Wpisz i kliknij enter

Olvis – Blue Sound


Za projektem Ólvis ukrywa się pochodzący z Islandii Orlygur Thor Orlygsson, który poza skomplikowanym nazwiskiem ma jeszcze kilka innych, znacznie bardziej interesujących cech – ot choćby potrafi tak po prostu wymysleć kilkadziesiąt minut wyjątkowej, wspaniałej muzyki. Muzyki, która doskonale i szczelnie wypełnić potrafi przestrzeń, w której rozbrzmiewa. Muzyki podzielonej na kilkanaście kawałków, tworzącej jednak jakąś nierozerwalną, oplatającą wszystko całość. Prawda, że ciekawa cecha ?
12 miesięcy po wydaniu doskonałego, debiutanckiego „selftitled” Orlygsson wraca z materiałem chyba jeszcze bardziej udanym. Może to zasługa pojawiającego się wokalu, dzięki któremu kompozycje Ólvisa zaczynają przybierać kształt bardziej rozpoznawalny, nierzadko piosenkowy? A może chodzi o muzyczną dojrzałość, w którą – wraz z wiekiem – wkracza powoli młody islandzki twórca? Jakikolwiek jest tego powód – „Blue Sound” ociera się momentami o prawdziwe dzieło sztuki – posłuchajcie choćby niepokojącego „Mental Freedom”, z łatwością i wielką energią wytwarzającego w głowie słuchacza dziwnaczne, pociągające obrazy. Co więcej, artysta śpiewa w swym ojczystym języku, dzięki czemu my – odbiorcy z dalekiego kraju – zyskujemy przewagę obcowania z czymś ponad miarę egzotycznym. Delikatne akordy pianina prowadzą nas w takt cicho wyskukiwanego rytmu, swym stanem skupienia „Blue Sound” już po chwili zaczyna przypominać dym – rozchodzi się powoli i dostojnie, potem znika gdzieś nagle, aby za moment buchnąć nową porcją piosenko-podobnych dźwięków. Wszystko ciepłe i chłodne zarazem, odpychające i kuszące – praawdziwy gitarowy majstersztyk. Bo właśnie gitary grają tu rolę przewodnią, dając popis niewyczerpanej brzmieniowej kreacji. Ólvisowi najbliżej jest chyba do dinozaurów gitarowego ambientowania – Mogwai czy Labradford, bardzo blisko mu również do Sigur Rós – dość powiedzieć, że kilku muzyków tego kolektywu wzięło udział w sesji „Blue Sound”.
Muzyka – palce lizać. Przepiękna płyta, do czego – w przypadku albumów pochodzących z lodowej wyspy – powinniśmy się już dawno przyzwyczaić. I mimo, że muzyczna Islandia wydaje nam się obszarem dość dobrze rozpoznanym rozszyfrowanym, Ólvis daje kolejny dowód na to, że – być może – tak naprawdę nie wiemy o tym miejscu nic, że dopiero teraz zaczęliśmy prawdziwą islandzką przygodę.
2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
tomtom
tomtom
14 lat temu

jezus maria, co wszyscy widza w tym lzawym, patetycznym, nie do zniesienia, ohydnym sigur ros? to pieprzony lans i moda.:) nazwa sigur ros odbija mi sie czkawka i palcem nie tkne tego, do czego oni przylozyli lapy.:):):)

android
android
14 lat temu

ö) tak jest jupikova płytka

Polecamy