Wpisz i kliknij enter

Lustmord – [ B E Y O N D ]


Poznając twórczość Lustmorda możemy natknąć się na dwa dość widoczne problemy. Pierwszy dotyczy jakości tworzonych kompozycji, a konkretnie – nie jest łatwo znaleźć w jego dorobku albumy słabe. Lustmord rozwinął dark ambient, stał się jego ikoną i każda kolejna płyta jest po prostu dobra. Może nie wyjątkowa, jak to miało miejsce z osławionym „Rising”, zagranym podczas obchodów 40 rocznicy rytuału w Church of Satan (06.06.2006); może nie przełomowa jak „Heresy”, który zmienił oblicze gatunku; po prostu dobra. Słuchacz otrzymuje to, czego może się spodziewać, fachowo podane i w znakomitej formie. Nic do zarzucenia, ale też nic nadzwyczajnego.

Drugim problemem jest sam gatunek. Usunięcie z muzyki jakichkolwiek rozpoznawalnych dla ucha form, które można zanucić, zapamiętać, skojarzyć z czymś znanym, owocuje ogromną trudnością w odróżnianiu jednego albumu od drugiego. Oczywiście, po wielokrotnym przesłuchaniu, nawet najbardziej oporny odbiorca zacznie odróżniać „Metavoid” od „Juggernaut”, jednak pamięć ta szybko się zaciera, kompozycje zlewają się w jedno, a ich podstawa, czyli nieregularne echa brzmień i dźwięki sfer obracają przeciw artyście. W tej sytuacji coś co nie jest wyjątkowe po prostu uchodzi uwadze.

[ B E Y O N D ] dotknięty jest obydwiema przypadłościami. Nie można mu nic zarzucić, jeśli chodzi o stronę techniczną – dopracowany, skoncentrowany, z aptekarską precyzją wyliczony, odrealniony. Tworzy przestrzenie, które istnieją tylko w trakcie słuchania, za każdym razem inne i dlatego tak fascynujące. Nie jest jednak nadzwyczajny, nie zaskakuje, jak [ O T H E R ], wprowadzaniem nowych elementów w nieożywiony krajobraz. Słucha się go jak większość kompozycji Lustmorda – z trudem, stopniowo poznając ukryte w nim sekrety. Sprawia to dużo przyjemności, jednak nie jest ani nadmiernie porywające, ani nie stanowi szczytu dokonań artysty.

W jednym z wywiadów Lustmord przyznał bez zbędnego krygowania się, że muzyka jest dla niego nie tylko pasją, ale też źródłem zarobku. Wydany album to nie tylko zadowoleni słuchacze, ale też zapłacone rachunki. Taki dystans do własnej twórczości zobowiązuje również fanów do większej wyrozumiałości, nawet jeśli materiał ich nie satysfakcjonuje. Póki Lustmord nie obniża poziomu tworzonej muzyki, każdy kolejny album można przyjąć z zadowoleniem i nadzieją, że doczekamy się czegoś naprawdę przełomowego.
2009







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
k.
k.
11 lat temu

… a mnie się ten album słaby wydaje:)

Kid Loco
Kid Loco
11 lat temu

„Drugim problemem jest sam gatunek. (…) owocuje ogromną trudnością w odróżnianiu jednego albumu od drugiego. ”

Troche opuscilem sie w czytaniu http://www.nowamuzyka.pl ale widze ze bawią jak dawniej. JESZCZE.

Polecamy