Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.



XV Parówek – wywiad

XV Parówek – Bartek Kalinka, porusza się wśród różnych aspektów muzyki eksperymentalnej i noise. Działa w międzynarodowej sieci muzycznej od połowy lat 90-tych, najpierw na scenie pocztowo-kasetowej, obecnie internetowo-CDRowej. Od kilku lat występuje na żywo i kładzie nacisk na współpracę z lokalnymi muzykami, niekoniecznie o tych samych zainteresowaniach stylistycznych. XV ParówekBartek Kalinka, porusza się wśród różnych aspektów muzyki eksperymentalnej i noise. Działa w międzynarodowej sieci muzycznej od połowy lat 90-tych, najpierw na scenie pocztowo-kasetowej, obecnie internetowo-CDRowej. Od kilku lat występuje na żywo i kładzie nacisk na współpracę z lokalnymi muzykami, niekoniecznie o tych samych zainteresowaniach stylistycznych. Prowadzi wytwórnię kaset i płyt CDR, w której wydaje muzykę XVP i zaprzyjaźnionych projektów. Zapraszamy na stronę www.xvp.pl

Zacznijmy przewrotnie od małego podsumowania. Działasz w ramach „projektu muzyki eksperymentalnej i hałasu” od 1994. Jak wyglądałoby streszczenie opiewającego ten okres rozdziału Twojej muzycznej biografii? Jak obecnie określiłbyś swoją działalność na polu produkcji artystycznej i kwestii z nią związanych?

W latach 94-96 sklejałem krótkie eksperymentalne i dadaistyczne kawałki z sampli na komputerze, i „wydawałem” na kasetach. Wiele tamtych rzeczy do dziś uważam za dosyć oryginalne, jednak nie traktowałem tego zbyt poważnie – była to muzyka powstająca całkowicie „laboratoryjnie”, stworzenie minuty zajmowało godzinę. Czysty noise wówczas mnie nie interesował – miałem z nim styczność przez różne kasetowe produkcje industrial noisowe, które dostawałem pocztą.

W latach 97-99 interesowałem się jazzem. Nagrałem parę domowych produkcji w stylu home-taping-free-improv, ale zasadniczo trochę porzuciłem działalność związaną ze sceną eksperymentalną, ponieważ próbowałem wówczas nauczyć się „prawdziwego” jazzu i poświęcałem temu czas. W roku 2000 zetknąłem się z noisem na tyle wysokiej jakości, że zacząłem się interesować tym gatunkiem. Stało się tak dzięki wymianom płyt z Koji Tano z MSBR. Zbiegło się to z pierwszym koncertem na żywo, na którym próbowałem naśladować japoński noise, modulując przężenia przy użyciu efektów gitarowych. Wróciłem do działalności scenowej na pełnych obrotach. W późniejszych latach, czysty harsh noise nieco mi się przejadł. Jednak znalazłem dużo wątków z pogranicza eksperymentu i noise, które lubię, i w związku z tym zajmuję się nimi.

Od sześciu lat koncertujesz. Przyznaję, że nie miałem jeszcze okazji usłyszeć Cię na żywo. Opowiedz, co Cię skłoniło do włączenia w obręb swojej działalności występów na żywo? Czym jest dla Ciebie „udany koncert”?

Dawniej koncerty noisowe były trudne do pomyślenia – z powodu marginalności środowiska, ale również z powodu przewagi produkcji studyjnej nad improwizacją (przynajmniej w moim graniu). Teraz są esencją tej działalności. Jest to część zmian jakie się dokonały. Granie na żywo jest udane, gdy muzyka jest dobra, a jednocześnie powstaje w wyniku improwizacji, a więc częściowo zaskakuje podczas grania. No i potrzebne jest sensowne nagłośnienie i warunki, żeby ludzie którzy słuchają mogli obserwować proces i jego skutki. Tworzy się wtedy przekaz energetyczny – widać, że muzyka powstaje w tym właśnie momencie i to jest
źródłem energii.

W latach 90-tych robiłem kawałki sklejając je na komputerze, co jest całkowitym przeciwieństwem grania na żywo. Dopiero pierwsza propozycja zagrania koncertu zmusiła mnie do wypróbowania innych technik. Od tej pory staram się grać tylko improwizując (i ewentualnie później wycinać, czasem miksować) – w tym kierunku zresztą rozwijała się cała scena.


Kraków, październik 2006

Deklarujesz się jako twórca eksperymentalny. Czy eksperyment jest dla Ciebie procesem, w którym zakłada się jakiś określony założeniami projektu wynik, czy też jest raczej poszukiwaniem „w ciemno”, które obfituje w zaskoczenia dla samego Ciebie?

Nazwa „muzyka eksperymentalna” nie dotyczy wg mnie procesu twórczego. Bardziej chodzi o posłużenie się nią do zagwarantowania sobie pewnej swobody. Oprócz tego, jest to też do pewnego stopnia nazwa gatunku, środowiska i estetyki. Być może oryginalna definicja i założenia „muzyki eksperymentalnej” powstały wcześniej niż scena kasetowa i w związku z tym nie są mi znane. Natomiast jeśli chodzi o sprawy związane z wytwarzaniem muzyki – na pewno są jakieś wytyczne, które w danym momencie uznaję za moje. Zdarza się, że nagram coś, co mi się technicznie podoba, ale stwierdzam, że to nie pasuje do moich szerszych założeń/stylu/osobowości. Jednak szczegółowe założenia są bardzo płynne – wręcz ewoluują podczas nagrywania, co oznacza, że jednak rządzi nimi przypadek. Jest to podobne do strumienia myśli – wydaje się, że to moje myśli – a jednak myśli nie mają początku ani końca, a ich kierunek jest chwilowy.

Na forach poświęconych muzyce współczesnej, w ramach których udzielają się twórcy, dużą popularnością cieszą się wątki w rodzaju „na czym tworzycie, „pokażcie swoją jaskinię etc. Jak wyglądałby Twój wpis w tych wątkach?

Od paru lat znowu używam kontrowersyjnego w pewnych kręgach narzędzia, czyli komputera. Pracuję na audiomulchu. Jeśli chodzi o pluginy, to jest ich olbrzymia liczba, ale bardzo niewiele mi z jakichś względów pasowała, więc używam dość ograniczonego ich zbioru. Używając komputera, sporo dowiedziałem się np. o syntezatorach analogowych, dzięki temu, że różne pluginy i programy próbują je symulować, a są przy tym bardziej dostępne. Wcześniej przez pewien czas nagrywałem płyty miksując przygotowane dźwięki z kilku discmanów. Jeszcze wcześniej sporo bawiłem się efektami gitarowymi i sprzężeniami. Mam sporą bibliotekę dźwięków – właściwie wszystko co nagrałem i przetworzyłem od 2000 roku.

W pewnym sensie praca z pluginami w audiomulchu jest tym samym co używanie „prawdziwych” efektów. Komputer brzmi jednak często trochę bardziej „płasko” i „cyfrowo”. Za to możliwości modulacji i strukturyzowania są ciekawsze – jest większy wybór efektów, z których niektóre nie są dostępne w świecie analogowym (i odwrotnie). Komputer generalnie bardziej chyba nadaje się do grania mniej harsh noisowych, za to bardziej eksperymentalnych rzeczy – a to właśnie mnie interesuje. Z drugiej strony, mam ochotę wrócić do grania na analogowym sprzęcie – mam teraz lepsze rozeznanie niż kiedyś (dzięki pracy z komputerem), a do grania tego co mi się podoba brakuje mi po
prostu trochę sprzętu.

Wśród twórców muzyki można wyróżnić pewne typy idealne, jeśli idzie o słuchanie muzyki. Z jednej strony są erudyci, jak Steven Stapleton (współautor sławnej NWW list), John Zorn czy Jarboe (ex- Swans), z drugiej twórcy, którzy słuchają głównie własnych dźwięków i dźwięków, które mniej lub bardziej przypadkowo wpadną im w ręce, jak ZEV, Peter Christopherson (ex- Coil) czy (przynajmniej w świetle własnych wypowiedzi) Aphex Twin. Do którego ekstremum Ci bliżej? Jak w krótkich słowach podsumowałbyś swój własny zbiór nagrań?

Generalnie kiedyś nie zwracałem uwagi na osłuchanie. Gdy rozmawiałem z innymi ludźmi interesującymi się ta muzyką, często okazywało się, że nie znałem większości klasyków w tej branży. Z biegiem czasu zgromadziłem sporo płyt z wymian (obecnie ok. 800) – to jednak specyficzne zawężenie słuchania do tzw. sceny eksperymentalnej i noisowej, zazwyczaj do mniej znanych projektów (bo bardziej znane nie bawią się w wymianę płyt). Zacząłem także używać soulseeka, co radykalnie polepszyło moje rozeznanie. Mam nadal spore zaległości, jeśli chodzi o niektóre dziedziny (klasyka industrialu, power electronics) i nie zamierzam ich uzupełniać – wolę słuchać nowych rzeczy, liczy się głównie jakość. Aktualnie najbardziej lubię różne hybrydy stylów, muzykę z pogranicza hałasów (szumów i trzasków) i muzyki dźwięczącej.


Kraków, październik 2006

Współpracowałeś z ogromną liczbą artystów z całego świata. Z jakimi twórcami spośród tych, z którymi jeszcze nie pracowałeś, szczególnie chciałbyś nagrać płytę? Dlaczego akurat z nimi?

Z ogromną liczbą ludzi to może wymieniałem się płytami. Jeśli chodzi o wspólne nagrania, współpracowałem może z kilkunastoma. Możliwość spędzenia na tym większej ilości czasu z kimś z zagranicy pojawiła się tylko raz – podczas wizyty Crank Sturgeona w 2003 roku. Realna jest współpraca z ludźmi z mojego miasta. Poza tym czasem udaje się zrealizować kolaborkę w stylu wymiana sampli pocztą. Dopóki nie spróbuję, nie wiem jak współpracuje sie z daną osobą, bez względu na to, jaka jest jej muzyka. Na pewno chciałbym się spotkać z ludźmi, z którymi się przyjaźnię pocztowo i których muzykę cenię – Zanem Hoffmanem, Halem McGee, Tomkiem Twardawą. Chciałbym mieć możliwość regularnego grania z Dawidem Chraplą, który niestety mieszka dość daleko. Nie marzę natomiast jakoś specjalnie o graniu ze wszystkimi, których płyty uważam za świetne, z legendami. Wszyscy mają mało czasu, a tym bardziej ci rozchwytywani. Wolałbym zagrać z kimś, kto jest otwarty na współpracę i ma czas, niż z kimś znanym w pośpiechu i powierzchownie podchodząc do sprawy.

Opowiedz o organizacyjnej stronie posiadania własnej wytwórni.

Staram się, żeby moja wytwórnia pozostała małą wytwórnią i nie zaczęła pracować na zbyt dużych obrotach, bo bardziej interesuje mnie granie. Początkowo nie cierpiałem pewnych żmudnych prac związanych z produkcją kaset i płyt. Dopiero od pewnego momentu polubiłem to w całości. Przez pewien czas miałem większą motywację do wydawania, bo nie ściągałem jeszcze muzyki z sieci, nie kupowałem też płyt (dysproporcja między apetytem a możliwościami jego zaspokojenia była zbyt przepastna, żeby w ogóle brać to pod uwagę) – potrzebowałem więc własnych płyt, żeby dostawać płyty na wymianę (motywacja wymieniana również przez Zana Hoffmana).

Muzyka z sieci jednak nie przesłoniła mi zalet związanych z fizycznymi płytami – uważam, że te ostatnie całkiem nie zanikną, bo ludzie lubią ładne przedmioty. W międzyczasie pojawiły się możliwości techniczne, żeby drukować w małych nakładach kolorowe okładki – dlatego naprawdę polubiłem w końcu niezbyt „sensowne” zajęcie, jakim jest produkcja płyt. Moje płyty są kupowane przez śladową liczbę osób, mimo że ich cena wynosi 8 zł i dlatego stanowi pewną konkurencję do muzyki ściąganej za darmo. Moje starsze płyty zresztą i tak są dostępne do ściągnięcia na archive.org i na soulseeku. Znacznie większe ilości rozprowadzam przez wymianę – zawsze znajdą się ludzie, którzy też chcą komuś wysłać własne rzeczy.

Jakie są Twoje najbliższe plany związane z muzyką?

Konkretne plany to wydanie paru płyt, nagranie innych. Czekam też na wydanie paru w innych wytwórniach (o podobnej skali jak moja rzecz jasna). Gram 8 czerwca w Ostrowiu Wlkp. na festiwalu Bez Kontroli. Chciałbym więcej grać na żywo i robić to w jeszcze bardziej improwizowany sposób niż obecnie. Chciałbym, żeby się jeszcze więcej działo i żebym wykorzystywał więcej szans i możliwości niż zazwyczaj. Z drugiej strony chciałbym też mieć luz i eksperymentować sobie bez żadnej presji na wynik. Przyzwyczaiłem się do bycia outsiderem.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. xvp

    Jesli chodzi o uzywanie soulseeka: moje zdanie jest takie, ze nie ma odwrotu, p2p bedzie istnialo i lepiej sie z tym pogodzic. Szanuje zdania odmienne. Moim zdaniem zwykle plyty powinny kosztowac tyle, zeby przy konkurencji mozliwosci darmowego sciagniecia, ludzie chcieli je nadal kupowac. Wiem, ze nie jest to idealne wyjscie. Staram sie rowniez udostepniac swoje rzeczy do sciagniecia na soulseeku. Jest wielu ludzi, ktorzy rowniez sa zwolennikami p2p (np. Ron Lessard z RRR, chociaz on nie musi go uzywac, bo ma chyba najwieksza dystrybucje plyt noisowych w USA) – uwazaja, ze swobodna wymiana malo znanej muzyki jest najlepsza rzecza, jaka mogla sie takiej muzyce przytrafic.

  2. japan monster

    do pf: mi sie wydaje ze nie o to chodzi ale o koszta zdobywania płyt. wiem ze to banalne ale uzywanie slsk nie nic wspolnego ze scena. Kalinka powiedzial tylko ze dzieki slsk poznal wielu twórców i dzieki niemu jak sadze mogl sie rozwijac. A moze wlasnie dzieli slsk Kalinka nagral kolejne plyty….inne zainspirowane tworczoscia innych twórców sceny noise/konkret.
    Czyli pf. daruj sobie jak na mój gust ta uszczypliwosc bo akurat XVP to zasluzony projekt.
    Pozdrawia.

  3. japan monster

    do pf: mi sie wydaje ze nie o to chodzi ale o koszta zdobywania płyt. wiem ze to banalne ale uzywanie slsk nie nic wspolnego ze scena. Kalinka powiedzial tylko ze dzieki slsk poznal wielu twórców i dzieki niemu jak sadze mogl sie rozwijac. A moze wlasnie dzieli slsk Kalinka nagral kolejne plyty….inne zainspirowane tworczoscia innych twórców sceny noise/konkret.
    Czyli pf. daruj sobie jak na mój gust ta uszczypliwosc bo akurat XVP to zasluzony projekt.
    Pozdrawia.

  4. pf.

    zacząłem używać soulseeka ???!!!

    haha. i jak sie tu się dziwić że polska scena kiśnie…