Wpisz i kliknij enter

Crossover – Space Death


Dwie pierwsze płyty amerykańskiego duetu Crossover, należą do ciekawszych pozycji w katalogu Gigolo. Na tle innych wydawnictw wyróżniają się niestandardowym podejściem do electroclashowego idiomu i schizofrenicznym humorem.

Od opublikowania ostatniej z nich – „Cryptic & Dire Sallow Faced Hoods Blast Off Into Oblivion” – minęły cztery lata. W tym czasie electroclash zakończył swój żywot, ustępując miejsca nu-rave`owi. Większość artystów, związanych niegdyś z Gigolo, poszła w rozsypkę, próbując odnaleźć się w nowej sytuacji. Podobny los spotkał Crossover. Vee i Dez wrócili z Berlina do rodzimego Oregonu i tam przygotowali materiał na swój kolejny krążek – „Space Death” – który właśnie wydała włoska wytwórnia Punch Records.

Banalne melodie, brak energii, wtórne pomysły aranżacyjne, kompletna bezsilność„This album is about the death of everything and how we are all fuckin` nuts. Human are full of shit” – stwierdził przed jego opublikowaniem wokalista duetu. Po tak radykalnej deklaracji wydawałoby się, że czeka nas muzyczna rzeźnia. I być może pierwszy utwór z krążka – „Black Mess” – w którym Vee (obecnie Rat Boy) skanduje prostacką wyliczankę („Fuck good and evil/ Fuck love/ I don`t belive in anything”) w rytm przesterowanego nu-rave`u, spełnia do pewnego stopnia te zapowiedzi, ale już następne utwory sprawiają, że słuchamy ich z rosnącym osłupieniem.

Czy jest to spowolnione EBM, przeszyte samplem metalowych gitar (ileż razy już to słyszeliśmy w nagraniach mniej lub bardziej znanych wykonawców tego gatunku) w „Lost Sheep”, czy dynamiczne electro o zdeformowanym wokalu (ileż razy…) w „Computer Simulated Mountains”, czy nawet gotycka ballada z partią skrzypiec wpisaną w syntetyczne brzmienia w „Hard Winter” – za każdym razem wrażenie jest to samo: banalne melodie, brak energii, wtórne pomysły aranżacyjne, kompletna bezsilność.

Kiedy wydawałoby się, że już nic nie uratuje Crossovera przed totalną katastrofą, na „Space Death” zaczyna się wreszcie dziać coś sensownego. Choć nagranie tytułowe to również EBM, okazuje się, że już mniej w nim dźwiękowych klisz, Vee zaczyna zawodzić niczym Jello Biafra, a Dez (obecnie Rat Girl) wprowadza swymi jękami seksualne napięcie, rozładowane w niespodziewany sposób kiczowatą wstawką z odgłosami elektronicznie „podrasowanej” przyrody. „I Think I Wanna Kill Myself” zaskakuje natomiast zwrotem w stronę bluesa – to nic, że zrobionym wyraźnie na modłę Marilyn Mansona, bo zgrabnie wtapiającym akustyczne dźwięki w industrialny podkład.

Okazuje się, że nawet typowy electroclash w wykonaniu Crossover może wypaść całkiem przyzwoicie – świadectwem tego podbarwiony punkowymi riffami „Dark Blue”, w którym o dziwo jakoś nie irytuje, że Dez naśladuje Miss Kittin. No i finał – pomysłowe rockabilly w zwolnionym tempie, „Caveman To Spaceman”, zaśpiewane zadziornie przez Vee do podkładu z kontrabasu i łomoczących bębnów.

Dziwna to płyta. W warstwie tekstowej rażąca prostackim nihilizmem, irytująca wykoncypowaną mizantropią, niosąca infantylne przemyślenia na poziomie pryszczatego fana metalu z niższych klas zawodówki („Fuck all!”). Muzycznie – niespójna, początkowo dramatycznie słaba, wtórna, ocierająca się o gatunkowy banał, dopiero później rehabilitująca się kilkoma niezłymi pomysłami. Na pewno „Space Death” nie jest godnym następcą „Cryptic & Dire Sallow Faced Hoods Blast Off Into Oblivion”. Jeżeli krążek ten nie zakończy kariery duetu, to Vee i Dez powinni solidnie przemyśleć swe podejście do życia i muzyki.

www.punchrecords.it

www.myspace.com/punchrecords

www.myspace.com/crossoveranticvlt
Punch Records







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
godzilla
godzilla
11 lat temu

w porównaniu do poprzedniej płyty , jasne nie jest tak dobra ta płyta, ale z drugiej strony duet nabrał wiecej melodii i przez to to sidi dluzej mi zostaje w głowie;-)

Polecamy