Wpisz i kliknij enter

Barry Lynn – Balancing Lakes


Barry Lynn to prawdziwe imię i nazwisko producenta, który w światku dubstepu i szeroko pojętego IDMu zdążył już zwrócić na siebie uwagę dwoma albumami nagranymi pod nickiem Boxcutter. Wzmiankowane płyty („Oneiric” z 2006 i zeszłoroczny „Glyphic”), wydane dla Planet Mu (co już jest rekomendacją) przynosiły ciekawą i mocno zróżnicowaną fuzję dubstepu i IDMu. „Balancing Lakes” to wydawnictwo tegoroczne, ale powstałe najwcześniej – stanowi bowiem kompilację utworów klejonych na cztery lata przed oficjalnym debiutem irlandzkiego producenta. Mimo to albumu nie trąci myszką, a prezentowane produkcje to bynajmniej nie zapomniane odrzuty.
Barry Lynn – „Loving Dub”

Już pierwszy utwór daje pewne pojęcie o całości – z jednej strony mamy tu już charakterystyczne dla późniejszych produkcji brzmienie, z drugiej – pełny eklektyzm, nawet w porównaniu z „Oneiric” i „Glyphic”. Opener krążka miesza kwaśne „warpowe” brzmienie z mocno poplątanymi urywanymi klikami, wszytko zaś podlane jest dubowym echam i szmerem. Dalsze kawałki tylko poszerzają zakres eksperymentów Barryego Lynna. Delikatne, niemal ambientowe linie melodii spójnie przenikają się a to z połamanym beatem(„Something with M in it”), a to ze spiętrzonymi zgrzytami („New Orleans, LTI”), ostatecznie z dynamicznym jungle(fantastyczny „Loving Dub”).
Barry Lynn – „Early reflection”

Co jednak najważniejsze – ta mieszanka nie szkodzi. Pomimo, że album eksploruje bardzo różnorodne rejony współczesnej elektroniki, a konwencja zmienia się nawet kilkukrotnie w ciągu jednego utworu, nic się tu nie gryzie, więcej – mamy wrażenie spójności i przemyślanej konstrukcji całego albumu. Wrażenie tym bardziej niesamowite, że na tym albumie nawet „eksperymentatorstwo” nie staje się usztywnioną normą – odpały w rodzaju „LTI” czy „London” przeplatane są delikatnym, szumiącym chilloutem („Early reflection”), czy bardzo mocno przesiąkniętymi dubem „Hayfever dub” i „November dub”.
Barry Lynn – „London”

Ta spójność wynika chyba przede wszystkim z talentu producenckiego Barryego Lynna, który za cokolwiek się bierze, odciska na tym niezwykle osobiste piętno – „Balancing Lakes” to płyta najbardziej „autorska” w dorobku irlandczyka, co potwierdza na pewno wydanie jej pod imieniem i nazwiskiem – dla odróżnienia od bardziej jednolitych formalnie produkcji, nagrywanych pod szyldem Boxcutter. Podczas słuchania albumu po raz pierwszy, drugi, dziesiąty ciągle mamy wrażenie, że gdzieś już to słyszeliśmy, ale ciężko będzie określić gdzie dokładnie – rzeczywisćie, sporo mikrocytatów, okruchów z tych produkcji pojawia się na nagranych później albumach, ale jedyny kawałek, który w całości będzie potem wykorzystany to wczesna wersja „Fieldtrip” – ambientowy szkielet utworu z albumu „Glyphic”.
Barry Lynn – „Fieldtrip”

Chociaż ten materiał pochodzi sprzed niemal sześciu lat, a w elektronice to szmat czasu, to mnóstwo tu zaskakująco świeżych patentów, pomysłów, na których zbudowane będą dwie następne płyty. Jeżeli „Oneiric” i „Glyphic” to dojrzałe i spójne dzieła, to „Balancing Lakes” stanowi raczej osobisty brudnopis ich autora, może i wypełniony tylko luźnymi strzępkami pomysłów, ale już pisany świetnym stylem i niepozbawiony przebłysków geniuszu.
2008







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy