Wpisz i kliknij enter

Julia Marcell – It Might Like You


Coś z tego sprawiło, że płyta brzmi filigranowo, ale bardzo z dystansem i dystynkcją wykluczającymi etykietkę infantylnego popu. Słyszalne gdzie nie gdzie odgłosy otoczenia, mimo, że słyszalne rozmyślnie, dyskretnie przydają właściwemu materiałowi surowości. Mądre to, bo kto by uwierzył w dziewczynę wydającą za bilon podatników sterylny album. Staje przed oczami fortepian i gładko wybielony pokój w drewnianym domu, który serio skrzypi i w nocy straszy. Kontakt z odbiorcą nawiązany i już.
Ogarniając te detale uspokajam się: wcale mnie nie zawiodła. Chociaż tęsknię do „Storm”, bardzo to jednak przyjemnie, że nie poszła na łatwiznę umieszczania nagrań z EPki na długogrającej płycie (mamy na „IMLY” tylko zremasterowane „Carousel”): przemycona zostaje bowiem w tym zupełnie nowym materiale trochę dojrzalsza wersja Julii. Ogranicza się neurotyczną niewinność na rzecz kontrolowanej niechlujności. Bez zbytniego eksperymentowania jednak: przyjemnie niecodzienny, wyluzowany wokal młodej kobiety, sprawdza się w akompaniamencie filmowych smyczków, różnorodnych perkusji, trochę naiwnej elektroniki i brzdąkania na tłumionych strunach.
„Będzie to płyta nagrywana na żywo […] dzięki czemu pozostanie w tych piosenkach energia, która często gdzieś umyka w procesie nagrywania płyty ścieżka po ścieżce” – powiedziała Julia w wywiadzie i chyba się udało. Chyba, bo trzeba poświęcić parę skupionych odsłuchów np. na ogarnięcie niekiedy niedokładnie przystających do siebie zabiegów produkcyjnych o ambientowej delikatności i dynamiczniejszych, ocierających się miejscami o symfoniczność partii samej muzyki. Klawisze, z którymi zdążyła się już Julia utożsamić w oczach Internetu, zdolne są jednak skutecznie rozprężyć klasyczne instrumentarium obsługiwane przez sesyjnych muzyków; dzięki współpracy z dość rozchełstaną rytmiką jej melodyjny fortepian pozbył się ostatecznie kostiumu sztubackiego odstępstwa od szkolnych schematów.
Konieczność przywyknięcia do „IMLY”, po popowej chwytliwości „Storm”, może zaskoczyć, ale nie tak bardzo jak fakt obecności skrytych radiowych przebojów, które ktoś, po odpowiednim pocięciu i miksie, mógłby puścić w Trójce jako dowód, że Ania Dąbrowska wcale nie jest taka alternatywna. Mowa chociażby o „Billy Elliott” i „Fear of Flying”, utworach, które uderzają swoją nośnością, bo bardziej jednoznaczna niż w przypadku np. stormowego „Accordion Player”, metaforyka ich liryków i melodii to raczej dynamiczna obserwacja codzienności niż odwołania do realizmu magicznego, i choć traci na tym narracja i atmosfera bajkowości, zachowana została aura romantyzmu w stylu co słodszych wizualizacji Ally McBeal.
Można by napisać dużo więcej. Naprawdę, chwile niepewności jakie przeżyłem podczas pierwszego przesłuchania tej niepozornej płytki warte byłyby obcowania ze zripowanym do sieci przez podłych korsarzy najnowszym albumem czegoś ważnego. Ale może to właśnie jest ważne – takie małe nagrania, przy których trudno się nie cieszyć. Szkoda utworów ze „Storm”, jako że naprawdę można było je bez bólu i posądzeń o łatwiznę sprzedać jeszcze raz, a świetnie zastąpiłyby dwa czy trzy kawałki, które można postrzegać na „IMLY” jako wypełniacze. Nieważne jednak: solidna i przyjemnie zabawiająca zmysły oraz umysł płyta. Hura.
Sprawdź

2008







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
J.
J.
12 lat temu

A czy to ten sam pan pisał recenzję s/t Black Tapes? Chyba się nie mylę. Ten fatalny styl poznać można absolutnie wszędzie! Gratulacje.
Biedni wykonawcy.

F.
F.
12 lat temu

Jasne, masz rację. Poniosły mnie idee dekonstrukcji i pragnienie idealizowania Julii. Pzdr!

ziiz
ziiz
12 lat temu

Filip. Plyta to calosc, czesto zamknieta. Jakbym chcial skladanke to bym ja zlozyl albo kupil ale jak to sie wtedy ma koncepcji artysty a przeciez po to kupuje plyte, zeby ta koncepcje poznac.

F.
F.
12 lat temu

mackie -> tylko jedno słowo nie jest polskie – zripować = zrzucić, zgrać, spiracić itp.
Poza tym rzeczywiście szkoda utworów z EPki, ale ostatecznie rozwiązaniem jest nagranie sobie płytki z miksem utworów ze Storm i LP. Aloha!

ziiz
ziiz
12 lat temu

plyty mozna bylo posluchac przez bodajze jeden dzien w dniu jej premiery za darmo i przyznam, ze wtedy mnie nie przekonala jako calosc.
moze rzeczywiscie po kilku przesluchaniach zmienilbym zdanie.

ja jednak zaluje, ze na longlplay nie weszly utwory z epki. wydaje mi sie, ze swietnie pasowaly na debiut a It Might Like You bylaby z kolei dobra jako druga plyta. tak, mam wrazenie, ze decyzja o odcieciu sie od tamtych rzeczy byla zbyt…pospieszna.

lpe
lpe
12 lat temu

Świetna Rec. !

mackie
mackie
12 lat temu

chwile niepewności jakie przeżyłem podczas pierwszego przesłuchania tej niepozornej płytki warte byłyby obcowania ze zripowanym do sieci przez podłych korsarzy najnowszym albumem czegoś ważnego – A ja się pytam co to znaczy? To po polsku? 😉

Polecamy