Wpisz i kliknij enter

Fennesz – venice


christian fennesz jest jedną z ważniejszych postaci austriackiej sceny eksperymentalnej. ten pochodzący z wiednia gitarzysta konsekwentnie stara się odkrywać kolejne brzmieniowe rejony – jego płyty zawsze wypełnione są wybitnie eksperymentalną elektroniką; na tyle udaną, iż fennesz uznawany jest dziś za jednego z ważniejszych muzyczno-elektronicznych wizjonerów. jego wcześniejsza działalności w grupie maische, jego współpraca z peterem rehbergem [aka pita], wreszcie jego solowe albumy [szczególnie wydany w 2001 roku „endless summer”] zdają się potwierdzać opinię, iż fennesz jest jednym z bardziej wybitnych kontynuatorów klikowych prac oval, gitarowych ambientów spod znaku kranky czy avant popowych osiągnięć to rococo rot.
w marcu 2004 roku, nakładem wytwórni touch, ukazała się najnowsza solowa płyta fennesza – „venice”. materiał zaczyna się niemrawo – dwa pierwsze kawałki to wszechogarniający spokój – ograne już trochę klikowe schematy łączone z obowiązkowym brzmieniem gitary – w tym przypadku totalnie zdeformowanej, nasyconej delikatną estetyką lo-fi. znamy to bardzo dobrze z wielu innych współczesnych płyt – miło więc, iż fennesz kolejnymi kawałkami na „venice” idzie już w trochę inną stronę: oto bowiem trzeci numer, „city of light”, jest kompozycją zbudowaną z pojawiających się i umykających gdzieś gitarowych dronów – wszystko zaś podane jest w bardzo delikatnej, kojącej formie. i właśnie ten kawałek jest dla mnie prawdziwym początkiem albumu – fennesz odważniej bowiem wykorzystuje brzmienie gitary, stawia również na melodyjność – ot choćby w przepięknym, krankowym „circassian” czy w „transic” – jednej z niewielu..piosenek skomponowanych przez fennesza, zaśpiewanej w tym przypadku przez samego davida sylviana. to znakomity pomysł, nadający albumowi dramaturgii, to również dowód na to, iż klikowo – ambientowa elektronika potrafi sprawdzać się nieźle w bardziej tradycyjnych formach. inna sprawa, iż david sylvian udowodnił, choćby swym ostatnim solowym albumem [„blemish”], iż wśród nowych brzmień czuje się wyjątkowo dobrze. the lights are dimming / the lounge is dark / the best cigarette is saved for last śpiewa artysta z towarzyszeniem niezwykłych gitarowych tekstur fennesza. to nie koniec atrakcji – „venice” przynosi nam jeszcze jeden wspaniały kawałek – „laguna” to takie gitarowe szarpnięcie na koniec płyty. kompozycją tą fennesz zbliża się do konwencji stricte rockowych, z których jednak szybko ucieka dwoma ostatnimi utworami płyty.
mimo przenikliwego chłodu całości – nowa płyta fennesza nie pozbawiona jest melancholijnych, ujmujących fragmentów – i właśnie to jest źródłem jej siły. jestem muzykiem, nie komputerowym naukowcem – muzykę chcę pisać, a nie ją kodować. – mówił w jednym z wywiadów fennesz, który płytą „venice” tylko udowodnił szczerość swych deklaracji.
2004







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy