako takim wspanialym tworcy przestanie w koncu obowiazywac ? kiedy przestaniemy w koncu o tym gadac.muzycznie aphex wypalil sie juz dawno….

midas
midas
16 lat temu

oj, juz nie przesadzaj. aphex to aphex, detroit to detroit. aphex jest w polsce kultowy od czasow windowlicker, a nie druqks. i przeszedl zdecydowanie dluzsza artystyczna droge niz ortodoksyjny hood, UR czy derrick may. dlaczego niby kij mu w oko? chce zarobic – niech zarabia! kij w oko tym, ktorych szlag o to trafia.:D

szczery.
szczery.
17 lat temu

wez tr303 z piwnicy, tr707 od babci, stare klasyki UR i cala game singli z detroit, zrob 1000 kopii, pusc bas i pokrec galkami. potnij na 100 kawalkow, do kazdego dodaj reverb, delay, pozmieniaj pitch, schowaj do szafy.zrob kariere, osiadz na laurach, poczekaj pare lat, wyciagnij z szafy zakurzone scinki , zapakuj do papierowego kartonu po dwie sztuki, nalep trendy znaczek i psycho-usmiech, popros znajomych o sztuczny tlum i skieruj plyte do sklepow w dzielnicach opanowanych przez niedorosle dzieci wychowane na grach komputerowych, x-boxie i sprzedawaj za kosmiczne ceny jak retro.
znajome ?
sklepy z trampkami za 200 zl, ktore kiedys kosztowaly 20 na placu bo guma z czubkow smierdziala, vansy za 400 ktore kiedys za 40 z kauczukiem, ktory zreszta zostal, adidas z 3 paskami ze mozna se pomaloac flamastrem. papcio chmiel i pseudo artystyczna familiada, jak to jeden polski rapper powiedzial. idealny przepis na komputerowy szyt. malo tego, sorzedajemy najpierw album w czesciach po 2 kawalki kazda, potem te same kawalki zbieramy do kupy i sprzedajemy jeszcze raz, tym razem jako calosc. czekam az rephlex wyda analorda za 3 lata, tym razem jako zestaw singli pojedynczych. do tego kalendarz (juz raz byl !), nalepski, promocyjne nagranie pierdzenia w sluchawke telefonu, ha ha przez samo h.
doprawdy, kupic odgrzewany kotlet to nie ujma, bo kazdy robi pomylki, nawet jesli kotlet wart jest 1zl a zaplacilo sie jak za bazanta w sosie z borowikow.
kupic ten sam kotlet po raz drugi to szczyt glupoty niewytlumaczalnej zadnym belkotem o neo-muzyce, przyszlosci i innym tego typu bleble. juz raz porownywali matrixa do biblii, jezusa, i co tam jeszcze….
szkoda ze taki plagiat robi tyle halasu zupelnie zpaominajac o swoich przodkach bez ktorych by nie istnial.
szkoda ze ludzie lapia sie na takie tanie zagrywki.
ps. rzeszo fanow aphexa ktora swoja przygode zaczela od drugqs a teraz swieci triumf pseudo-sentymentu sprzed 2 lat – prosze was, odpalcie google, wpiszcie detroit, derrick may, robert hood, UR, poczytajcie, posluchajcie a potem skonczcie ten tani i zalosny ped i sztucznosc bycia pseudo-elektro freakami.
a aphexowi kij w oko.

t.s.
t.s.
17 lat temu

haha, pat, naprawde uwazam, ze w historii muzyki mozna by wymienic stanowczo bardziej gowniane rzeczy.:) ale rozumiem, ze napisales tak, bo nie jestes koniunkturalny i mierzi cie idealizowanie wygaslych gwiazd.:) tym niemniej ja wszystko ujalem w kategoriach osobistego sentymentalizmu, odczuc towarzyszacych sluchaniu tego materialu, a nie tego, jak zostal zrealizowany. to akurat w przypadku chosen lords interesowalo mnie najmniej.

t.s.
t.s.
17 lat temu

ok, jak dyskusja, to dyskusja!:)
pat, nie dalem sie na nic nabrac, album po prostu milo odsyla w stare, dobre czasy, ktore w jakis tam sposob sie idealizuje. a czasy byly rzeczywiscie pionierskie i to, co brzmi dla ciebie gownianie , mialo wtedy wieksza sile razenia niz wiekszosc wspolczesnych hajtekowych produkcji. co do samego aphexa, to nie sluchalem go od bardzo dawna, nie jest dla mnie guru i nigdy nie byl, jest natomiast jakims tam punktem odniesienia na pewno.
co do formy recenzji, to zawsze jest tak, ze czyta ja pare osob. nie dostalem zadnych negatywnych opinii pod wzgledem dlugosci zdan, uzytych wyrazow itp., stad tez w takiej formie sie ona ukazala (wyglada na to, ze w NM pracuja jezykowe tluki :)).
wszystkich utalentowanych jezykowo oczywiscie zapraszamy do wspolredagowania tego dzialu, wrota otwarte na osciez, a za wszelkie krytyczne uwagi dziekujemy.

szelmak
szelmak
17 lat temu

t.a i trainman to jakieś oszołomy bez dystansu, takie mam wrażenie. Zero dystansu i poczucia humoru, którego nie brakuje przynajmniej autorowi recenzji.

kasztanowy klamca
kasztanowy klamca
17 lat temu

pat na czym ty robisz swoja muzyke?
najwieksze gowno wszechczasow hahaha dobre

tomek do domu

pat
pat
17 lat temu

analord to najwieksze gowno wszechczasow.. material nagrany dla utopistow stricte analogowego grania, prymitywizmu plynacego ze sprzetu analgowego..

ale gartuluje autorowi dorobienia kosmicznego manifestu co do tego…

dales sie nabrac na znaczek afx.
nie ty pierwszy, nie ostatni ..

trainman
trainman
17 lat temu

fajnie, ze jest recenzja, ale autor powinien sie na drugi raz nieco postarac. proba tworzenia 5-6 krotnie zlozonych, przepelnionych neologizmowymi okresleniami zdan prowadzi do belkotu. hej, tomku, nikt nie bedzie sie wczytywal 4 razy w twoj tekst zeby go zrozumiec! przykro mi to mowic, ale jezyk jak z porcysa.

T.a
T.a
17 lat temu

Właśnie przeczytałem to po raz drugi, tym razem uważniej i zorientowałem się jak okropnym językiem posługuje się autor. Najpierw bełkot mający wyraźić eklektyczność muzyki, potem zapodać , na końcu li . Proszę się opamiętać.

T.a
T.a
17 lat temu

A nie On ?

krs
krs
18 lat temu

chyba warto dodac ze album ten to nic innego jak składanka z wydanych w zeszlym roku analordow 🙂

Polecamy

Baasch – Noc

Once upon a night, seven clubs away