Wpisz i kliknij enter

Mathias Kaden – Studio 10


Rezydujący obecnie między Gerą a Jeną Mathias Kaden należy do najmłodszego pokolenia niemieckich producentów tanecznej elektroniki. Debiutował w 2003 roku, pracując początkowo w duecie z Markiem Hemmannem, by dwa lata później skoncentrować się na solowej działalności. Od początku związany z berlińskim Vakantem, szybko wpasował się w minimalowe oblicze słynnej tłoczni, prowadzonej przez Onura Özera. Konsekwencją tej kolaboracji jest debiutancki album Kadena – „Studio 10”.

Tytuł krążka pochodzi oczywiście od nazwy studia niemieckiego producenta, w którym przez dwa lata powstawał materiał zamieszczony finalnie na płycie. W jego pomieszczeniach, Kaden gościł wielu przyjaciół, z których każdy pozostawił ślad na albumie. Lars Mäurer i Florian Schirmacher zagrali na organach – pierwszy na Rhodesie, a drugi na Lowreyu, solo na flugelhornie wykonał Martin Rudolff, a Claudia Ander-Donath wprowadziła na płytę dźwięki skrzypiec. Nie zabrakło również wokalistów – w dwóch utworach zaśpiewał Gjaezon, a w jednym – Ian Simmonds. Wszystko to złożyło się na bogato zaaranżowaną muzykę – pozostająca jednak w kręgu tanecznych brzmień.

Rytmiczna strona utworów ze „Studia 10” była bowiem od początku w centrum zainteresowania Kadena. Choć narzucił on sobie minimalowe rygory, to z powodzeniem sięgał po zróżnicowane bity. Płytę otwiera bowiem masywny deep house („Intro Ducing”), potem pojawia się stylizowany na sambę breakbeat („Lowrey”), a przede wszystkim pulsujący house („Chazz” czy „Defender”). Wszystkie te rytmy Kaden zanurza w gąszczu perkusyjnych efektów, nadających poszczególnym nagraniom gorący, latynoski groove („Panic Stricken”).

W drugiej połowie albumu pojawiają się mocniejsze podkłady. Najpierw rozbrzmiewa hipnotyczne dub techno(„Kawaba”), potem galopujące techno („Ikenga”), które w finale łapie bardziej nieoczywistą rytmikę, zanurzając się w dźwiękach typowych dla soundtrackowego Detroit („Re Menor” i „1981”).

Wszystkie te struktury uzupełnione są dźwiękami akustycznego i elektronicznego pochodzenia. Oto w pulsującym „Lowreyu” słychać organiczne tony oldskulowych organów, a w „Panic Stricken” – finezyjne wejścia rozpasanego flugelhorna. W efekcie oba utwory nabierają jazzowego charakteru – choć pozostają w konwencji minimalowego house`u. Inaczej jest w umieszczonym pod koniec płyty nagraniu „Re Menor”. Klasyczna partia skrzypiec łączy się tu ciepłymi pasażami syntezatorów, tworząc nową wersję detroitowego idiomu.

Równie ważne są na płycie wokale – czarnoskóry Gjaezon nadaje swymi narkotycznymi melodeklamacjami chicagowski sznyt dwóm utworom: „State Of Stasis” i „1981”, choć pierwszy zrealizowany jest w konwencji berlińskiego minimalu, a drugi – detroitowego dub techno. Inaczej Ian Simmonds – jego mroczny szept wprowadza do „Panic Stricken” podskórny niepokój, tworząc lekko paranoiczny klimat kompozycji. Największą niespodzianką jest tu jednak głos Tomomi Ukumori – jej monolog wygłaszany po japońsku na podkładzie z głębokiego bitu i wibrujących akordów, tworzy odrealniony charakter „Kawaby” – przypominający kontemplacyjne filmy Takeshi Kitano.

„Studio 10” to wyjątkowo przemyślana płyta, na której nie ma miejsca na przypadkowe dźwięki czy niepotrzebne efekty. Świeże pomysły brzmieniowe i finezyjna produkcja sprawiają, że album lokuje się w awangardzie klubowych produkcji tego roku.

www.vakant.net

www.myspace.com/vakant

www.myspace.com/mathiaskaden
Vakant 2009







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
marcinito
marcinito
11 lat temu

przykro mi, ale nie zgodzę się z tą recenzją. o ile płyta istotnie jest spójna, to utwory brzmią tak, jakby Kaden miał pomysł na najwyżej trzy pierwsze minuty. mnie płyta po prostu nudzi. mało tego, mam też zastrzeżenia do masteringu.

buszkers
buszkers
11 lat temu

Bardzo przyjemny album, szczerze polecam!

Polecamy