Wpisz i kliknij enter

Autechre – confield


to była jedna z najbardziej oczekiwanych płyt roku pańskiego 2001. i to nie tylko przez fanów techno-ambient, myślę, że wszelkiej maści poszukiwaczy nowoczesnych (ponowoczesnych?) form muzyki elektronicznej. po wspaniałej „lp5” – „confield” mógł być albo krokiem do przodu, albo zatrzymaniem się w pewnym punkcie, równie może eksperymentalnym, ale progresywnym lat temu 4.
płyta rozwiewa wszelkie nadzieje techno-fanów, że duet wróci jeszcze do czasów pierwszych, ambientowych produkcji. rozwiewa też nadzieje tych, którzy liczyli, że zespół zatrzyma się w rozwoju.
od pierwszego utworu: „vi scose poise” mamy do czynienia z permanentną abstrakcją dźwięków, rozbijaniem, rozmazywaniem, dekonstrukcją. i na poziomie dźwięku, i na poziomie beatu i na poziomie melodii. płyta nie ma żadnej struktury, żadnego przewidywalnego rozwinięcia, jedynym spoiwem jest co raz gubiąca się melodia, wygrywana na analogowych klawiszach. chłopcy mocno i konsekwentnie uciekają przez harmonią. nawet jeśli wydaje nam się, że coś na tej płycie jest charakterystyczne dla autechre, za chwilę duet wyprowadza nas z błędu serwując kolejny zwrot akcji, kolejną nowinkę („parheric triangle” czy „bine”). duet zdecydowanie rozszerza krąg swoich poszukiwań, ciężko sformułować jednak co grają i wpisać ich w muzyczne szufladki, co moim zdaniem jest wielką zaletą tej grupy i tej płyty. jest to po prostu elektroniczna awangarda xxi wieku. nie eksplorują samego dźwięku jak ryoji ikeda, jego struktury jak pan sonic, grają klimatem, całością, to taka wieczna improwizacja.
nie muszę chyba pisać o perfekcji zespołu w doborze i selekcji dźwięków czy sposobie realizacji. ciężko się z tą produkcją zmierzyć, ciężko ją zaakceptować od pierwszego przesłuchania. jest niepokojąca, nerwowa i jak dla mnie genialna.
2001







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
natalia
natalia
17 lat temu

BoC to cos pieknego.

Polecamy