Wpisz i kliknij enter

Moha! – Raus aus Stavanger


Ostatnimi czasy znacznie bardziej interesujące dla mnie są poboczne projekty członków Jaga Jazzist (by wymienić choćby In The Country czy Shining) niż poczynania ich macierzystego zespołu. W tą tendencję wpisuje się też duet MoHa! złożony z perkusisty (Mortena J. Olsena, odpowiedzialnego też za elektronikę) i gitarzysty (Andersa Hany). Ten drugi to właśnie członek wspomnianego norweskiego ‘big bandu’, jak również kwintetu basisty Ingebrita Haker-Flatena.
„Raus aus Stavanger” to trzecie wydawnictwo zespołu, pierwsze w barwach Rune Grammofon. Płytka jest nie za długa – 44 minuty, ale za to treściwa. Dostajemy mocno po głowie i to od pierwszych sekund. Wiadomo, co będzie grane – dźwiękowa ciężka artyleria. Pewne wytchnienie (ale raczej nie ukojenie, w postaci 9-minutowego pejzażowego dryfu pojawia się wraz z ostatnim trackiem. Zespół to dwa równoprawne instrumenty. Gitara – miota się, rzęzi, piszczy, drapie, przytłacza, zacina (nie tylko się, również nas). Gitarzysta nie jest nastawiony na maestrię frazy, ale na brzmienie – siarczyste, dosadne, żrące. Perkusista raz posługuje się pojedynczymi stukotami, zupełnie nieprzewidywalnymi, rozłożonymi nierównomiernie. Ale naprawdę ciekawie robi się, gdy gra w szybkim tempie, to jak wykoślawia proste rytmy, zagęszcza uderzenia, przełamuje proste zagrywki.
Nie bez powodu wspominałem Haker-Flatena, gdyż osoba tego świetnego muzyka odsyła do ansamblu Scorch Trio czyli ostrego jazzu z Rune Grammofon. To pierwsze skojarzenie, głównie z powodu zbieżności barwy gitary i mocy brzmienia. Bo w MoHa! niespecjalnie przejmują się płynnością rytmów i tym podobnymi, a w Scorchu jednak jazzowa sekcja mimo dalekich wycieczek trzyma całość w ryzach. Co jeszcze? Może Fred Frith w swoich cięższych improwizacjach. Duża ilość rozbieganych gitarowych kawalkad uzupełnianych perkusją trafi może do fanów Fantomasa. Ale trzeba zaznaczyć, że duet mocno ciąży w kierunku noise’u, programowo poszukuje zgiełku, zgrzytu.
Z pewnością nie będzie to perła w koronie norweskiej wytwórni. Płycie przydałoby się więcej niuansów, stopniowanie emocji – często ma się wrażenie, że muzycy chcą się tylko wyszaleć. W tym szaleństwie jest metoda, ale czasem brakuje pomysłu na coś więcej. Na przykład drobnica dźwiękowa w dalszych planach jest prawie niedostrzegalna. Trzeba mocno się wysilić by ją usłyszeć (a może jest ona tam tylko pro forma, żeby nie było ‘pusto’?). Tego mi brakuje najbardziej – lepszego zaplanowania ‘przestrzennego’, korespondencji między warstwami. Pozycja z gatunku ‘rokujących’ na przyszłość (wszak muzycy mają 23 i 24 lata), jednak z pewnym ‘ale’.
2006







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy