Wpisz i kliknij enter

The Herbaliser – Take London


Płyta „Take London” ani szczególnie nie zaskakuje ani także szczególnie nie rozczarowywuje. Właściwie można by powiedzieć, że jest kontynuacją obranej ponad dekadę temu drogi. Z jednej strony mamy tu do czynienia z tym co zawsze uchodziło za najmocniejszą stronę The Herbaliser czyli dobrym hip-hopem połączonym ze świetnymi podkładami opartymi na tym co w Ninja Tune najlepsze a z drugiej podczas odtwarzania albumu nie można się pozbyć uczucia, że gdzieś się to już słyszało.
Kiedy na początku lat 90-tych Jake Wherry i Ollie Teeba rozpoczynali wspólną działalność pod szyldem The Herbaliser, pierwszy z nich, basista zespołu Propheteers, opierał swoją muzykę głównie na żywych brzmieniach i dopiero pod wpływem Teeby, znanego w południowym Londynie dj-a skierował swoje zainteresowania w stronę muzyki tworzonej za pomocą samplera. Po pierwszych udanych próbach dość szybko zainteresowali się nimi Matt Black i Jonathan More, szefowie rozpoczynającej działalność wytwórni Ninja Tune. Niedługo potem grupa podpisała kontrakt z labelem. Pierwszy album długogrający „Remedies” ukazał się w 1995 roku i na dość długo ustalił drogę, którą podążył duet. Muzycy jednak z czasem coraz bardziej odchodzili od syntetycznych brzmień skłaniając się w kierunku brzmień żywych instrumentów, co dawało się zauważyć także podczas koncertów, gdy z dwuosobowej ekipy stojącej za dekami grupa rozrosła się do kilkunastu grających na żywo muzyków, często improwizujących i odchodzących od ustalonych wcześniej schematów. Uwieńczeniem tej drogi były wydany trzy lata temu album „Something Wicked This Way Comes” na którym „żywa” muzyka zdobyła przewagę nad tą tworzoną elektronicznie. Zdecydowanie większa ilość muzyki autorskiej niż na poprzednich albumach a także flirty z muzyką filmową („Snatch”) i reklamową (Playstation) wysforowała The Herbaliser na jedną z ważniejszych grup w stajni Ninja Tune. Jest to także zarazem jedna z najbardziej innowatorskich grup hip-hopowych, choć trzeba pamiętać, że łatka hip-hop jest dla The Herbaliser raczej przeszkodą niż pomocą w realizacji swoich celów. Nie można także zapominać, że grupa od dawna jest znana z doskonałych umiejętności remikserskich.
Szósty album londyńczyków „Take London” nie jest krokiem milowym zespołu choć mimo wszystko jest krokiem do przodu. Jednak o ile do tej pory styl Wherry’go i Teeba’y rozpoznawało się od razu to tutaj mamy do czynienia ze swoistą niejednolitą mieszanką. Z jednej strony słyszymy ukłon w stronę korzeni muzyków, kiedy fascynowali się jeszcze amerykańskim acid jazzem i funkiem („Gadget funk”) a także popularnym na początku lat 90-tych nowojorskim hip-hopem. Z drugiej strony nie powinni być natomiast zawiedzeni fani typowych dla Ninja Tune jazzowych brzmień („Geddim”, „Song for Mary”). Przeważają natomiast jak zwykle tradycyjne dla The Herbaliser brzmienia hip-hopowe. Nie jest to więc płyta nudna ale znalezienie wspólnego mianownika wydaje się wręcz niemożliwe. Znajdziemy bowiem tutaj także utwory, które doskonale radziłyby sobie na współczesnych listach przebojów („Lord Lord”, „Close your Eyes”). Jak zwykle The Herbaliser nie zapomnieli zaprosić gości (jako jedni z pierwszych nawiązali współpracę z tak popularnym dziś Roots Manuva) i wymienić tu przede wszystkim należy Jean Grea choć zsamplowany głos Humpreya Bogarta także można uznać za swoisty gościnny występ. Cała ta różnorodność sprawia, że nawet po kilkakrotnym przesłuchaniu wciąż odkrywa się nowe rzeczy i wydawnictwo na pewno nie nudzi, choć niestety tez nie porywa.
„Take London” jest świetną propozycją dla fanów nowej elektroniki o ile tylko nie przeszkadza im hip-hopowy odcień tego wydawnictwa. Natomiast dla fanów naszego dość siermiężnego hip-hopu może być nie tylko spojrzeniem na korzenie tego rodzaju muzyki ale na to w jakim kierunku może ona podążać. Polecam płytę ale z małym „ale”.
2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
andre
andre
12 lat temu

autor sluchal chyba innej plyty…

Polecamy