Wpisz i kliknij enter

Library Tapes – Höstluft


Dziś płyta wybitnie na jesień. Jeśli jeszcze nie znacie Library Tapes, niewiele straciliście. Znacie na pewno dziesiątki płyt współgrających z listopadową aurą. Znacie setkę wykonawców, którzy bez mrugnięcia okiem kalkują Sylvaina Chauveau, GY!BE, A Silver Mt. Zion, Eluvium. Tysiące albumów wypełnia miks field-recordingów przepuszczonych przez masę efektów, wiodącego żywego instrumentu (w tym przypadku oldschoolowe klawisze) oraz prób operowania ciszą.
Nic nowego pod słońcem – z taśmy spada następna dawka ponurej muzyki przykuwającej do fotela. Minimalizm i atmosferyczność potraktowane tak konsekwentnie, że aż wykluczyły obecność wokalu. Jedenaście niemal identycznych utworów, każdy wyprodukowany tak: 1. fade in field-recording, 2. przypadkowa partia pianina, 3. wyklarowanie się partii pianina w melodyjkę godną amatorskich prób ze starym fortepianem dziadka zalegającym w piwnicy, 4. lekkie zawirowania field-recordingu w tle plumkania, 5. urwanie się partii pianina, 6. z mającej rozbrzmiewać ciszy wyłania się na powrót ten sam field-recording co na początku i jego fade out.
Klimat „Höstluft”, poza oczywistymi inspiracjami wymienionymi na myspace, przywodzi na myśl dokonania Belong lub Philipa Jecka. Nie ma co jednak równać się z efektami pracy tych twórców jeśli chodzi o zagęszczanie struktur, kreowanie krajobrazów czy wprowadzanie w hipnotyczną malignę. Pierwszy punkt zbieżny to barwy: brązy, prześwietlona biel wymieszana z mdłą kością słoniową, cząsteczki szarości i czerni składają się na chropowatą fotografię. Drugi to namacalny kontakt z twórcą. Tak jak podczas słuchania „October Language” Belong można było ulec złudzeniu śledzenia pojedynczych kliknięć w obrębie patternów, tak w przypadku „Höstluft” ma się wrażenie wpatrywania w palce dotykające klawiszy pianina. Romantyczna wizja zabytkowego domu kolonialnego wypełnionego nokturnami staje przed oczami, tym bardziej, że chropawe tła również został dotknięte zębem czasu – postękują i klikają, szumią i przemykają się zachowując jednostajność mowy zleżałych dywanów i przedwojennych zegarów. Cały ten rozgrywający się na granicy słyszalności zgiełk nurza odbiorcę w bezpiecznej intymności, podobnej do tej, jaką osiągnął sto razy ciekawszymi środkami Vincent Gallo na „When”. Napalacie się na odsłuch? Ja właściwie też i gdyby tylko była to EPka, dawka o jedną trzecią chociaż krótsza, zostałbym usatysfakcjonowany.
Jednakże czy to “Höstluft” czy debiutanckie “Alone In the Bright Lights of a Shattered Life” muzyka Library Tapes pozostaje taka sama. Na przestrzeni dwóch lat szwedzki duet nie poczynił żadnego imponującego skoku jakościowego, ani ewolucyjnego. Z dźwiękami, jakie proponują słuchaczom, jest podobnie jak z foliowym workiem unoszącym się na wietrze w jednej ze scen „American Beauty”. Jeśli oglądać to zachowując wysoki poziom krytycyzmu i trzymając za gardło kontekst, wydaje się pretensjonalne i nadęte. Jeśli natomiast odpuścić sobie, podrygująca siatka niesie jakieś ważne przesłanie, dla każdego inne. Podczas słuchania „Höstluft” moje sonary piszczą z każdą minutą: to nudne, pretensjonalne, zbyt oczywiste, naznaczone przypadkowością. Nie daję się zwieść ani pięknej okładce, ani klimatowi zrzynanemu z inspiracji tysięcy innych tego typu projektów. Wielu użytkowników tego portalu potrafiłoby nagrać takie kawałki po pijaku i bez użycia rąk. Tylko, że jakoś nie nagrywają. Nie idą na łatwiznę, a ja musiałem sobie przez to wyśledzić „Höstluft” na allegro. Moje pierwsze ambientowe guilty pleasure.
2007







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
F.
F.
12 lat temu

Mission completed, cheers! Fragment EP na mojej liście rocznej 16., ex equo z nowym Jeckiem. Trudno było wybrać, chociaż LT jakoś więcej sprawiło realnej przyjemności.

Patschula
Patschula
12 lat temu

Filipie, zapoznaj się także z resztą dokonań Library Tapes!
dwie pierwsze płyty są mniej klasyczne od następnych, natomiast dla mnie osobiście Hoestluft, Sketches, Fragment brzmią jak jedna nierozerwalna piękna całość, i najlepiej się ich właśnie słucha w tej kolejności – zimowe Hoestluft, nieco wiosenne Sketches, Fragment letni 🙂

paide
paide
13 lat temu

Library odkryłem stosunkowo niedawno, ale od razu wpadło mi w ucho. To, co dla Ciebie jest czymś spowszedniałym: masa efektów, wiodący żywy instrument, na mnie działa jak lep na muchy. Najnowsze wydawnictwo Library jest zdecydowanie lżejsze, brakuje tu ostrzejszych wręcz hałaśliwych fraz z poprzednich albumów, jednak wcale mi to nie przeszkadza, co w dużej mierze wynika z mojego uwielbienia dla żywego instrumentu, które jest centrum organizującym całość płyty. Niezależnie od moich upodobań, ukłony za wnikliwość i świetny opis. Pozdrawiam!

Polecamy