Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.



Scuba – Mutual Antipathy


Na początku kwietnia ukazał się debiutancki album Paula Rose, szerzej znanego jako Scuba. Paul to postać mocno zasłużona dla dynamicznie rozwijającego się od kilku lat dubstepu – DJ, producent i założyciel jednego z najbardziej liczących się labeli sceny – Hotflush Recordings (m.in. Shackleton, Boxcutter, Luke Envoy, Jazzsteppa czyVaccine). Przy okazji warto nadmienić, że producent gościł już w naszym kraju – w połowie września, za sprawą nieocenionego dla polskiego dubstepu kolektywu My Head is Dubby można go było usłyszeć we Wrocławiu.
Scuba – „Systematic Decline”

Scuba w swoich setach i kilku singlach poprzedzających album prezentuje mniej tradycyjne oblicze dubstepu, delikatniejsze i bardziej melancholijne, często mieszając go z innymi gatunkami.
Nie inaczej ma się sprawa z „Mutual Antipathy” – album do „tradycyjnego” dubstepu raczej luźno nawiązuje, przede wszystkim poprzez niektóre patenty formalne (echa ,szmery, pojawiający się momentami charakterystyczny halfstepowy rytm), nie znajdziemy tu jednak miażdżących nawałnic basu czy charakterystycznego wobblebassu. Zdecydowanie nie jest to też materiał imprezowy.
Scuba – „Upside”

Na materiał składa się 11 produkcji, momentami przypominających wczesne albumy Autechre czy Chrisa Clarka, pozbawionych jednak brudu, w pewnym stopniu wygładzonych. Wydawnictwo utrzymane jest w jednolitym klimacie i jako takie nadaje się raczej do słuchania w całości. Taka konsekwencja dobrze wpływa na spójność albumu, ale może niestety nieco nużyć – zwłaszcza, że kawałki utrzymane są w średnich i wolnych tempach, oscylujących wokół 60-80 bpm. Po kilku przesłuchaniach z rozciągniętej, pełnej szmerów mgławicy udaje się wyodrębnić poszczególne utwory, z których w pamięci zostają co najmniej trzy – świetny „Tell Her” z brudnym, charczącym beatem i delikatną melodią na pianinie, najcięższy chyba na płycie i najbliższy „czystemu” dubstepowi „Ruptured” i plumkający, pełen pogłosów „Poppies”.
Scuba – „Poppies”

Album idealnie nadaje się do słuchania w domu w całości, a pomimo pojawiającej się momentami, szczególnie na początku monotonii, po kolejnych odsłuchach zaczyna naprawdę wciągać. Polecam zarówno miłośnikom dubstepu szukającym małej odskoczni od basowych ekstremów, jak i słuchaczom
2008

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. :break:

    Zadnych komentarzy??? Najlepszy album poprzedniego roku jesli chodzi o dubstep!!!