Wpisz i kliknij enter

jonny greenwood – bodysong


muzyka mająca być soundtrackiem dla życia? „bodysong” – pierwszy duży solowy projekt członka radiohead jest jednocześnie ścieżką dźwiękową filmu simona pummella pod tym samym tytułem. ten niezwykły dokument obrazuje ludzkie życie w kontekście jego doświadczeń i kolejnych aspektów egzystencji. i tak jak zróżnicowane bywa życie – tak zróżnicowany jest również ten album. dla tych, którzy spodziewają się jakichś bonusowych nagrań radiohead – przykra niespodzianka: mimo, iż „bodysong” rozpoczyna się tak jak moglibyśmy przypuszczać [pierwszy kawałek mógłby otwierać każdy z ostatnich trzech albumów radiogłowych], to im dalej słuchacz zapuszcza się w tą dźwiękową krainę – tym jest dziwniej, coraz bardziej zaskakująco, jednocześnie niebywale ciężko: „bodysong” jest bowiem krążkiem wielce eksperymentalnym. dość powiedzieć, iż obok pianina ala „pyramid song” radiohead – mamy tutaj smyczki przypominające swym klimatem filmy w stylu „instytutu benjamenta” [przejmujący ostatni utwór], mamy też ambientowe plamy, mamy dziwny, eksperymentalny jazz [dziki „milky drops from heaven”], w końcu są tu również dźwięki, których właściwie nazwać się nie da [dziwaczny „convergence”].
choć jonny greenwood nagrał płytę mającą być dopełnieniem filmu – ona sama pełna jest obrazów, zagadek i tajemnic. tą dziwaczną brzmieniową krainę przemierza się z wielkim trudem, ale i ze sporym zaciekawieniem. przed wysłuchaniem tego albumu wydawało mi się, iż solowe dzieło muzyka odpowiedzialnego w radiohead za wszelkie nowatorskie brzmienia nie uniknie porównań z dokonaniami zespołu. okazuje się jednak, iż do krążków radiohead płyty greenwooda porównywać nie można – bo i porównać tych dwóch światów nijak się nie da. „bodysong” pozostanie dla mnie jednym wielkim eksperymentem, czymś co momentami naprawdę trudno nazwać i przyswoić. to naprawdę dziwny, zaskakujący album.
0000







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy