Wpisz i kliknij enter

Prawatt – s/t


Zespół Prawatt [czyt. „Prałat”] za chwilę będzie jednym z najważniejszych eksperymentalnych projektów w kraju. Brzmi patetycznie? Nie bez powodu, jedno z pierwszych wydawnictw labelu Salut to prawdziwa eksplozja bezkompromisowości, definicyjne ujęcie tego, co w swej nowej wytwórni zamierza promować Łukasz Pawlak. Kilka doświadczonych na elektronicznym polu artystów postanowiło powołać do życia nowy projekt, dzięki któremu kolejny raz możemy delektować się polską muzyką bez cienia zakłopotania. Warunek „jak na polskie warunki” traci na znaczeniu. Nie ma czegoś takiego w tym momencie.
A co jest? Jest cała sterta podziwaczonych instrumentów, będących najczęściej efektem konstruktorskich, nieprzewidywalnych talentów poszczególnych członków zespołu. Są generatory, oscylatory, analogi, automaty, filtry, przetworniki, tworzące układ – gwiezdny, kosmiczny. A wszystko bez pomocy komputerów i przystawek MIDI, zamiast tego kable, prawdziwe instrumenty, albo inaczej – instru-fermenty, bo muzyka Prawatt cały czas jest o krok od pogrążenia się w brudzie, chropowatości, chaosie totalnym. W tym momencie uderzamy w sedno całego zamieszania – dźwięki zespołu wciąż są o krok, wciąż są o milimetry, dzięki czemu cały czas trzymają w napięciu. Słuchając tylko czekamy na zupełny rozgardiasz, na tą rozpierduchę, o której Prawatt wspomina, opowiadając o swych koncertach. Płyta pod tym względem flirtuje z odbiorcą, pełni rolę doskonałej bazy dla późniejszych improwizacji live. Muzycy formacji pokazują w ten sposób prawdziwy kompozytorski talent – kolejne kawałki są doskonale przemyślane, rozwijają się umiejętnie, gładko, czasem zaskakująco, zawsze jednak – po prostu – profesjonalnie. Nie jest problemem nagrać ponad godzinę nieprzemyślanego noisu – wyczynem jest umiejętnie wygenerowaną strukturą pokierować, budując sensowne, trzymające poziom konstrukcje. Prawatt jest w stanie właśnie coś takiego grać – począwszy od pierwszego, ponad 14-minutowego kawałka, poprzez kolejne, ocierające się o ambient, noise, muzykę elektro-akustyczną czy po prostu o zimne electro. Zespół osiągnął mistrzostwo w jednoczesności – jest różnorodnie i spójnie zarazem, chaotycznie i konsekwetnie, ponuro i delikatnie, wreszcie rytmicznie i przestrzennie. Wszystko za jednym zamachem.
Jak wspomniałem – „s/t” będzie idealnym punktem wyjścia dla koncertów. Występy live Prawatt muszą być pełne emocji – na żywo zespół zrywa zapewne z jakąkolwiek przewidywalnością, oddając się żywiołom i brnąc beztrosko w nieznane, zaskakujące obszary. Znakomite jak na Polskę? Nie ma czegoś takiego w tym momencie. Po prostu znakomite.
2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy