Wpisz i kliknij enter

Moglass, The – Sparrow Juice


Okładka nasuwa skojarzenia z „Noah’s Ark”, i choć makabryczny tytuł (no jak to? sok z wróbla?) może sugerować pewne nieprzyjemności, to zawartość krążka od pierwszych chwil uspokaja. Trio The Moglass, tak jak CocoRosie, snuje jakieś bajkowe opowieści. Ale na „Sparrow Juice” pojawia się jeszcze pierwiastek melancholii (zresztą zwykle obecny w grze Ukraińców). Ja bardzo cenię sobie spleen, jestem nawet jego…ekhem…’fanem’. Nie dziwne zatem, że nowa propozycja tria bardzo mi się spodobała. Nie zamierzam forsować twierdzeń o wielkim nowatorstwie tej muzyki, aczkolwiek nie jest też tak, że podczas słuchania co chwilę nasuwają się kolejni artyści, za których epigonów Moglass można by uznać.
Dla mnie ta płyta jest dobrym podsumowaniem wątków dotychczas obecnych w ich muzyce. Odeszli od nieskończonych gitarowych dryfów z „Pallcast” i „Telegraph poles are getting smaller and smaller as the distance grows”, choć umieją jeszcze zauroczyć rozlanym pejzażem. Zachowali wiele ze swojej podrasowanej retro-elektroniką wariacji na temat folku, jaką zagrali na „Saliva”. Są też pewne echa psychodelicznej postawy (dowcipne szaleństwo, czy coś pokrewnego), trochę jakby przygaszonej, jaką wykazali się podczas koncertu, który Nexsound opublikował w swojej empetrójkowej serii Live Reports.
Poza bogatym instrumentarium (saksofon, syntezatory, gitary elektryczne i akustyczne, bas, laptop) dużo na tym albumie nagrań terenowych (trochę zgaduje, trochę się domyślam: rozmowy babuszek, gwar targowiska, pustoszejący dworzec). Są one kluczowym elementem dla konstrukcji albumu, pojawiają się w co drugim tracku (zaszyfrowane – ich nazwa to hieroglify, strzępy liter) i ten pomysł sprawdza się znakomicie. Sprawiają, że całość albumu po prostu płynie – słuchacz powoli przemieszcza się między kolejnymi strefami dźwięków. W związku z tym trudno określić, czy jest na tej płycie jakiś jeden zdecydowanie najlepszy kawałek – gdy postaram się wytężyć uwagę, to mogę stwierdzić, że bardzo miły jest mi motyw z „Obviously political lyrics” albo też tajemnicza atmosfera w „Serious mocking bird”. No ale również syntezator (a może to przetworzona gitara?), którego odgłosy przypominają grzechotkę w „Leering raffies”, cieszy moje ucho.
The Moglass opowiadają własną bajkę, mniej więcej „Czarnoksiężnik z Krainy Oz” z dodatkiem „Świtezianki”. Jesienna płyta – na pewno. Ale też – dobra płyta.
2006







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy