Wpisz i kliknij enter

Baikonour – For The Lonely Hearts of The Cosmos


W ubiegłym roku ukazała się płyta szwedzkiego muzyka Gustava Ejstesa, który jako Dungen samodzielnie nagrał porywający, zaskakujący materiał „Ta Det Lungt”, pełny odniesień do psychodelii przełomu lat 60 i 70 [recenzja u nas – tutaj. Efekt okazał się na tyle świeży, iż muzyka Dungena dostrzeżona została nie tylko w Szwecji, zyskując miano jednego z najjaśniejszych europejskich błysków nowego grania roku 2004. Być może właśnie sukces szweda był jedną z inspiracji Jean-Emmanuela Kriegera, pochodzącego z francji multiinstrumentalisty, który poszedł wydeptanym przez Dungena tropem, przedzierając się jednak jeszcze dalej, jeszcze odważniej. Rezultat? Cudowny album „For The Lonely Hearts of The Cosmos”, nagrany pod pseudonimem Baikonour.
Skąd tak egzotyczna nazwa dla muzyki? Baikonour pochodzi od nazwy bazy wojskowej, jaką sowieci zainstalowali na terenach dzisiejszego Kazachstanu. Jak jednak przekonuje Krieger – na tym kończy się jakikolwiek związek jego działalności z wojskowo – politycznymi zagadnieniami. Co więcej – czerpiąc inspiracje dla swych poczynań artysta mija Kazachstan i idzie jeszcze dalej, gdzieś w obszary mocno indyjskie, tworząc muzykę, którą śmiało moglibyśmy nazwać „indie” właśnie. I nie jest to „indie”, jakim okresla się prostą muzykę młodych nostalgiczno-gitarowych zespołów: Krieger bezpośrednio sięga po elementy zarówno indyjskiego instrumentarium, jak i tamtejszej duchowości. Ów uwodzący, psychodelizujący trans jest jednym z najmocniejszych atutów całej płyty – mamy do czynienia z intrygującym, chropowatym brzmieniem, wygenerowanym w większości za pomocą starego, analogowego instrumentarium. Dobrym przykładem jest kawałek „60 to 0”, w którym słyszymy stare, mocno przypruszone historycznym kurzem barwy pierwszych syntezatorów. Zaraz potem „2-3-74”, ostry gitarowy kawałek z oldskulowym basem. Źródeł inspiracji są tutaj całe worki – artysta sam przyznaje się do fascynacji Krautorckiem, niemiecką elektroniką lat 70 [Cluster], pierwszymi solowymi płytami Briana Eno, chłodem artystów skupionych wokół wczesnego 4AD, również eksperymentami współczesnych gigantów, takich jak Boards of Canada czy Mouse on Mars. Jak to wszystko pogodzić? Być może takie właśnie zadanie stoi przed nową muzyką: prowadzić umiejętny dialog między tym, co stanowiło esencję kolejnych epok, tworzyć nowe konstelacje z najciekawszych elementów minionych lat. Na „For The Lonely Hearts of The Cosmos” mamy to wszystko – żywiołowe gitarowe granie, trochę psychodelicznej, elektronicznej melancholii, parę czerpiących z kraut-glam-rocka eksperymentów, również indyjski sentyment, tworzony za pomocą odpowiednich, odległych brzmień i harmonii. Wszystko podlane wciąż przewijającą się, choć nie natrętną nową elektroniką. Dzieło artysty o niekończącej się wyobraźni.
Szkoda, że to tylko niewiele ponad 39 minut muzyki. Nagle okazuje się, że już koniec wycieczki, że trzeba zaczynać ponownie, aby znów poczuć ten jedyny w swym rodzaju klimat. Szkoda również, że tak niewiele osób zacznie ową wycieczkę w ogóle – kto bowiem słyszał o Baikonour? Tylko sowieci, tylko Kazachowie?

2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
pw
pw
15 lat temu

dobra plyta, warto zaczac te wycieczke 😉

Polecamy

Job Karma – Ebola

Trzecia płyta wrocławskiego zespołu powraca po szesnastu latach od wydania w wersji winylowej i kompaktowej.