Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.

Innercity Ensemble – IV
Jarek Szczęsny:

Luz i bogactwo.

Grischa Lichtenberger – RE:PHGRP
Paweł Gzyl:

Free jazz w „rasterowej” wersji.

Jónsi & Alex Somers – Lost and Found
Jarek Szczęsny:

Dla przyjemnego słuchania.



Dirtmusic – Bu Bir Ruya

Tym razem muzykę duetu „pobrudzili” Turcy.   

W 2017 roku minęło dziesięć lat od ukazania się pierwszego longplaya Dirtmusic, zespołu prowadzonego przez Chrisa Eckmana (niegdyś członek choćby The Walkabouts, a dziś szef Glitterbeatu) i Hugo Race’a, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Mniej więcej rok temu nakładem Glitterbeatu ukazał się fantastyczny i podwójny album tureckiej grupy Baba Zula – „XX” (recenzja), który nie został należycie doceniony w Polsce. Na fali aktywności Baba Zuli członkowie Dirtmusic zaprosili do współpracy współzałożyciela tej formacji Murata Ertela (saz elektryczny, elektronika, wokal, divan saz, bağlama). Ale nie poprzestano na tym artyście, gdyż pojawiły się znakomite tureckie wokalistki Gaye Su Akyol i Brenna Mac Crimmon, a także Ümit Adakale (darbuka, davul, bendir, instrumenty perkusyjne) oraz Görkem Şen grający na niezwykłym instrumencie jakim jest yaybahar (tutaj można podejrzeć muzyka).

„Bu Bir Ruya” to już piąta studyjna płyta Dirtmusic. Co ją odróżnia od poprzednich? Na pewno udział wyjątkowych gości z Turcji nadał nowym nagraniom Eckmana i Race’a jeszcze bardzie drapieżnego charakteru. Psychodeliczna aura Baba Zuli, Gaye Su Akyol oraz tradycyjnych instrumentów tylko pogłębiły stan dźwiękowej hipnozy.

Nowy materiał został zarejestrowany w Stambule w studiu Ertela znajdującym się na obrzeżach miasta i przerobionym z garażu, w którym wcześniej naprawiano auta. – „Studio Murata jest naprawdę przyjemnym i wygodnym miejscem do pracy. Myślę, że gdybyśmy chcieli nagrać to samo w eleganckim studiu z włączonym zegarem, to efekty nie byłby tak dobre. Pod koniec pierwszego dnia nasze przyjaźnie się zacieśniały, a do tego świetnie się bawiliśmy ” – wspomina Eckman.

Tekstowo „Bu Bir Ruya” dotyka też trudnych spraw związanych ze światową polityką. Jak wiadomo Stambuł jest obecnie miejscem wielu napięć i konfliktów. – „Inspirowaliśmy się atmosferą Stambułu, ogólnym niezadowoleniem z państwowych środków przekazu i niepewnością najbliższej przyszłości” – dopowiada Race. Reasumując, jest to opowieść o granicach i ścianach, chłodnych podziałach i nieczułych sercach. Na przykład Eckman przyleciał na sesję do Turcji ze Słowenii, która – jak wiemy – zabezpieczyła swoją południową granicę drutem kolczastym.


W moim odczuciu „Bu Bir Ruya” jest jednym z najlepszych krążków Dirtmusic. Stawiam ten materiał tuż obok „BKO” (2010), czyli płyty nagranej w Mali i często poddawanej nieuzasadnionej krytyce. Naprawdę trudno jest znaleźć na „Bu Bir Ruya” słabe momenty. Plemienny trans doprawiono post-punkiem, turecką psychodelią, funkiem, rockiem i elektroniką. „The Border Crossing” oraz „Go The Distance” to wręcz taneczne sztosy, które doskonale sprawdzą się w intymnych warunkach klubowych, jak i pod gołym niebem gdzieś na plaży czy pustyni. Stan odrealnienia znakomicie podtrzymują też inne fragmenty: „Bi De Sen Söyle”, „Safety in Numbers” (przesterowane brzmienia pięknie kontrapunktują linię melodyczną gitar), naćpane psychodelią „Outrage” czy upiorno-noise’owe „Bu Bir Ruya”.

Uznałem, że nastrój „Bu Bir Ruya” najlepiej oddadzą słowa Murata Ertela: „Potrzebujemy takiej muzyki, aby pozostać przy zdrowych zmysłach”.

26.01.2017 | Glitterbeat

 

Strona Facebook Dirtmusic »Strona Glitterbeat »Profil na Facebooku »

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. Bamse

    Wszystko w porządku panie Łukaszu, tyle że stolicą Turcji jest Ankara, a nie Stambuł…

    • Łukasz Komła

      @Bamse –> Wielkie dzięki. Mam czasami ten sam problem z Kanadą: Toronto-Ottawa. Jeszcze raz dzięki za czujne oko. Już poprawione.

  2. rdk

    Również nie rozumiem krytycznych głosów w stosunku do BKO. Nawet w recenzji Bartka ostatnio odnosiło się wrażenie, że BKO to taki trochę mniej udany krążek. Dla mnie blend znakomity.
    Bardzo dobra płyta, btw.

    • Łukasz Komła

      @rdk–> Dziękuję za głos w tej sprawie. Jeszcze nie zapoznałem się z Barta opinią na temat nowego Dirtmusic. A „BKO” to kawał znakomitej muzyki.