Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.



Redshape – The Dance Paradox


Kim jest Redshape? Pytanie to nurtuje fanów tanecznych brzmień od trzech lat, kiedy to występujący w czerwonej masce tajemniczy producent, rozpoczął swój triumfalny pochód na szczyt elektronicznego panteonu. W internecie aż roi się od odpowiedzi – jedni stawiają, że to Carl Craig, drudzy, że Mark Broom lub Luke Slater, a jeszcze inni, że Deetron albo Newworldaquarium. Te nazwiska i nazwy wskazują jednoznacznie na krąg muzycznych zainteresowań Redshape`a – to klasyczne techno ze swego złotego okresu, tkwiące korzeniami w Detroit. Debiutancki album tajemniczego producenta potwierdza tę tezę.

Nie przerywając publikowania swych winylowych dwunastocalówek dla takich wytwórni, jak Music Man, Styrax czy Delsin, artysta pracował nad debiutancką płytą już od sierpnia minionego roku. Zależało mu, aby był to materiał głęboko przemyślany – dlatego też nie spieszył się z jego publikacją. Do udziału w powstających kompozycjach zaprosił tylko jednego gościa – grającego na perkusji Bena Laubera. I udało się – tajemniczy producent stworzył to, czym techno zawsze było i być powinno: futurystyczną wizją dźwiękową niosącą głębokie emocje.

Wszystkie znajdujące się na płycie nagrania mają niezwykle precyzyjną strukturę. Choć wpisane zostały w kontekst muzyki tanecznej, ich aranżacje są dalekie od prostego schematu. Oto początek: z mrocznego tła wyłania się zredukowany bit, przytłumiony, tak jakby został odtworzony od tyłu. Z czasem uzupełniają go szeleszczące talerze – nie elektroniczne hi-haty, ale najprawdziwsze talerze z klasycznego zestawu perkusyjnego. W połowie utworu następuje gwałtowne przełamanie rytmu: bit staje wyraźny i mocny, a z wszystkich stron otaczają go matowe uderzenia „żywych” bębnów. Wszystko to podszywają strzeliste partie klawiszy, tworzące przestrzenny charakter nagrania („Seduce Me”).

Podobny podkład perkusyjny znajdujemy w „Garage GT”. Uzupełniony miarowym pochodem basu, staje się podstawą dla modulowanej partii organów, których brzmienie zmienia się od melodyjnych tonów do szorstkiego jazgotu. W tle rozgrywa się natomiast jakaś nerwowa opowieść, utkana z dźwięków otoczenia – ulicznych szumów, policyjnych syren, niepokojących odgłosów.

„Bound (Part 1 & 2)” pulsuje w niespiesznym rytmie, również podrasowanym szelestem metalicznych talerzy. Wprowadza on poprzeplatane ze sobą loopy, typowe dla produkcji techno z połowy lat 90., zza których rozbrzmiewa majestatyczna partia kościelnych organów. Wtem wszystkie zamiera – i z tła wylewa się fala zaszumionych klawiszy, tak, jakby ktoś otwarł drzwi do innego studia, w którym grają mistrzowie elektronicznego kraut-rocka z Harmonii.

O tym, że połamane rytmy pojawiały się niegdyś w techno, pamiętają już nieliczni. Należy do nich Redshape, bo oto „Man Out Of Time” eksploduje przesterowanym breakbeatem, niczym we wczesnych nagraniach Carla Craiga. Ten energetyczny podkład niesie strzelisty pasaż klawiszy o soundtrackowym charakterze – coś, bez czego nie mogły się obyć dawne nagrania mistrzów z Detroit.

Wraz z „Globe” wracamy na Stary Kontynent – to wibrujące miarowym rytmem techno w stylu Basic Channel. Jeszcze nie to zdubowane, ale to surowe, oparte na skorodowanych brzmieniach klawiszy i żrących loopach o acidowym rodowodzie, wpisujące się w podziemny sound betonowego Tresora.

„Rorschach`s Game” znów przywołuje ducha Detroit. Choć wyłania się z noise`owego szumu, szybko łapie zbasowany rytm electro, rozbrzmiewając monochromatyczną falą syntezatorów – tak, jak wiele lat temu bywało w nagraniach Juana Atkinsa, zarówno tych tworzonych w duecie Cybotron, jak i już w solowym projekcie Model 500.

W finale dostajemy od Redshape`a mocną porcję mrocznego deep techno. Pierwsze z reprezentujących ten zestaw nagrań, to arcydzieło gatunku – porażające swą mocą fascynujące spotkanie brzmień z Detroit i Berlina, łączące masywny podkład rytmiczny z przejmującym pasażem klawiszy w chmurze toksycznego szumu („Dead Space Mix – Edit”). Nawet inni zamaskowani producenci techno – z kolektywu Underground Resistance – nie wymyśliliby tego lepiej.

I wreszcie „Dark & Sticky” – lekko zdubowany hymn na cześć kosmicznej muzyki, poprzeszywany świdrującymi loopami, atakujący rdzawymi akordami klawiszy, wpisany w odrealnione tło. Po prostu elektroniczna poezja.

Tak naprawdę, wiadomo kto ukrywa się za czerwoną maską Redshape`a. Ale uszanujmy wolę artysty, który nie chcąc nam zdradzać swej tożsamości, zrobił to celowo – aby zwrócić uwagę odbiorców na muzykę. I miał rację. Bo „The Dance Paradox” to jedna z najwspanialszych płyt tego roku.

www.delsinrecords.com

www.myspace.com/planetdelsin

www.shapedworld.com

www.myspace.com/redshape
Delsin 2009

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 9

  1. essence

    kim jest redshape wiadomo od dawna 🙂 ci ktorzy byli naprawde zainteresowani wiedzieli o tym tuz po debiucie.
    a jesli chce się wiedzieć – wystarczy odpowiednio sformulowac pytanie i zapytac boga… ehmm google 🙂
    dla mnie album zamiast ukoronowania kariery okazal sie byc najwieksza porazka 2009. gusta i gusciki. zapowiadana na najblizsze dni podwojna ep na present rec. na szczescie zapowiada sie o wiele ciekawiej

  2. kakaok

    nie wykminiłeś

  3. Heliosphaner

    Porównałem głowy kolegów z labeli, dla których wydawał i wydaje Redshape z głową Redshapea z foty na Discogs (zakładając, że to rzeczywiście on) i wykminiłem, że to może być Quantec, potem bym obstawiał Marka Brooma. Chyba, że Redshape to poprostu Redshape i nikt inny 😀

  4. cukierr

    bajkowa muza…

  5. beau bullet

    To czym atakuje Delsin ostatnimi czasy to poważna dzwiękowa amunicja! Redshape w świetnej formie, a płyta do czołówki rocznego podsumowania. nuff said.

  6. kakaok

    ukiyo – piszesz tak jak by komuś się nie podobało, że redshape nosi maskę, a przecież jest przeciwnie – to jego dodatkowa zaleta.

  7. ukiyo

    dla mnie przyznam szczerze dobre odkrycie – gość może nawet stringi nosić na głowie, póki dobrą muzzę produkuje imo…

  8. formalina

    jak najwięcej takich marsjan . polecam. dobry ten techno zorro .

  9. kakaok

    ja się lekko rozczarowałem. od czasu pojawienia się dog days wyczekuję imprezowych kawałków redshapea. ta płyta mam nadzieję jest zwieńczeniem pewnego artystycznego plateaux, epilogiem etapu „pejzażowego”, soundtrackowego, deep-spaceowego redshapea. ja osobiście miałem już przesyt tego typu jego produkcji, a ten jeszcze długograja odpalił. długograj jest tak dojrzały jak to tylko możliwe więc mam nadzieję, że redshape uzna osiągnięcie medytacyjnego poziomu doktora manhatana jako kres pewnej formuły, dosyć apatycznego przesiadywania na marsie. ja w każdym razie czekam na jakąś zmianę stylistyki, poszerzenie spektrum, remixy!