Wpisz i kliknij enter

Martin Archer – Kraków, 09.09.2006

Z koncertem Martina Archera wiązałem duże nadzieje. To, że muzyk współpracował z takimi tuzami jak Sachiko M, Derek Bailey czy Otomo Yoshihide sprawiło, że spodziewałem się prawdziwej dźwiękowej uczty. Z koncertem Martina Archera wiązałem duże nadzieje. Fakt, iż muzyk ten współpracował z takimi tuzami jak Sachiko M, Derek Bailey czy Otomo Yoshihide sprawił, że spodziewałem się prawdziwej dźwiękowej uczty. Koncert w Solvayu nie spełnił moich – być może nieco wygórowanych – oczekiwań.
Na repertuar Archera składały się przetwarzane w czasie rzeczywistym nagrania głosów ludzkich, improwizacje na wtyczkach syntezatorowych i klarnecie oraz elektroniczne wariacje na angielskie tematy folkowe z towarzystwem klarnetu.
Utwory oparte o głos ludzki i softwareowe syntezatory były najbardziej przekonujące, choć i one nie porywały. Najsłabiej wypadły, o dziwo, improwizacje. Niewiele w nich było żarliwości, za którą tak cenimy free improvisation.























Co gorsza Archer poza wzmocnieniem dźwięku swojego klarnetu, który w sali Solvayu świetnie brzmiałby bez nagłośnienia, dodał także plastikowy pogłos, który, zamiast wzbogacić brzmienie instrumentu – spłaszczył je. Momentami Archerowi wyraźnie brakowało pomysłu na to, jak poprowadzić utwór. Artysta nie uniknął dwuoktawowych pochodów po skali, które zapewnie doskonale sprawdzają się jako wprawki, lecz ich muzyczna wartość jest co najmniej wątpliwa. Również folk w wykonaniu Archera nie przekonywał i trącił cepelią.
Dramaturgia koncertu była więc na poziomie piknikowym. Przyjemnie, lecz bez polotu. Archer niewątpliwie doskonale bawił się podczas swojego występu, publiczność również starała się czerpać z koncertu jak najwięcej. Nie zmienia to jednak fakty, że występ – jako całość – był na absolutnie średnim poziomie.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
kingusia
kingusia
15 lat temu

mam dość tego

Polecamy