Wpisz i kliknij enter

The Chap – Ham


Pochodzący z Londynu The Chap nie są debiutantami – dwa lata temu błysnęli swym pierwszym materiałem „Horse”; dopiero teraz jednak, wydając krążek „Ham”, zespół ma szansę wybić się ponad tłum młodych, eksperymentujących gitarowych bandów. W skład zespołu wchodzą cztery osoby, w tym jedna dziewczyna i muzyk grający m.in. na wiolonczeli. Prócz gitar The Chap operują więc bardo zróżnicowanym instrumentarium, wzbogaconym również o skrzypce, komputery i klawisze. Nie brakuje też sampli, wszelkich brzmieniowych udziwnień, które nie zmieniają jednak faktu, iż The Chap to wciąż gitarowa kapela. Po przesłuchaniu „Ham” dodamy na pewno: dobra gitarowa kapela.
Już teraz ich muzyka opisywana jest za pomocą kombinacji „Talking Heads / The Residents”. Ze swej strony dodałbym jeszcze kilka istotnych elementów: choćby inspiracje modnym obecnie disco punkiem [otwierający album „Baby IM Hurtn” to murowana bomba koncertowa, soczysty hit] oraz nową, delikatną elektroniką. Przyznać jednak trzeba, że siłą tego albumu jest jego dziwność i nieprzewidywalność. Każdy kawałek to osobna bajka, pełna niespodzianek, inaczej zaaranżowana, a przecież wszystkie razem tworzą obowiązkowo spójny materiał, którego naczelną funkcją jest: orzeźwienie. Album „Ham” jest bowiem wspaniałym podmuchem kompozytorskich talentów kolejnych członków zespołu; na tej płycie kompozycje królują na równi z intrygującymi brzmieniami – poszczególne kawałki bardzo często utrzymują swe piękne melodie mimo różnych aranżacyjnych turbulencji, programowego brudu, zamierzonych niedociągnięć, elektronicznych zawijasów itp. „Garage rock / Album launch / Chart success / Interview / New York, Tokyo / Hotel room / Loneliness / Suicide” – to słowa kawałka „Woop Woop”, zapowiadającego nieprzewidywalność również w warstwie tekstowej – poprzez żonglerkę zaskakującymi zbitkami wyrazów i zdań zespół igra z wszechogarniającą nowoczesnością, wdzierającą się i zmieniającą „day after day life”. Krytyka „automatyzującej” życie modernizacji przyprawiona jest tu szczyptą ironii, jak choćby w kawałku Arts Centre: „I met you at the post-glitch laptop show / I told you about my studio setup”. Podsumowaniem całości jest ostatni utwór: „Modernisation is what were about / Without warning youll suddenly run out and cry”. Wykorzystując jednocześnie elektronikę i brudne gitarowe maźnięcia zespół stara się uniknąć nowobrzmieniowych konotacji, uprawiając krytykę późnej nowoczesności za pomocą jednego z najważniejszych jej wytworów: zuchwałego eklektyzmu. Uzupełniając gitarowo-komputerowe aranżacje znakomicie brzmiącymi wiolonczelą i skrzypcami „The Chap” tworzą ciekawą, a co ważniejsze: własną muzyczną historię, sprawdzającą się w kilku bardzo różnych okolicznościach. Bardzo ciężko pożegnać się tej płycie z odtwarzaczem, i choć to tylko niewiele ponad 40 minut muzyki, pomysłów jest tu tyle, iż trudno okiełznać całość już za pierwszym, drugim, trzecim razem.
Jedna z najlepszych premier wakacji 2005. Muzyka w pełni satysfakcjonująca, wyrazista i pełna. Uwaga na ten zespół, bo już za chwilę The Chap wyrosnąć mogą na jedną z najważniejszych konkurencji dla wiodących gitarowo-eksperymentalny prym radiogłowych. Jak na razie The Chap są jednym z najważniejszych przedstawicieli gitarowej niezależności – oddalenie od mainstremu okazuje się tu oczywistym, kolejnym plusem. Nowamuzyka.pl poleca gorąco.
2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
ziiz
ziiz
16 lat temu

œwietna!

jman
jman
16 lat temu

dystrybucjš płyty zajmie się Eblok.pl – premiera 8 sierpnia. W serwisie niebawem konkurs, w którym będzie można wygrać album.

nie_rob
nie_rob
16 lat temu

wysylkowo chyba tylko z jakiegos konkretnego sklepu

bejs
bejs
16 lat temu

gdzie mozna kupic/przesluchac plyte?

nierobisz
nierobisz
16 lat temu

nie do końca zgadzam się z powyższš listš nawišzań, bo „Baby Im Hurtn” więcej ma wspólnego z noise rockiem a la Albini niż The Rapture, ale na pewno zgadzam się, że to jedna z najlepszych płyt wakacji; więcej – to na mur beton jedna z najlepszych płyt roku

nierobisz
nierobisz
16 lat temu

nie do końca zgadzam się z powyższš listš nawišzań, bo „Baby Im Hurtn” więcej ma wspólnego z noise rockiem a la Albini niż The Rapture, ale na pewno zgadzam się, że to jedna z najlepszych płyt wakacji; więcej – to na mur beton jedna z najlepszych płyt roku

nierobisz
nierobisz
16 lat temu

nie do końca zgadzam się z powyższš listš nawišzań, bo „Baby Im Hurtn” więcej ma wspólnego z noise rockiem a la Albini niż The Rapture, ale na pewno zgadzam się, że to jedna z najlepszych płyt wakacji; więcej – to na mur beton jedna z najlepszych płyt roku

Polecamy