Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy. Trudno jest zacząć pisać o Wacławie Zimpelu z kilku powodów. Pierwszy: nie wiadomo od czego zacząć, bo dyskografia i zmienność stylów muzycznych są przebogate, trudno się zdecydować. Drugi: nie chcąc popadać w banał, należy darować sobie rozpoczęcie w […]

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.



Wacław Zimpel – Massive Oscillations

Letarg duchowy.

Trudno jest zacząć pisać o Wacławie Zimpelu z kilku powodów. Pierwszy: nie wiadomo od czego zacząć, bo dyskografia i zmienność stylów muzycznych są przebogate, trudno się zdecydować. Drugi: nie chcąc popadać w banał, należy darować sobie rozpoczęcie w stylu: „Wacław Zimpel wrócił”, ponieważ on nigdzie nie odchodził, a ciężko pracował i pogrubiał swą artystyczną wrażliwość. W końcu po trzecie: nie ma sensu rozdzierać szat, że oto muzyk postanowił przeskoczyć z muzyki jazzowej na elektroniczną, skoro, bez względu na gatunek, to jego muzyczny geniusz przyciągał uszy. To może zacznę tak: Wacław Zimpel urodził się w Poznaniu, a swoją sztuką najszczelniej wypełnia definicję artysty.

Wszyscy znudzeni moją czołobitnością mogą już opuścić dalsze czytanie recenzji najnowszej płyty Polaka „Massive Oscillations”, która do czołobitnych należeć nie będzie, a wzmiankowana czołobitność odnosi się do całej twórczości klarnecisty. Wacław Zimpel spędził dziewięć dni w holenderskim studiu nagrań Willem Twee. Znalazł tam instrumenty elektroniczne z lat 50., 60. i 70., czyli pionierskiego okresu muzyki elektronicznej. Jak mówił w wywiadzie udzielonym Bartkowi Chacińskiemu: „Pojechałem tam na 10 dni ze swoimi instrumentami, ale jak zobaczyłem te wszystkie urządzenia na miejscu i te możliwości, które dają, to kompletnie zarzuciłem pierwotną koncepcję. Działałem intuicyjnie – bo wiedziałem, że mając do dyspozycji tak mało czasu, muszę być trochę jak dziecko w sklepie z zabawkami” („Polityka” nr 4/2020).

Dodam tylko, że ten album (drugi solowy w karierze) zmiksował James Holden. W dalszej części wzmiankowanego wywiadu możemy dowiedzieć się o niebagatelnej roli przypadku w tworzeniu utworów: a to dostrojeniu oscylatora do dźwięku znajdującej się nieopodal katedry, a to o tym, że nie warto (a może warto) wyłączać syntezatora ARP 2500 na noc. Jak się okazało, jego wyłączenie, dało nam pierwszą i najlepszą kompozycję z płyty „Massive Oscillations”. Głęboki i długi, oparty na repetycjach i oscylatorze utwór przynosi z jednej strony żelazną dyscyplinę kompozycyjną, a z drugiej prezentuje całe bogactwo dźwięków oraz wpływów, którymi przez lata Zimpel nasiąkał. Transowość, dzięki temu uzyskana, oddziałuje niemal fizycznie na słuchacza.

To rozbuchanie zostaje zastąpione przez minimalistyczny „Sine Tapes”. Ładne pociągnięcia klarnetem oraz dźwięki imitujące dziką przyrodę przypominają o indyjskich wyprawach muzyka (Saagara). Wielobarwną improwizacją nazwałbym utwór „Random Odds”, w którym artysta najodważniej, jak do tej pory, ruszył ku muzyce elektronicznej. Koniec jest wysoce relaksujący („Release”). Słychać w nim Holly Hock na wokalu oraz Wojtka Traczyka na basie. „Massive Oscillations” nie jest wielkim zaskoczeniem, ani dziełem kompletnym (jak już, to raczej zwiastunem nowego rozdania). Oferuje za to letarg duchowy, z którego skrzętnie skorzystam.

Ongehoord | 2020
Bandcamp
FB
FB Ongehoord

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze