Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.



She&Him – Volume One


Duet złożony z aktorki i niezbyt znanego, choć kreatywnego songwritera, przybliża oldschoolowe oblicze popu uderzając prosto w serca miłośników vintageowego brzmienia Motown. Trzydzieści pięć minut piosenek, które rzadko kiedy trwają dłużej niż trzy minuty brzmi rzeczywiście jak tematyczna składanka opatrzona kolejnym numerkiem, tytułowym volumem. Tym razem do młodzieżowej gazetki poza cd dołączono chłodną satynową pościel, poranne słońce i spokojne wpatrywanie się w soczyście zielone liście ocierające się o siebie radośnie pod odświeżającą motywacją ciepłego wiatru. Pali się papierosy, popija malibu i marzy o legalizacji marihuany. Stuka się palcem w czoło pieska ze sprężynującym łebkiem, a kiedy nudzi się to wszystko – wypad na plażę. Na białym piasku, w swoim kremowym lnianym garniaku, Barry White niemal umyka uwadze.
Pod wpływem pewnego siebie, zblazowanego stajlu panny Deschanel wszyscy chłopcy w barze nieopodal popijają oranżadę ciut bardziej nerwowo niż moment temu. Syczące bąbelki uwalniają do atmosfery zapach i smak starych tranzystorowych odbiorników rozsiadłych wygodnie na wiechciu słomy urwanej ze spódniczki jakiejś tancerki z ukulele. Panna Deschanel rozgląda się leniwie po spelunce, udaje przez chwilę, że nie interesuje jej nic więcej niż hipnotycznie rozżarzony ocean za oknem i czerwona słomka dryfująca swobodnie między ciasno stulonymi kostkami lodu. W końcu jej wzrok pada odważniej na grajka wiernie trwającego przy tradycji przodków. Jego dziadek też miał na myspace napisane roots music/hawaiian/indie blues.
M. Ward podbija zachęcony do nasze Zooey Deschanel, aktoreczki ze Stanów i nagrywają to cudeńko. Ćwiczą na kowerach (na „V1” wykonują np. Beatlesów!). Na koncertach odnoszą sukces. Na białym piasku, kiedy Ona niemal połyka mikrofon, a On snuje rozmarzone, wilsonowskie melodie przeteleportowane prosto z 70, przypadkowi ludzie płaczą i tulą się do siebie niczym optymistyczna wersja publiki Tenacious D. Podobnie jak na swoich solowych dokonaniach („Transistor Radio”, wow!) M. Ward skromnymi instrumentalizacjami odtwarza bowiem nostalgiczny klimat reklamy karty Mastercard z pierwszym samochodem taty: piesek kiwający głową zza tylnej szyby, czarne okulary i koszula zawadiacko rozpięta do połowy klaty. Kiczowaty nieraz klimat niewinnej imprezy na karaibskiej plaży przywodzi na myśl niektóre nigdy nie ustrzelone marzenia i zostawmy ten wątek.
Ci ludzie nie sięgają tutaj wyżyn muzyki. Jakiejkolwiek, nie tylko pop. Jednakże, wiecie, sprzedają coś o wiele ważniejszego niż suche estetyczne doznanie. Jest w tych piosenkach to wszystko, co czuje się patrząc na ulotkę biura podróży. Biały prom cumuje u brzegu wyspy z plażą koloru ecré, na której odznaczają się opalone ciała tubylców i zasiedziałych przyjezdnych, a my czujemy co? niewiarę, lekceważenie dla tej reklamy, olewamy ten spot o rajskim relaksie i ekscytującym seksie pośród palm, ale w głębi pomarszczonego serduszka odchowanego w klimacie Europy Środkowej skomle tęsknie jakiś bakcyl stłamszony. Po „Volume One” zacząłem oszczędzać na wakacyjny trip na Hawaje, chcę posłuchać tego na żywo. Jak się poszczęści na supporcie zagrają The Surfer Girls z hitem „One Boy Tell Another”, hell yeah! Słuchajcie i do zo w raju.
2008

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. ada

    Płyta fantastyczna. cieszę, że zooey zdecydowała się nagrać płytę :). jest wysmienita aktorka i piosenkarka .

  2. ada

    Płyta fantastyczna. cieszę, że zooey zdecydowała się nagrać płytę :). jest wysmienita aktorka i piosenkarka .