Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.



Martin Archer – Kraków, 09.09.2006

Z koncertem Martina Archera wiązałem duże nadzieje. To, że muzyk współpracował z takimi tuzami jak Sachiko M, Derek Bailey czy Otomo Yoshihide sprawiło, że spodziewałem się prawdziwej dźwiękowej uczty. Z koncertem Martina Archera wiązałem duże nadzieje. Fakt, iż muzyk ten współpracował z takimi tuzami jak Sachiko M, Derek Bailey czy Otomo Yoshihide sprawił, że spodziewałem się prawdziwej dźwiękowej uczty. Koncert w Solvayu nie spełnił moich – być może nieco wygórowanych – oczekiwań.
Na repertuar Archera składały się przetwarzane w czasie rzeczywistym nagrania głosów ludzkich, improwizacje na wtyczkach syntezatorowych i klarnecie oraz elektroniczne wariacje na angielskie tematy folkowe z towarzystwem klarnetu.
Utwory oparte o głos ludzki i softwareowe syntezatory były najbardziej przekonujące, choć i one nie porywały. Najsłabiej wypadły, o dziwo, improwizacje. Niewiele w nich było żarliwości, za którą tak cenimy free improvisation.























Co gorsza Archer poza wzmocnieniem dźwięku swojego klarnetu, który w sali Solvayu świetnie brzmiałby bez nagłośnienia, dodał także plastikowy pogłos, który, zamiast wzbogacić brzmienie instrumentu – spłaszczył je. Momentami Archerowi wyraźnie brakowało pomysłu na to, jak poprowadzić utwór. Artysta nie uniknął dwuoktawowych pochodów po skali, które zapewnie doskonale sprawdzają się jako wprawki, lecz ich muzyczna wartość jest co najmniej wątpliwa. Również folk w wykonaniu Archera nie przekonywał i trącił cepelią.
Dramaturgia koncertu była więc na poziomie piknikowym. Przyjemnie, lecz bez polotu. Archer niewątpliwie doskonale bawił się podczas swojego występu, publiczność również starała się czerpać z koncertu jak najwięcej. Nie zmienia to jednak fakty, że występ – jako całość – był na absolutnie średnim poziomie.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. kingusia

    mam dość tego