Wpisz i kliknij enter

Prins Thomas – Live At Robert Johnson

Co to jest cosmic disco?


Cosmic disco (albo space disco, jak chcą niektórzy) jest prawdziwym muzycznym fenomenem. A to dlatego, że łączy w jedną całość pozornie wydawałoby się antagonistycznie nastawione do siebie gatunki. Z jednej strony proste, sensualne, plastikowe disco, a z drugiej – transowy kraut-rock, rozbuchaną psychodelię i artystowski prog-rock.

Korzeni tego nurtu należałyby szukać w twórczości francuskich artystów działających na przełomie lat 70. i 80. To właśnie Bernard Szajner i Richard Pinhas jako pierwsi zaczęli w swych nagraniach łączyć wyniesione z wcześniejszych projektów prog-rockowe doświadczenia ze współczesną im elektroniką i zaanektowanym przez nowofalowy synth-pop tanecznym disco.

Ogromna spuścizna, z której twórcy mogą korzystać, sprawia, że ich najważniejszą formą wypowiedzi okazuje się didżejski miks.Ich albumy, takie jak „Some Death Takes Forever”, „Superficial Music” czy „L`Ethique” stały się ćwierć wieku później inspiracją dla norweskich producentów Prinsa Thomasa i Linsdtrøma, którzy przefiltrowując zdobycze francuskich muzyków przez dokonania nowczesnego house`u, stworzyli na początku drugiej połowy obecnej dekady nową muzykę taneczną – cosmic disco.

Ogromna spuścizna, z której twórcy gatunku mogą korzystać, sprawia, że ich najważniejszą formą wypowiedzi artystycznej okazuje się didżejski miks. Najnowszym przykładem erudycyjnego popisu w tejże konwencji jest nagrana żywo w klubie w Offenbach płyta Prinsa Thomasa – „Live At Robert Johnson”.

Powiedzenie, że każdy didżejski set jest muzyczną podróżą, to wyświechtany banał. Ale w przypadku miksu norweskiego producenta nabiera ono nowego znaczenia. Bo to nie tylko wycieczka po różnych gatunkach i stylistykach, ale także wędrówka przez cztery dekady współczesnej popkultury.

Thomas zaczyna od progresywnych brzmień – album otwierają kosmiczne szumy, zza których wyłaniają się finezyjne solówki (Arpadys „Funky Bass – Idjut Boys Version”) i transowe pasaże gitarowe (Cage & Aviary „Georgio Carpenter”), osadzone na regularnie pompującym bicie, oplecionym przestrzennymi pochodami klawiszy. Impresjonistyczny rock spod znaku Pink Floyd łączy się tu bezboleśnie z syntetycznym disco o soundtrackowym sznycie w stylu Georgio Morodera, tworząc zupełnie nową muzyczną wartość.

W dalszej części setu, Thomas sięga po kraut-rockowe brzmienia. Pojawiają się więc plemienne podkłady rytmiczne, wywiedzione z egzotycznych kultur (Map Of Africa „Wyatt Urp”), przesterowane partie oldskulowych organów (Bjørn Torske „Kokt Kveite”), przetworzone studyjnie wokalizy i kaskady gitarowych pochodów (Babytalk „Chance”).

Te psychoaktywne dźwięki, norweski producent zestawia z balearycznymi partiami syntezatorów (Capracara „King Of Witches – Rub N`Tug Remix”), przywołującymi euforyczną atmosferę klubowych imprez podczas „drugiego lata miłości” w 1988 roku. W ten zaskakujący sposób psychodeliczne dokonania zasłyszane u Can, Neu! czy wczesnych Tangerine Dream miksują się z hedonistycznymi brzmieniami rodzącego się dwie dekady temu ambient house`u w rodzaju The KLF czy zremiksowanego The Beloved.

Centralna część setu Norwega eksploduje czystą energią klasycznego disco. Syntetyczne smyczki w filadelfijskim stylu (Dogs Of War „Le Stress”) mijają się z tu z funkowo klangującymi basami (Cos/Mes „Build The Band”), a wibrujące loopy rodem z „I Feel Love” Donny Summer (Argy & The Mole „Canstandlovegetaway” i Martin Cirrus „Disco Circus”) – z kosmicznymi klawiszami niczym w Hi-NRG (Anarchic System „Generation”). Ten radykalny zwrot w stronę muzyki z końca lat 70. brzmi najbardziej spójnie z całej płyty – tutaj dominuje jeden styl i jedno brzmienie.

Ale już „I Do” australijskiego projektu Opolopo gwałtownie przekreśla ten nostalgiczny klimat retro, atakując niespodziewanie mocnym bitem i kwaśnym loopem. W ten sposób Thomas otwiera krótki segment z energetycznym techno. Węgla do pieca dorzuca Acid Test z nagraniem „Test I” oraz coraz popularniejszy Mathew Jonson z „Followed By Angels”.

No i wreszcie finał – wyjątkowo eklektyczny, bo mieszający popową elektronikę Sebastiana Telliera („Sexual Sportswear”), transową psychodelię w dyskotekowym wydaniu (Lindstrøm „Contemporary Fix” w miksie Bjørna Torske) oraz… surowy dub o garażowym brzmieniu (Steel An`Skin „Afro Punk Reggae”).

Niektórzy mogą uznać ten miks za zbyt gęsty, niepotrzebnie przeładowany, momentami wręcz nie do ogarnięcia. To jednak pozory – set Prince`a Thomasa ma swoją energię, własną dramaturgię, indywidualne tempo. Rozkręca się powoli, by z czasem oszołomić swym bogactwem i hipnotycznym pulsem. Warto go posłuchać, aby przekonać się, jak dzisiejsza muzyka taneczna może być erudycyjnie wyrafinowana.

Live At Robert Johnson 2009

www.robert-johnson.de

www.myspace.com/liveatrobertjohnson

www.myspace.com/prinsthomas







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Purist
Purist
12 lat temu

„Oxygene” to disco? Puknijcie sie w glowe. To to czysta elektronika w klasycznym tego slowa znaczeniu.

kk
kk
12 lat temu

„Ja myślałem że początki space disco to uprzestrzennione kawałki Jean Michela. Np. Oxygeny…”

DOKŁADNIE. W 76 debiut JMJ a potem cała sterta francuskich epigonów z Space na czele 😉

nicky belmoreana
nicky belmoreana
12 lat temu

„Cosmic disco (albo space disco, jak chcą niektórzy)” BŁĄD!!

cosmic disco =/= space disco

cosmic to Daniele Baldeli / Harvey wolne spitchowwane w dół różne stylowo kawałki (nie tylko disco)

natomiast space disco to odłam disco z końca lat 70tych, w którym dominowały brzmienia elektroniczne wypychając akustyczne, np. synthezatorowy bass zamiast gitary basowej

specjalizowali się w tym francuzi / kanadyjczycy etc przykłady? Milkways , Droids etc

b.
b.
12 lat temu

„coraz popularniejszy Mathew Jonson” znakomicie komponuje sie ze stwierdzeniem „niepotrzebnie przeladowany”. Followed By Angels zupelnie mi do tego seta nie pasuje…

Mbh
Mbh
12 lat temu

Ja myślałem że początki space disco to uprzestrzennione kawałki Jean Michela. Np. Oxygeny…

Polecamy