Wpisz i kliknij enter

Thievery Corporation – Radio Retaliation


Działa wspaniałe tło muzyczne, wzbudzające marzenia o gwieździstej nocy, z lampką wina przy dźwiękach sitaru. Sielanka nie trwa długo, bowiem budzę się i stwierdzam, że telewizja jednak kłamie, a to co piszę, to czysta egzaltacja, będąca rodzajem literackiego obciachu. Nowa płyta Thievery Corporation przypomina taką reklamówkę krainy geograficznej, która notorycznie przerywa mi zacięte igrzyska na kanale sportowym. Ale po kolei.
Wygląd opakowania mnie urzekł. Tarcza – logo panów z TC, tym razem trójkolorowe, w barwach rastafariańskich, ewentualnie deklamująca miłość do Etiopii. Ślicznie zaprojektowana okładka, wysuwająca z tekturki pokaźny plakat. Wszystko to w aurze „eko-street-rebelii”. Wygląd zewnętrzny jest rzeczywiście majstersztykiem graficznym; gorzej z warstwą muzyczno-emocjonalną.
Zamiast prostoty geniuszu, wyszły widoczne skutki lenistwaA warstwa muzyczna jest jak podkład do reklamówki Pendżabu czy innej atrakcji spowitej malowniczą mgłą o świcie. Z wyjątkiem trzech, może czterech utworów, reszta jest, mówiąc najgrzeczniej, łagodna jak ambientowe noce z jogą w programie TVN Style. Wydaje się, że Rob Garza i Eric Hilton chcieli podnieść poprzeczkę geniuszu minimalizmu, jaki doskonale im wyszedł na poprzedniej płycie. Chodzi o to, iż eklektyzm muzyczny na poprzedniej płycie „Cosmic Game” osiągnął spójność, kiedy często w takich przypadkach materia rozsypuje się w palcach. W przypadku „Radio Retaliation” nowa materia rozpada się już po pierwszych dźwiękach płyty.
Tak więc, zamiast prostoty geniuszu, wyszły widoczne skutki lenistwa. Wydaje się, że poprzednia płyta ich przerosła, a teraz sami nie są świadomi poziomu jakości nowej płyty, spłaszczonej brzmieniowo, wykorzystującej te same patenty co poprzednio, tylko nieco mniej urokliwe, nie tak poustawiane, wręcz niebezpiecznie podobne do dokonań Simply Red (śmieszne podkłady, powiedzmy trip-popowe…) a nawet Toma Jonesa (słyszę go w „The Numbers Game”)


Te same, niezmienne od wielu lat sposoby na reagge, bossanovę czy elementy wygładzonej ragiWyjątkowo trudno było mi wybrać jakikolwiek smaczek muzyczny, a jakiekolwiek zdarzają się i na przeciętnych wydawnictwach. Wyróżnia się „Vampires”, gdzie gościnnie śpiewa Femi Kuti, syn legendarnego Feli. Ciekawym utworem jest jeszcze „33 Degres” i to by było na tyle. Coś, co jest ciekawe niekoniecznie czyni awanse. Reszta utworów to te same, niezmienne od wielu lat sposoby na reagge, bossanovę czy elementy wygładzonej ragi. Czy zatem „Radio Retaliation” jest płytą przeciętną, czy wyraźnie złą? Tym, którzy szukają wyświechtanych aranżacji i dźwięków wywołujących radość w sercu, płytę odradzam. Tym, którym do gaworzenia potrzebne jest tło muzyczne – również. Kosztujcie wino przy poprzednich płytach Thievery Corporation.
Obawiam się, że jeśli panowie nie przestawią się na tworzenie czegoś innego w obrębie tego samego nurtu, kolejna płyta będzie jeszcze bardziej zimnym klopsem. Odnoszę wrażenie, że nowa produkcja TC jest koronnym argumentem na ostatnie tchnienia muzyki smooth- klubowej, która kilka lat temu przeżywała drugie uniesienie, gdzie takie zespoły jak Nightmares on Wax czy Bonobo przyćmiły już nieco wyblakłe pomysły Air. Było tam też miejsce dla TC. Było.
2008







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
autor
autor
12 lat temu

Faktycznie literówka. Przepraszam.

reagge
reagge
12 lat temu

Czym jest „reagge”?…

do
do
12 lat temu
Kemez
Kemez
12 lat temu

Znalazłem płytę jakiś miesiąc temu na półce w sklepie. Przesłuchałem i nic. Wróciłem do domu próbowałem przesłuchać kilka razy, ale skończyło się na dwóch, czy trzech piosenkach. Kiepska płyta. Większą mam ochotę czytać recenzje, niż słuchać krążka.

Krzys
Krzys
12 lat temu

Bardzo dobra recenzja.

Kid Loco
Kid Loco
12 lat temu

Kid Loco nie napisałby lepszej recenzji.

Jedna z lepszych jakie czytałem. B. podoba mi sie zwrot „niezmienne od wielu lat sposoby na reagge”.

Tak trzymać.

Polecamy