Wpisz i kliknij enter

Hati elektronicznie

Torunianie w ramach projektu Recycled Magick Soundsystem używają tylko elektroniki, takie podejście to zaskoczenie ze strony artystów, którzy dotychczas raczej skłaniali słuchacza do medytacji nad wybrzmiewaniem gongów. Odwaga w poszukiwaniach dowodzi, że muzycy są zainteresowani dźwiękami różnego rodzaju, fascynują się tą różnorodnością, chcą ją wypróbować i wyzyskać jakoś dla swoich działań. W ostatnich dwóch miesiącach duet Hati zawitał do Poznania by zaprezentować swoje dwa nowe wcielenia koncertowe. W październiku zagrali w podziemiach galerii Inner Spaces, w małym ale wysokim pomieszczeniu, o surowych ścianach. Przestrzeń ta okazała się bardzo ciekawa akustycznie, choć w pewnym sensie niebezpieczna. Torunianie w ramach projektu Recycled Magick Soundsystem używają tylko elektroniki, takie podejście to zaskoczenie ze strony artystów, którzy dotychczas raczej skłaniali słuchacza do medytacji nad wybrzmiewaniem gongów. Odwaga w poszukiwaniach dowodzi, że muzycy są zainteresowani dźwiękami różnego rodzaju, fascynują się tą różnorodnością, chcą ją wypróbować i wyzyskać jakoś dla swoich działań.
Znów było w tym co zagrali pewne płynięcie, ciągłość, naturalność rozwoju dźwiękowej akcji. Tym razem jednak do wprawienia w trans duet użył dźwięków czysto elektronicznych, które trudno w zasadzie porównywać czy skojarzyć z jakimiś brzmieniami naturalnymi. Można by to zestawić z działalnością Francisco Lopeza albo Toshiy’i Tsunody. Podobne drążenie w częstotliwościach z jednej strony wyrafinowanych, a zarazem przerażająco pierwotnych. Konstrukcje zespołu zawierały w sobie czarną dziurę, ośrodek, który wchłaniał w siebie przyległości. Takich punktów ciężkości było chyba z cztery albo pięć i choć po drugim pojawieniu się momentu cholernie ciężkiego, kontrolowanego chaosu, można było przewidzieć, że to jest pewna zasada organizująca występ, nie zmieniało to faktu, że słuchałem tego z olbrzymim zainteresowaniem.
Inna sprawa, że od pewnego momentu siedziałem z zatkanymi uszami i w równej mierze byłem skoncentrowany na tym, co słyszę, co na tym, jak mocno mi to doskwiera. To właśnie było owo niebezpieczeństwo pomieszczenia, gdzie odbył się koncert – w sali był pogłos, który sprawiał, że miejsce zdawało się pękać w szwach, tak było nabrzmiałe od cyrkulujących w nim dźwięków. Zewsząd dudniło, jęczało, drapało, skrzypiało.
Z pewnością odważny eksperyment, ale czy nie wymknął się on twórcom spod kontroli?
Ostatnia odsłona Hati gościła W Starym Kinie – tego samego dnia, w którym grała Cinematic Orchestra, co może tłumaczyć mizerną frekwencję (tylko sześć osób – ktoś miał dylemat czy iść na ten czy na ten koncert?). Duet zaprezentował coś, co można uznać za syntezę ich dotychczasowych poszukiwań. Połączenie elektroniki z ich typowym instrumentarium (ligawki, rogi, gongi, małe instrumenty perkusyjne). Na szczęście z dala od wszelkiego natchnionego new age’yzmu, choć bit (z przetworzonego bębna) i prosta struktura (oraz pomysł polegający na dodawaniu po kolei nowych elementów) ostatniego utworu mnie osobiście lekko przestraszyły. Ale tylko w tym momencie z oddali prześwitywała etnika grubymi nićmi szyta. Poza tym było bardzo ciekawie, oba muzyczne światy przegryzały się odpowiednio dając pewną nową jakość.
Elektronika była raczej podstawą, znów czyste tony, które można uznać za wariację na temat estetyki usterkowości, o wyraźnych (ale nie nachalnych) rytmach. Na tym tle pojawiały dźwięki bardziej muzyczne, choć one też były elementami konstrukcyjnymi, które z czasem przejmowały na siebie ciężar kompozycji.

Nie umiem tego wyjaśnić, ale było w tym coś z Coil, nie wzniosłość, raczej swoista organiczność, zespolenie odmiennych składowych. Mam nadzieję, że aktywni wydawniczo (również w swoim własnym labelu Eter) także ten projekt uwiecznią na jakimś wydawnictwie. Ostatnie dwa krążki jakie zakupiłem („Recycled Magick Soundsystem” oraz „Recycled Magick Emissions”, limitowane, z czego drugi, płytka 3.5” już prawie wyprzedany, ale serpent ma jeszcze oba) trzymają wysoki poziom ustalony przez poprzednie produkcje.
Wracając do koncertu – jest tylko jedna rzecz, do której mógłbym się przyczepić. W niektórych partiach było tak, że nowe warstwy, elementy pojawiały się zbyt szybko, wprowadzały popłoch i zamęt, przez co nie wszystkie ich detale i walory miały czas się objawić, a one same jakby nie mogły znaleźć sobie miejsca w całości. To nie zmienia jednak faktu, że był to kolejny udany koncert Hati (piąty bodajże), na jakim miałem przyjemność być.







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


2 Komentarzy

  1. hm, tzn jesli juz skojarzenia z tymi plytami z eva ktore wymieniles, to raczej przy …soundsystem .choc te jego produkcje pamietam jako bardziej brudne , matowe, surowe etc.

  2. dzięki za recenzję! ja widziałem Hati tylko dwa razy, mam nadzieję, że znów zawitają do Łodzi, a propos Recyckled Magick to ja miałem może banalne skojarzenie z Z EV em, zwłaszcza z płytami Headphone music i Sapphire Nature (wydanymi w Touch),
    pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy