Wpisz i kliknij enter

Parov Stelar – Seven And Storm


Muzyka Parov Stelar jest doskonałym przykładem – nazwijmy to – lightowych pochodnych trip-hopu sprzed lat. To rasowe downtempo, którego źródeł dopatrywać się możemy w wydanej dziesięć lat temu drugiej płycie Massive Attack – „Protection”. Podczas gdy sami masywni, na swym kolejnym albumie dokonali jednoznacznego zwrotu w brzmienia bardziej mroczne i skomplikowane [wielki sukces „Mezzanine”], tak cała rzesza młodych twórców za definiujący i najbardziej inspirujący krążek uznała właśnie „Protection”. Dziś większość płyt z krainy downtempo i lounge to dzieła wywodzące się z tego jaśniejszego, spokojniejszgo okresu twórczości gwiazd Bristolu. To bardzo zacne inspiracje i żałować jedynie możemy, że tak wiele współczesnych chilloutowych albumów tak drastycznie nie dorasta poziomem do swego słynnego pierwowzoru. Czy najnowsza pozycja Parov Stelar jest kolejnym tego dowodem?
To projekt właściwie jednego muzyka – Markusa Fuedera, który ma na swoim koncie debiutancki album „Rough Cut”. „Seven And Storm” kontynuuje obraną przez Fuedera filozofię tworzenia ciepłych, stylowych brzmień – elektronicznych, choć opartych w znacznej części również na żywych brzmieniach. Filozofia mało odkrywcza, choć tak zaskakująco przecież trudna w realizacji. Parov Stelar odnosi jednak sukces – nie po raz pierwszy okazuje się, że w dzisiejszej przystępnej elektronice tak istotne okazują się partie nagrane na żywo – sklejanki z gotowych loopów i sampli jesteśmy przecież w stanie rozpoznać od razu, ich tworzenie jest kwestią jedynie sprawności komputerowej, dobrego studyjnego czy producenckiego rzemiosła. Markus Fueder jest – na szczęście – bardziej ambitny. W swych nagraniach angażuje muzyków grających na trąbce, pianine, perkusji, słyszymy równiez kontrabas, flet, rhodes, hammonda – elementy, które nadają poszczególnym kompozycjom szczególnego ciepła i miękkości. Nie jest to zbiór wszystkich tych pół-produktów, które często znaleźć można na kolejnych Budda Barach i innych tego rodzaju kompilacjach – Parov Stelar proponuje dojrzały, autorski materiał, wypełniony kompozycjami solidnymi, czasem ocierającymi się o dobry, ambitny pop [świetne „Faith”, „The One”], innym razem powiewającymi wysublimowanym lounge [intrygująca „Autumn Song”]. Żywe pianino zawsze nadaje dźwiękom szczególnego charakteru, nie inaczej jest na „Seven and Storm”gdzie gra Petera Kreuzera podkreśla nastrój całości, przyprawia ją do przyjemnego smaku, wreszcie sprawia również, że krążek Parov Stelar jakoś nie chce opuszczać odwarzacza. Mankamentem – paradoksalnie – staje się czasem długość poszczególnych kawałków. Czasami wydają się kompozycjami kończonymi zbyt szybko, zbyt gwałtownie – być może lepiej byłoby je bardziej rozwinąć?
Banałem byłoby twierdzić, że to świetna płyta na jesień itp. Tak czy inaczej – Parov Stelar należy do grona tych artystów, którzy z powodzeniem kontynuują muzyczne orientacje znane z „Protection”. Skoro „pierwotny” trip-hop umarł, jego mroczniejsze odmiany nie przynoszą dziś żadnych wyjątkowych albumów, niech chociaż spokojniejsza pochodna brzmień z bristolu rozwija się w najlepsze. Szanse na to ma duże – również dzięki działalności Fuedera.
2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
katariena
katariena
13 lat temu

rewelacja.
powder muzyczną bajką.

Złotowłosa
Złotowłosa
13 lat temu

Seven and Storm.Moja muzyczna spełniona podróż,gorąco polecam.

zalamany
zalamany
14 lat temu

Muzyka Doroty Rabczewskiej to nie jest.

Achu
Achu
14 lat temu

przecież tego się słuchać nie da! Dla kogo ta muzyka? Chyba dla załamanych facetów!!

piechu
piechu
14 lat temu

Zdecydowanie polecam!! słucham tej płyty od miesiąca i faktycznie nie chce wyjść jakoś z odtwarzacza…tu zgodzę się, że ciężko o dobry trip-hop w dzisiejszych czasach, a chociaż Parov Stelar może do trip-hopu się nie zalicza, to odczucia podczas słuchania są niemalże tak samo miłe jak właśnie przy wspomnianej płycie Massive. Jak dla mnie odkrycie ostatnich kilku miesięcy

ltl.ant
ltl.ant
14 lat temu

własnie przesłuchuję ich po raz pierwszy.. autumn song jest przepiekne! jest jest dobrze,lecz zgodze sie z recenzentem-kompozycje mogłyby byc dłuższe i bardziej rozbudowane..obok wspomnianego De-phazz polecam Malou,Jaga Jazzist i Telefon Tel Aviv..aa i Slow Train-nieziemskie!pozdro

yorku
yorku
15 lat temu

rough cuts fenomen jak dla mnie połacznie ciemnego klimatu twean peaks z dinning room szkoda ze tak mało muzyki w tym klimacie jest zna ktoś cos podobnego???

Nocturnal
Nocturnal
15 lat temu

Muzyka mistrzowska, takich ciepłych i przyjemnych brzmień dawno nie słyszałem. Porównanie z Protection Massive Ataack troszkę według mnie nie trafione. Już bliżej mu do De Phazz… Polecam wszystkim miłośnikom ambitnej, lekko jazzowej muzyki. Pozdrawiam

Raasp
Raasp
15 lat temu

wkradl sie maly blad w nazwie pierwszego albumu Parov Stelara, prawidlowy tytul to Rough Cuts

Polecamy

Ron Wright & Neil Webb

„Burning Pool” to soundtrack do filmu o Sheffield w wykonaniu dwóch weteranów tamtejszej sceny elektronicznej.