Wpisz i kliknij enter

Vector Lovers – Afterglow


Sielankowy zachód słońca, lekko psychodelicznie załamana perspektywa pleneru, nowoczesna cyfrowa czcionka – już sama okładka „Afterglow” mogłaby sugerować opis tego, czego możemy spodziewać się na płycie Vector Lovers. Grupka dzieci, która niespodziewanie prezentuje się bardzo w stylu retro, fryzury i ubranka jak z lat 80… O co chodzi? Pewnie o dźwięki z zakurzonego czterośladu Portastudio i nagrania sprzed lat, które Martin Wheeler wykorzystał przy tworzeniu swojego trzeciego albumu.
Brytyjczyk określany jest jako nerd – maniak wszystkiego, co związane z grami i światem komputerowym. Artysta zafascynowany jest również tematyką Japonii i robotów, a skłonność do syntetycznych barw zaowocowała założeniem labelu Iwari, paroma wydawnictwami o znamiennych, elektropochodnych i robotycznych tytułach oraz – rzecz jasna – takim też, stawiającym raczej na taneczność, brzmieniu. Jako swe główne muzyczne wpływy twórca wymienia Kraftwerk i Depeche Mode, z drugiej zaś strony deklaruje fascynację muzyką Velvet Underground czy Boards of Canada. Pamiętamy również współpracę Wheelera z Tracey Thorn przy jej ostatnim solowym albumie, co stawia naszego bohatera w sprzecznym, androidalno – humanistycznym świetle. I takie jest właśnie „Afterglow” – zawieszone na pograniczu świata fizyki i czucia. Odwracając się w stronę życia, płyta odróżnia się od poprzednich produkcji większą delikatnością i finezją.
Idąc po linii najmniejszego oporu moglibyśmy uznać, że to materiał z szeroko pojętej idmowej półki. „Afterglow” przekracza jednak klarowne klasyfikacje stylistyczne. Kuriozalnym pomysłem byłaby więc próba wskazania jednego reprezentatywnego utworu – mamy tu bowiem do czynienia z zestawem pretendującym do miana wewnętrznie zróżnicowanej, gatunkowej karuzeli. Całość startuje spokojnie, ambientowo, jednak już tutaj kilka rozedrganych klików sugeruje nam, że słuchając tej płyty ani przez chwilę nie będziemy się nudzić. Zaraz potem krążek tchnie energią („Far Side Of The Tracks”), która zgrabnie balansuje na pograniczu melancholii i rozmarzonego uśmiechu. Na płycie spotkamy również glitch, skąpany w niepokojącej, sączącej się spod rynny strudze jakiejś cyfrowej cieczy. Są też odhumanizowane, a jednak dające poczucie ciepła partie wokalne.
Jako punkt kulminacyjny mogłabym uznać rozbuchany i optymistyczny, wręcz „orbitalowy” utwór „A Field”, gdyby nie klawiszowa nostalgia, w którą chwilę potem zostaje wrzucony słuchacz. W tym miejscu tempo płyty wyraźnie spada, znów jednak tylko na parę minut. I tak już do samego końca, przy czym cały ten zgiełk i misz-masz spajają misternie poprzetykane, pozytywne wibracje, rozpięte między ciemnymi leśnymi szelestami i hulającym gdzieś po futurystycznym polu wiatrem. W efekcie „Afterglow” staje się dualistyczną, bo przyrodniczo – kosmiczną, harmonijną i przyjazną wizją przyszłości.
Urok tego albumu tkwi w wymykaniu się monotonii, w nieustającym zwalnianiu i dociskaniu do dechy pedału o nazwie „dawkowanie energii”. Czy ten zabieg się spodoba? Proponuję ocenić każdemu według własnych preferencji. Mnie ta klamrowa konstrukcja jak najbardziej przekonuje, a w towarzystwie znanych już i lubianych klików, bitów i przestrzeni rozsiadam się wygodnie z niekłamaną przyjemnością – tym bardziej, że podane zostały w jednak świeżym i sympatycznym wydaniu.
2007







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Venzz
Venzz
13 lat temu

Świetny album i świetne podejście w recenzji.

janka
janka
13 lat temu

Jako swe główne muzyczne wpływy twórca wymienia Kraftwerk i Depeche Mode

No i brawo 🙂
Zaznajomimy się, bo autorka tekstu nie daje innego wyboru 🙂

huku
huku
13 lat temu

Album dobry nie powiem. Jak wam sie spodobal to jest lektura obowiazkowa: Vector Lovers-Capsule For One

K3
K3
13 lat temu

lepiej bym tego nie ujął. 🙂 świetny tekst, świetna płyta.

Polecamy