Wpisz i kliknij enter

Eels – Blinking Lights And Other Revelations


Eels to zespół o tragicznej historii. Po wydaniu pierwszej płyty „Beautiful Freak” i sporym sukcesie komercyjnym, lidera grupy Marka Olivera Everetta, ukrywającego się pod pseudonimem „E”, dotknęły wielkie nieszczęścia. Jego siostra Elizabeth popełniła samobójstwo, a zaraz po tym na raka zmarła jego matka. Odtąd cała twórczość Eels naznaczona jest przeszywającym smutkiem, a każdy kolejny album jest coraz bardziej ponury.
Wydany dwa lata temu krążek „Shootenanny” rozczarował na całej linii. E wydawał się wypalony jako kompozytor i ograniczył się do powtórzenia patentów dobrze znanych z poprzednich wydawnictw zespołu. W roku 2005 artysta wziął głęboki oddech i nagrał jedną ze swoich lepszych płyt; już zapowiedzi nowego krążka (a raczej krążków, bo „Blinking Lights And Other Revelations” to album podwójny) sygnalizowały zwrot w twórczości zespołu. Mark Ollivier aka E mówił, że nagra płytę o błękicie nieba, a całość będzie listem miłosnym do życia. Jednak nowemu wydawnictwu towarzyszyły nie tylko zmiany w patrzeniu na świat – po raz pierwszy większość utworów powstała w domowym studio E w Los Angeles. Nowy album to także debiut „węgorzy” w wytwórni Vagrant.
“Blinking Lights and Other Revelations” to Eels w krainie łagodności. 33 efemeryczne utwory, które znalazły się na płycie, przepełnione są nostalgią. Przez błękitne niebo, o którym śpiewa E czasem przebija się słońce, nigdy jednak na tyle długo abyśmy mogli zapomnieć, że mamy do czynienia z autorami „Daisies of the Galaxy”; bo choć prawdą jest, że E wydaje się być dziś bardziej niż kiedykolwiek pogodzony ze światem, nie oznacza to, że nagle zaczął grać proste, niezobowiązujące piosenki. Starzy fani mogą być spokojni – Eels cały czas potrafią posmucić jak mało kto.
Mimo dobrych melodii nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że grupa muzycznie zatoczyła koło. To, co zachwycało 8 lat temu dziś nie jest już niczym nowym. Kiedyś Eels współpracowali z Mikiem Simpsonem z Dust Brothers, dziś na nowej płycie wśród gości znaleźli się Tom Waits, Peter Buck z R.E.M. i John Sebastian z The Lovin Spoonful. Te postacie to jakby manifest E, który gdzieś w okolicach „Souljackera” postanowił podzielić się ze słuchaczami swoją fascynacją amerykańską piosenką spod znaku Bruce’a Springsteena czy wspomnianego Toma Waitsa. Choć marzeń o byciu bardem E nie realizuje już tak konsekwentnie jak przy okazji „Shootenanny”, ich piętno odciska się mocno na nowym albumie. Daremnie więc szukać flirtu z acid-jazzem jak na „Electro-Shock Blues”, gdzie E zaskakiwał przewrotnie wykorzystując znane gatunki i trochę, jak Beck czy Beastie Boys, z pozoru niepasujących do siebie elementów tworzył dzieło.
E wyjątkowo często pozostawia nas tylko ze swoim głosem, któremu towarzyszy gitara czy dyskretne pianino. Jednak minimalizm nie zawsze wychodzi Eels na dobre. Po raz pierwszy na tak dużą skalę grupa atakuje utworami instrumentalnymi i przerywnikami. Wszystkie te niezobowiązujące wstawki sprawiają, że „Blinking Lights and Other Revelations” to zamknięta całość, niestety czasem dość monotonna.
2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy