Wpisz i kliknij enter

Portico Quartet – Isla


Już sam fakt, że nagrano ją w legendarnym studiu przy Abbey Road jest intrygujący i jednocześnie gwarantuje nienaganne brzmienie. Równie dużą ciekawostką jest to, że w swoich nagraniach używają oni nietuzinkowego instrumentu o nazwie Hang, będącego swoistą fuzją bębna i ksylofonu, która daje niesamowite brzmienie.

Od samego początku płyty ulega się magii tego instrumentu. Nie jest to jednak główny motor napędzający maszynę o nazwie Portico Quartet. To co wysuwa się na pierwszy plan to nieokiełznany saksofon, który funkcjonuje poniekąd jako dysonans dla kojącego brzmienia Hang. Dopełnieniem do tego jest kontrabas z reguły cicho grający w tle, oraz perkusja swoją żywiołowością nie ustępująca w niczym saksofonowi.

Jest to jeden z tych albumów, który podczas słuchania wywołuje wrażenie zatracenia się całkowicie poczucie czasu i nagle ze zdziwieniem można dojść do wniosku, że przecież to już trzeci raz zaczyna się jego odtwarzanie. Całość jest tak harmonijnie skonstruowana i jednocześnie na tyle porywająca, że absolutnie nie można przejść obok Isla obojętnie.

Otwierający płytę utwór „Paper Scissors Stone” z hipnotyzującą i kołującą partią saksofonu nie pozwala o sobie zapomnieć na długi czas i ustawia dla reszty płyty bardzo wysoką poprzeczkę. Zaś kolejna kompozycja „The Visitor” jest już znacznie spokojniejsza i stanowi pewne wytchnienie po szaleńczej feerii dźwięków z samego początku. Tendencja do kontrastów brzmieniowych utrzymuje się do końca płyty i obowiązuje zarówno w kolejności utworów jak i w wewnętrznej strukturze kompozycji.

Późniejsze „Dawn Patrol” niesie za sobą „zmianę formacji taktycznej”. Na pierwszej linii stoi tym razem kontrabas wcześniej skrywający się w cieniu. Całość ma nieco rozmarzony, by nie powiedzieć senny charakter, jednak jedynie do czwartej minuty kiedy to znowu dowodzenie przejmuje frywolny i nieposkromiony saksofon.

Inną ważną do odnotowania pozycją na liście utworów jest kompozycja „Clipper” będąca najmocniejszą brzmieniowo propozycją na płycie. Zaczynający się od mistycznych dźwięków Hang, powoli przeradza się w orgiastyczną improwizacje, kiedy to saksofon zaczyna swój opętańczy jazgot, który niemal porywa do ekstatycznego tańca.

Jeśli zaś chodzi o tytułowy utwór na albumie to jest on dużą niespodzianką. Dzieje się tak gdyż nosi on w sobie zaskakująco wiele brzmień. Wszystko dzięki wzbogaceniu dźwięków instrumentów tego kwartetu partiami smyczków doskonale uzupełniającymi melodie oraz nadającymi zwiewny i subtelny charakter tej kompozycji.

Gdybym tylko odkrył tą płytę wcześniej z pewnością zgłosił bym ją do plebiscytu na album roku 2009. Jest to na pewno wielkie odkrycie na scenie nu jazzowej i nie tylko, a dzięki swemu brzmieniu nie do podrobienia Portico Quartet ma wszelkie predyspozycje ku temu, by nie odejść szybko w zapomnienie. Nie jest to jednak płyta z rodzaju tych, które po przesłuchaniu wywracają życie odbiorcy do góry nogami. Nie temu ma ona służyć. Jej zadanie to intrygowanie swoją zawartością jednak na tyle mało inwazyjne, żeby można było po prostu, bez skrępowania oddać się jej słuchaniu i zdołać odpłynąć w porywający bezmiar dźwięków na niej zawartych.

Real World Records 2009







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy

Eksperymentalne oblicze RPA – część #40

Nowy rok i nowa część cyklu. Całkiem niedawno wyszły dwa albumy szwajcarskiego producenta Dejota, który nagrał je podczas pobytu w RPA. Poznajcie jego wyjątkową elektronikę!