Wpisz i kliknij enter

Pigeon Funk – The Largest Bird In The History Of The Planet…


Jej najciekawszymi reprezentantami okazali się być tacy twórcy, jak Kit Clayton, Sutekh, Safety Scissors czy Twerk. Ich ówczesne dokonania najlepiej udokumentowały niemieckie wytwórnie – Force Inc., Mille Plateaux i Scape, ale także amerykańskie Plug Research, Carpark, Proptronix, Context i Orthlorng Musork. Dziś, niewiele zostało z tej sceny – czas okazał się bezlitosny dla stworzonego przezeń gatunku. Tym większym zaskoczeniem jest nowy album projektu Pigeon Funk, który kiedyś tworzyli Kit Clayton, Sutek i Safety Scissors, a dziś firmują tylko dwaj pierwsi artyści – „The Largest Bird In The History Of The Planet… Ever!”.
Pierwsza płyta formacji z 2004 roku przyniosła intrygujący pomysł wpisania klasycznego funku w modną wtedy estetykę glitch. Czy powtórzenie tego samego gestu cztery lata później ma sens?
Na nową płytę projektu trafiło dziesięć krótkich nagrań (i dwa bonusy). Najczęściej składają się nań electro-funkowe bity oblepione gęstą masą z wymieszanych ze sobą micro-sampli. Nie słucha się tego źle – obaj producenci potrafią zgrabnie żonglować fragmentami różnych nagrań: raz są to rozszalałe free-jazzowe dęciaki („The Blue Bus”), kiedy indziej groteskowo popiskujące klawisze („Mess Call”), acidowe loopy („Bacchanal”), przesterowane basy („Brukim Lo”) czy typowo funkowe plastikowo brzmiące syntezatory („Purple Pigeon”). Wszystko to jednak słyszeliśmy już wcześniej niemal w takim samym wydaniu.


Swego rodzaju nowością są tutaj jedynie elementy muzyki latino – choćby w zaśpiewanym po hiszpańsku „Blue Bus” czy niosącym tęskną melodię „Blues For Raymond”. Najlepszym nagraniem z tego zestawu jest energetyczny baile funk – „Parados”, gdzie bombastyczny podkład rytmiczny wiedzie latynoskie rymy.
Co ciekawe – na pierwszej płycie Pigeon Funk mniej było hałaśliwych zakłóceń typowych dla estetyki glitch. Tutaj z kolei jest ich za dużo, co sprawia, że stają się zbyt natrętne, za mocno deformując brzmienie poszczególnych nagrań.
Oczywiście naczelnym wyznacznikiem tej muzyki jest humor – tym razem jednak groteskowo pobrzękujące klawisze czy naśladujące głosy ptaków i zwierząt śmieszne efekty jakoś już nie bawią.
„The Largest Bird In The History Of The Planet… Ever!” spodoba się jedynie tym, którzy pokochali pierwszy album Pigeon Funk i nie mogli się doczekać na jego powtórkę. Czasy laptopowego glitch-techno już się skończyły. I druga płyta amerykańskiego projektu potwierdza tylko, że ciężko będzie w niej powiedzieć coś nowego.
Sprawdź

  • www.musique-risquee.com
  • www.myspace.com/musiquerisquee
  • www.pigeonfunk.com
  • www.myspace.com/pigeonfunk
  • 2008







    Jest nas 14 000 na Facebooku:


    Subscribe
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    View all comments
    rekś
    rekś
    12 lat temu

    dla mnie album bomba, to co klawe w elektronice po prostu, szerzącego się kupowatego minimal techno nie znoszę.

    Polecamy