Wpisz i kliknij enter

Yeah Yeah Yeahs – Its Blitz


Nikt oczywiście nie wiedział czy Maverick pociągnie z talii asa pik czy może jednak nie. Mimo całej sympatii ówczesnego dziesięciolatka dla Mela Gibsona emocje rozkładały się mniej więcej tak: pociągnie, wygra i przynajmniej nie będzie drugiej części; pociągnie, przegra i może pchnie to durnia w odmęty introspekcji. Chciałbym, żeby YYY pociągnęli, wygrali i żeby ta sekwencja, powielona w milionach kadrów, stała się kanwą wielogodzinnego transowego obrazu, ale zwątpienie, że okażą się atutem opuściło etap raczkowania i swawoli już w gimnazjum. Stawką jest jakieś 8-9 miejsce na hipotetycznej liście najlepszych graczy tej dekady. Głównym przeciwnikiem są !!!. Na czele ligi art-punka czy indie-rocka dekonstruującego zen Strokesów, i !!! i YYY wydają się być zjawiskami najmniej rozklejonymi pod względem rzeczywistości i oczekiwań wobec.

„Its Blitz”: rzeczywistość i oczekiwania wobec. Jaka jest Rzeczywistość? Ograniczając dyskurs do tej jednej płyty okazuje się, że jednak pociągnęli kartę pchnięcia w odmęty. Inicjujący całą rozmowę klip do „Zero” łatwo daje się streścić: strona wizualna jak z MMORPG na pierwsze Pentium i modem, za muzykę odpowiada słabo opłacony Ladytron. Karen lepiej sprawdziła się w spocie Adidasa. Pomysł schłodzenia jej wokalu do temperatury electro to bezpodstawny odwrót od dotychczas kultywowanej, punkowej definicji namiętności.

Blaza po openerze zostaje jakoś zatarta przez „Heads Will Roll”, w którym dostajemy dla odmiany Oczekiwania: nie tak groźny, bo oswojony popową regularnością i przedrostkiem indie-, ale niepokojący jednak, rock. Z tym, że Rzeczywistość powraca i to od razu z bolesną antytezą: w „Soft Shock”, Editorsowa gitara towarzysząca ma pełnić w domyśle rolę stricte nośnego elementu – melodii czy hooku. W rzeczywistości odpowiedzialna jest jedynie za dekompresję noisowego potencjału do banalnego hard-popu.

Kto spodziewał się po Asobi Seksu dalszego nawiązywania do złotych lat shoegazeu, ten się zawiódł. Pozostali natomiast mogą odkryć ten zespół dla siebie tak bezboleśnie jak wcześniej odkryli Beach House. YYY próbują podobnej odmiany: po raz pierwszy chyba tyle miejsca poświęcają cytatom z założeń disco i dream-popu. Oparcie sporych fragmentów kompozycji na klawiszach uwalnia YYY od wizerunku młodzieży przebywającej na krzywy ryj na koncercie Sonic Youth.

Rozstrzygnięcie jednak pomiędzy dobrem a złem tego, jest jednoznaczne, tak jak jednoznacznie słabe jest oddanie meczu walkoverem. Wraz z „Its Blitz” kończy się zabawa w wybieranie króla i !!! zostają na balu sami. Można sobie powspominać przy okazji high-lightowych „Runaway” lub „Dull Life”, jak to było, kiedy YYY byli w stanie naprawdę podbechtać do emocji, ale jest oczywistym, że płakanie nad zdjęciami jest dla mięczaków i dla nich też reszta tego nierównego materiału, nie będącego już w stanie nakłonić do aktów wandalizmu.

Ciężki dramat, bo przecież nie mamy do czynienia z płytą słabą, a raczej eksplorującą nowe dla zespołu rejony, co zazwyczaj liczy się na plus. Jednakże w tym konkretnym przypadku, kiedy to charakterystyczny styl budowany był dość konsekwentnie na przestrzeni kilku albumów, uprzystępnienie go dla fanów Bloc Party czy The Killers wydaje się być podręcznikowym zabrnięciem w żądzę bycia fajnym. Wszyscy znają wesołe książeczki podejmujące klasyczne historie ludzkości w nowoczesnej, strywializowanej formie i mało kto traktuje je poważnie, nawet ci, którzy dzięki nim byli w stanie przebrnąć trudy edukacji.

Przyjemnie słucha się dream-disco „Dragon Queen”, przyjemnie też zauważyć, że YYY dalej uważnie wodzą palcem po wersetach najpotężniejszych zaklęć rocknrolla, ale syntezatorowa atmosfera całości wprowadza wrażenie przekłamania konwencji – nie może być jej przełamaniem samo uprzystępnienie swojej propozycji. Wyciszenie osobowości jakie tu zaszło, sprawia, że słucha się „Its Blitz” jak szkolnego referatu. Nie ma jak być gwiazdą, a chciałoby się widzieć Karen w koloseum, walczącą z niedźwiedziami, chrześcijanami i mecha-Neronem.
Interscope, 2009







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
PanMarcepan
PanMarcepan
12 lat temu

Pare dni minelo… pare razy album przesluchalem… dalej stwierdzam, ze ta plyta jest do pupy… patrzac z perspektywy starego yeah yeah yeahs… jednak mysle, ze to wszystko przez oczekiwania jakie mialem do zadziornosci Karen O.
Jesli patrzec na ta plyte, jakby to nie bylo yeah yeah yeahs, to calkiem wpada w ucho… szkoda, ze z Karen taka nowa madonna sie robi :/

PanMarcepan
PanMarcepan
12 lat temu

Co za recenzja. Nie latwiej napisac, ze plyta jest do pupy? Zawiodlem sie na niej 🙁 Te lagodne brzmienie tak wyniszcza potencjal Karen O, ze az smutno mi sie zrobilo. Po przesluchaniu tej plyty faktycznie mam wrazenie, jakby Karen O. stala sie rozowa ksiezniczka, ktora chce byc ulubienica trzynastolatek i ich skrzydlatych jednorozcow.

;((( Przynajmniej Archive z nowa plyta tak nie zawalil sprawy 🙂

laudia
laudia
12 lat temu

sorry gregory, ale dotychczas myślałam, że Polacy znają się najlepiej na świecie na medycynie i piłce nożnej. Jak się okazuje – nie tylko. Najśmieszniejsze jest, że tekst – przy całej swej nieprzystępności – jest i logiczny i opisuje płytę. Tylko ze zrozumieniem trzeba czasem podejść …może nawet dwa razy ;] a tera cytat: Oparcie sporych fragmentów kompozycji na klawiszach uwalnia YYY od wizerunku młodzieży przebywającej na krzywy ryj na koncercie Sonic Youth. koniec cytatu. haha, świetne zdanie. Płyta bardzo średniawa; po YYY, których fanką nie jestem, ale którzy jakimś hitem tudzież remixem zapisali mi sie pozytywnie, spodziewałam się większego pepu, ale jak widać moda na post-punk idzie sobie precz, a wypiera ją mlaskanie pod publikę. Szkoda. zgadzam się z autorem.

muriella
muriella
12 lat temu

haha, patrzec tylko jak anna gacek zacznie pisac dla nowejmuzyki 😀

mc
mc
12 lat temu

az se sciagne, prosze ja was, i sprawdze, czy plyta warta byla tego artystowskiego belkotu. nawet jesli slaba. 😀

Tonący
Tonący
12 lat temu

ja rozumie:
Ja próbowałem posłuchać płyty. Ale nie moja bajka, w ogóle nie skłoniła mnie do ponownego sięgnięcia. I w gruncie rzeczy recenzji nie takich płyt oczekuje po tym serwisie. A wypocin pana Filipa niestety tym bardziej nie zdzierżyłem do końca… Sili się chłopak na mądrale – zero treści, ogrom jakich zbędnych porównań i kwiecistych ozdobników, brak logiki i generalny chaos symulujący elokwencje.
Filipku, trzeba było słuchać jak pani polonistka w ogólniaku uczyła pisać recenzje – konkret! treść! krótkie celne porównania! a jak już chcesz uchodzić za kontrowersyjnego to jakiś króciutki, ale rzucający się w oko, sloganik….
tyle z mojej strony
pozdrawiam! 🙂

dzdhnr
dzdhnr
12 lat temu

„recka” roku 🙂

ja rozumie!
ja rozumie!
12 lat temu

czyli recenzja bardziej intrygujaca od plyty? wnioskuję, że tak, bo nikt niestety nie pokusił się o skomentowanie jej zawartości. w takim wypadku chyba wszyscy muszą zgodzić się co do oceny tego albumu, zaprezentowanej przez pana recenzenta.

świerk
świerk
12 lat temu

przesz napisałem „przypominająca”, czy nie? hę? zresztą obrona tego „mecha-Neronem” strasznie koślawa.

Tonący
Tonący
12 lat temu

Filipku, za dużo się porcysiów w młodości naczytałeś i teraz myślisz, że jesteś taki fajny i mądry 🙂 wiesz?

lololo
lololo
12 lat temu

Aha, pojawia się recka przy której trzeba minimalnie się wysilić, i już głosy oburzenia. Co za lenie! Polecam w takim razie reckę na screenagers, bardzo przystępna i kompletnie nic nie wnosząca. Rozumiem przydatność tekstów typu: stylistyka taka albo siaka, płyty warto słuchać/nie warto słuchać, ale ja tam wolę przy okazji trochę się rozerwać. Pozdro Filip!

świerk
świerk
12 lat temu

tak, jasne, może i są jakieś informacje, ale ta forma przypominająca słowotwórczy onanizm wystylizowany na recenzję muzyczną jest tak przystępna, że ho ho…

Tonący
Tonący
12 lat temu

Filip, czy Ty nie powinieneś pisać do innego serwisu przypadkiem?

Dr_A
Dr_A
12 lat temu

Popper: „Każdy intelektualista ponosi bardzo specyficzną odpowiedzialność. Posiada przywilej i stosowność studiowania. Winien więc swym bliźnim przedstawić wyniki swych studiów w najprostszej, najklarowniejszej i najbardziej zwięzłej formie. Najgorsze, co intelektualiści mogą zrobić – grzech przeciwko Duchowi Świętemu – to pozować na wielkich proroków i epatować swoich bliźnich tajemniczymi filozofiami. KTO NIE POTRAFI MÓWIĆ PROSTO I JASNO, TEN POWINIEN MILCZEĆ I PRACOWAĆ NADAL, AŻ BĘDZIE MÓGŁ TAK UCZYNIĆ.”

F.
F.
12 lat temu

Nie jestem intelektualistą; prorokiem i tajemniczym filozofem za to jak najbardziej, więc zaproponuję własny aforyzm : „Najgorsze co bliźni mogą zrobić to siedzieć na dupie na tyle zajadle, aby nie odczuwać najmniejszej nawet pokusy dyskutowania własnymi słowami”.
@świerk: słowotwórczy onanizm, ok i znowu argument za argument: znajdź mi w tym tekście jeden neologizm, pamiętając, że zdanie złożone, metafora i nazwy własne to nie neologizmy, nie słowo-tworzenie.

kosecki
kosecki
12 lat temu

Bardzo mi przykro, ale to jest właśnie podręcznikowy przykład grafomaństwa.

dexter
dexter
12 lat temu

jak to możliwe, że ta pseudorecenzja w ogóle przeszła przez redakcyjne sito? a może nie ma takowego? i tobie się pewnie, panie szałasek, wydaje że dobrze piszesz? dream on!

F.
F.
12 lat temu

Czyli tekst wymuszony, obliczony wyłącznie na pragnienie sławy i posługujący się stereotypowymi, wytartymi kliszami językowymi? Taka jest definicja. Dosyć nieprzystawalna do mojego pisania. Mam argumentować czy od razu 4:0 dla mnie? 🙂

kaka demona
kaka demona
12 lat temu

pisanie komentarzy przez autora pod własną recenzją jest żałosne.

b_l
b_l
12 lat temu

@ znajdź mi w tym tekście jeden neologizm

wredny nitpicking mode on:

„mecha-Neronem”

do grafomani na szczęscie ci daleko jeszcze, bo nie piszesz o ambiencie, a tam to przymus jakby 🙂

Niezły fanklub:)

F.
F.
12 lat temu

No ja bronię spokojnie i robię to jako czytelnik, praktycznie cytując pointy akapit po akapicie: 1) YYY to ważny zespół, jeden z prowodyrów pewnego podejścia do konkretnej estetyki; piszący lubi ten zespół, 2)/3) symptomy rozczarowania: słaby singiel, przeczucie spłycenia brzmienia, 4) porównanie do innego interesującego projektu (Asobi Seksu), który również wygładził brzmienie, tworzy dla Its Blitz kontekst nie ograniczony jedynie do dorobku samego YYY, 5) zdiagnozowanie przerwy w konsekwentnym rozwijaniu stylu opartego dotychczas na operowaniu hałasem, zróżnicowanym z płyty na płytę, ale rozpoznawalnym, 6) wyjaśnienie paradoksu: rozwój, eksploracja a niemożność wzbudzenia zainteresowania; wskazanie na podejrzewaną przyczynę: uprzystępnienie swojej propozycji dla fanów bardziej populistycznego grania, 7) swobodna próba wyjaśnienia zjawiska przy użyciu gry słów przekłamanie-przełamanie konwencji. Już pomijając kwalifikację gatunkową oraz wskazanie najmocniejszych i najsłabszych momentów płyty, siląc się na obiektywizm, postrzegam ten txt jako wyraźnie nasycony informacjami.

F.
F.
12 lat temu

@b_l: supernitpicking mode on – w teorii masz rację, przedrostek wystarczy dla stworzenia neologizmu, ale mecha-Neron znalazł się w bezpośrednim kontekście koloseum i chrześcijan + człon główny to imię postaci historycznej + mecha- jasno konotuje przygody Godzilli. Bo czy Tatooine to tylko nazwa własna fikcyjnej planety czy już neologizm? Skoro neologizm wypływa z potrzeby nazwania nowego zjawiska to uważając zań Tatooine musielibyśmy dla konsekwencji uwierzyć w fikcję Gwiezdnych Wojen. Pociągające, ale nie, dzięki 🙂
@dexter + kaka: płacą nam od komenta pod recką, więc im bardziej was prowokuję tym bliższy jestem startu na giełdzie. Dzięki wszystkim za zabawę, pozdro!

paide
paide
12 lat temu

muszę przyznać, Filipie, że tym razem, „jakkolwiek” i „nie, ponieważ” tej recenzji nie da się wybronić, no może poza ostatnim akapitem, w którym czegoś się rzeczywiście dowiaduję.

odpadłem
odpadłem
12 lat temu

…po pierwszym akapicie

silent!
silent!
12 lat temu

Recenzji nie bylem w stanie przeczytac do konca. Juz wole wydac kase na plyte i przekonac sie sam, jak jest.

świerk
świerk
12 lat temu

bełkot…

Polecamy

Ron Wright & Neil Webb

„Burning Pool” to soundtrack do filmu o Sheffield w wykonaniu dwóch weteranów tamtejszej sceny elektronicznej.