Wpisz i kliknij enter

Zoot Woman – Zoot Woman


Zoot Woman to brytyjska kapela, która powstała w 1999 roku. Jej pierwotny skład tworzą bracia Blake; Jonny (wokal) i Adam (klawisze), oraz Stuart Price (bas i „all the other stuff”). Obecny w projekcie Stuart Price to człowiek stojący za Les Rythmes Digitales, współautor i współproducent większości utworów z płyty Madonny „Confessions On A Dance Floor”. Jest też autorem wielu remixów, które tworzył pod pseudonimami: Paper Faces, Man With Guitar, Jacques Lu Cont, Thin White Duke. W kontekście Zoot Woman na szczególną uwagę zasługuje tu projekt Paper Faces, za którym oprócz Stuarta stoi też jeden z braci Blake.
Remixy ich autorstwa są bardziej mrocznymi, tanecznymi wersjami utworów tworzonymi w ramach zespołu. Warto zwłaszcza sięgnąć po remixy Grey Day, Gem (genialna, hipnotyzująca perkusja), czy bardzo dobrze znanego z poprzedniej płyty Its Automatic. Fani disco spod znaku electro, oraz fani “Homework” grupy Daft Punk powinni być zadowoleni. Zespół Zoot Woman jak na razie wydał dwie płyty: pierwszą jest „Living In The Magazine”, oraz opisywana tu „Zoot Woman” (prawdopodobnie gdy piszę te słowa właśnie powstaje trzecia), oraz wyprodukował kilkanaście remixów (choćby Sometimes z LRD – Darkdancer). Chłopaki grają elegancki, postmodernistyczny, eklektyczny pop. Kompozycje są kruche i delikatne w odbiorze. Każdy znajdzie w ich twórczości coś dla siebie, ale najwięcej odnajdą wrażliwi introwertycy.
Oto co się dzieje na albumie „Zoot Woman – Zoot Woman”:
01. Grey Day. Frapujący wstęp. Leciutka perkusja, przyjemne syntetyzatory, szumy, pykanko. Mamy ładny melodyjny refren z gitarami. Po prostu solidny popowy rock w stylu utworu Living In A Magazine z pierwszej płyty. Kawałek słuchany po raz pierwszy może wydawać się trochę „trudny” w odbiorze, ale jeśli go nie przerzucimy doskonale wprowadzi nas w klimat płyty.
02. Taken It All. Mistrzostwo świata. Tak melancholijnego kawałka dawno nie słyszałem. Rozpoczyna go świetny, syntetyczny, delikatny, elegancki bit w stylu Kraftwerk. Następnie wchodzą klawisze od których przechodzą po plecach gęste ciary. Wreszcie na ten plastikowy, postmodernistyczny podkład wchodzi elegancki wokal, który w iście angielski sposób tłumi swoje emocje. Efekt dopełnia „cant” z iście brytyjskim akcentem. Nagle zostaje tylko stopa i te melancholijne klawisze i już jesteśmy w transie. Gitary w refrenie dopełniają stanu esktazy.
03. Gem. Mój faworyt. Oto przykład na to jak wybijając na klawiszach trzy dźwięki można stworzyć arcydzieło. Kawałek znów otwiera świetnie dobrana perkusja, która jest tu istnym elektro-motorem. Sekretem utworu jest bas, który na początku grany na tylko na klawiszach potem jest wspomagany przez strunowego brata (świetny „mostek” pod koniec frazy). Lekko przesterowany wokal brzmi zimno i tajemniczo.
04. Hope In The Mirror. Od basu jest tu tak gęsto, że można niemal po nim stąpać. Oczywiście rozlewany jest on do świetnie wybijanego metrum zbudowanego w połowie przy użyciu żywej perkusji, w połowie z automatu. Całości dopełniają kosmiczno-panoramiczne klawisze i bardzo delikatnie chórki.
Jak dla mnie w tym miejscu płyta mogłaby się kończyć. Trylogia Taken It All -> Gem -> Hope In The Mirror w zupełności by mi wystarczyła..
05. Snow White. By emocje opadły chłopaki serwują nam przyjemną akustyczną balladkę. Ciekawie zaaranżowana i ułożona perkusja. Smutny i nostalgiczny klimat.
06. Woman Wonder. Lekko popowo i przyjemnie. Kawałek oparty na pracy gitarowego basu. W refrenie pojawiają się indyjsko brzmiące flety.
07. Calmer. Ze strategicznego punktu widzenia, utwór został świetnie umieszczony na płycie, bo po nieco męczącym poprzednim traku daje nam odpocząć i podsyca ciekawość na ostatnie trzy kawałki. Jest to pozycja zdecydowanie wolniejsze od wszystkich innych utworów na płycie. Puszczoną na początku wstecz pętlę oplata soczysta perkusja. Brzmi to jak triphop.
08. Useless Anyway. Gratka dla fanów Radiohead. Wstęp i gitary jak na Pablo Honey (Blow Out). Pykanie jak na Hail To The Thief. Wokal w refrenie jak Thom York. Linia basu i zakończenie w klimatach OK Computer.
09. Maybe Say. Utwór introwertyczny. Po delikatnym wstępie składającym się z klawiszy i smyczków następuje ciemny, mroczny syntetyzator. Następnie wchodzi wokal, któremu wtóruje jego dławione alter ego, w refrenie pomagają chórki rzęrzących robotów. Bardzo posępny utwór.
10. Half Ful Of Happieness. Rytmicznie, popowo, lekko i panoramicznie. Nawet nie zauważamy jak kawałek się kończy bardzo przyjemnymi syntetyzatorami.. i mamy ochotę wysłuchać płyty od początku.
2003







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
kamiseq
kamiseq
12 lat temu

heh tez sie zakochalem w gem i take it all od pierwszego momentu, a najbardziej gdy w yT.com znalazlem niesamowite variacje na temat tych kawalkow

no coz byle tak dalej

dominik
dominik
13 lat temu

zgadzam się w 100% z autorem tekstu, Zoot Woman bardzo przypomina mi młodsze Depeche Mode, których po prostu uwielbiam. każdy kawałek z każdej płyty ZW jest fantastyczny i warto ich posłuchać. polecam!

Polecamy