Wpisz i kliknij enter

Manuel Tur – 0201


Niemieckie Essen nie jest miastem, w którym jakoś szczególnie rozwijałaby się scena klubowa. Ale to właśnie tam Manuel Tur zachwycił się nowoczesną elektroniką i rozpoczął swą przygodę z muzyką. Zadebiutował już jako szesnastolatek, wydając w 2002 roku singiel „Caissa/Italo Fake” dla brytyjskiej wytwórni Mada Music. Choć później nagrywał dla Cyclik, Agave czy Opaque Music zachował sentyment dla londyńskich wydawców i swój debiutancki album „0201” (fragment kodu pocztowego Essen), opublikował nakładem tamtejszej Freerange Records.

Trzynaście utworów umieszczonych na krążku, powstało z kolekcji sampli, które Tur zebrał w ciągu ostatnich dziesięciu lat. W ten sposób narodziła się dźwiękowa układanka, dająca tytuł pierwszemu nagraniu z płyty – „Patchworks”. Umieszczona w nim subtelna partia piano, wsparta na deephouse`owym groovie, wprowadza nas idealnie w klimat albumu – zdecydowanie bliższy domowemu odsłuchowi, niż klubowym ekscesom.

I rzeczywiście – już w „Stay” niemiecki producent spowalnia rytm, oddając palmę pierwszeństwa soulowej wokalizie, otoczonej dubowymi akordami, pulsującymi w rytm wysuniętego na pierwszy plan basowego pochodu. „Rubicond”, już bardziej energetyczny, łączy z kolei jazzujące perkusjonalia z kosmicznymi organami rodem z oldskulowej psychodelii. W podobnym do niego „Passtelise”, pojawia się natomiast funkowo klangujący bas, który oblepiają wokalne sample, układające się w euforyczny refren. „Shady Trees” to detroitowy deep house, delikatnie podrasowany na French disco. Taneczny puls, zapamiętany z nagrań Super Discount czy Cassiusa, oplatają tu rozjeżdżone partie klawiszy, tonąc w studyjnych szumach i trzaskach.

Dzieje się tak, ponieważ Tur z upodobaniem nurza swe utwory w przestrzennych efektach. Konsekwencją tej tendencji jest zwrot w stronę dub-house`u w drugiej części albumu. Przykładem może być „Will Be Mine” z wokalnym udziałem Alexandra Easta, gdzie przesterowany głos piosenkarza niesie miarowa pulsacja basu i bębnów, zalewana raz po raz szumiącymi falami, zza których wyłaniają się industrialne uderzenia i stuki. Jeszcze bardziej dubowy sznyt mają dwie następne kompozycje – „A40” i „On The Radio”. Wolny i smolisty rytm przykrywają tu podniosłe partie syntetycznych dęciaków, rozbijające gęsty chmury posklejanych ze sobą głosów i wokali.

Niemiecki producent potrafi jednak zaskoczyć bardziej zmysłowym brzmieniem – oto w „Golden Complexion” pojawia się eteryczny śpiew Blakkata, czarnoskórego wokalisty prowadzącego amerykańską wytwórnię Shaboom. Jego głos tworzy gęstą atmosferę, wzmacnianą przez jedynie delikatnie zaznaczony afrykańskimi congami wibrujący groove. Podobny efekt, ale uzyskany innymi środkami, otrzymujemy w „Such A Dream”. Tutaj, bazą kompozycji jest połamany bit, któremu towarzyszy psychodeliczna partia klawiszy, stanowiąca tło dla dochodzącego z głębokiej dali rozmarzonego wokalu.

Manuel Tur zgrabnie łączy swe fascynacje amerykańskim housem i francuskim disco, wplatając je w stworzone z wyczuciem stylu przestrzenne brzmienia o dubowym sznycie. Szkoda tylko, że płyta jest tak krótka – trwa bowiem zaledwie 50 minut. Wydaje się, że większości utworów brakuje czasu, aby w pełni wybrzmieć i zachwycić słuchacza swym hipnotycznym pulsem czy egzotycznym klimatem.

www.freerangerecords.co.uk

www.myspace.com/freerangerecordsuk

www.manueltur.com

www.myspace.com/manueltur
Freerange Records 2009







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
beau bullet
beau bullet
12 lat temu

Czekałem długo na tego LP. Po wielu znakomitych
epkach album zdecydowanie podtrzymuje poziom ekskluzywnego deep-house, z którego Tur słynie. Na Resident Advisor ostatni (doskonały) podcast nalezy właśnie do bohatera recenzji Pawła.

mallemma
mallemma
12 lat temu

bardzo pozytywny albumik, zgadzam się z przedmówcami – zdecydowanie za krótki 🙂

b.
b.
12 lat temu

On The Radio zalatuje Burialem… poza tym, mocno intrygujaca plyta.

Proff
Proff
12 lat temu

Uwiebiam takie „nieoczekiwane” odkrycia, znakomity album dla fanów Swayzaka (momentami słychać kult Himawari) jak i Motorcitysoul czy labelu Plastic City. Tylko czemu takie krótkie te numery taki ” Pastelize” mógłby trwać ze 20 minut tak jak to bywało u Swayzaka, świetne patenty opłaciło się zbierać te sample.

Heliosphaner
Heliosphaner
12 lat temu

Miło się zapowiada 🙂

Polecamy