Wpisz i kliknij enter

Psychonauts – Songs For Creatures


Kiedy ciekawscy dziennikarze dopytywali się Hella o inspiracje w pracy nad jego ubiegłorocznym albumem „Teufelswerk”, ten w końcu przyznał, że jedną z najważniejszych był album duetu Psychonauts – „Songs For Creatures” – wydany przez jego własną wytwórnię w 2003 roku. Wówczas płyta przeszła bez większego echa – a stało się tak niewątpliwie dlatego, że w znacznym stopniu wyprzedziła ona kilka obecnych muzycznych mód. Nic więc dziwnego, że Gigolo powraca do tego tytułu, publikując go ponownie w zremasteryzowane wersji.

Pablo Clements i Paul Moog spotkali się w rodzinnym Yeovil w hrabstwie Sommerset. Pierwsze lata znajomości upłynęły im na gromadzeniu kolekcji płyt, z których korzystali tworząc własną bibliotekę sampli i grając w lokalnych klubach. Ponieważ ich starym kumplem z Yeovil był Tim Goldsworthy, współpracujący wówczas z Jamesem Lavellem w ramach projektu UNKLE, Pablo i Paul wysłali mu jeden ze swych miksów. Szef Mo Wax zachwycony muzyczną zawartością płyty, zaprosił obu twórców do Londynu, aby prowadzili imprezy w ramach firmowanego przezeń cyklu „Dusted” i udostępnił im swoje studio do pracy nad autorskim materiałem. Kiedy Lavelle opublikował pierwsze single Psychonauts, młodymi producentami zainteresowali się giganci show-biznesu – Alan Moulder i Flood. I to właśnie w ich słynnym studiu Assault & Battery przy współudziale didżeja Kudo z Major Force powstał materiał na debiutancki album projektu – „Songs For Creatures”. Ponieważ płyta okazała się zbyt eklektyczna dla Lavelle`a, artyści musieli szukać innego wydawcy – okazał się nim Hell, który zachwycony „kosmiczną” muzyką duetu od razu umieścił ją w katalogu swego Gigolo.

Album nie odniósł jednak spodziewanego sukcesu – bo faktycznie był zbyt nowatorski, jak na swe czasy. Niósł on jednak przeczucie nowych brzmień, które już za kilka lat miały zdominować światową scenę alternatywną.

Najwyraźniej słychać to w tanecznych utworach. Oto „Empty Love” rozpoczyna się od kraut-rockowego pochodu bębnów, który powoli zamienia się w dyskotekowy puls otoczony nerwowymi efektami i przetworzonym wokalem. James Murphy z DFA sam przyznał, że utwór ten był dla niego wielką inspiracją w pracy nad brzmieniem The Rapture. Na pewno zwrócił on również uwagę na „Hot Blood” – wszak to rasowy punk-funk w stylu Pigbag: hipnotyczny rytm, dzikie partie dęciaków i mordercza progresja basu. Nic dziwnego, że podobne dźwięki można było potem usłyszeć na płytach LCD Soundsystem.

Zupełnie inne konotacje wprowadza „Fear Is Real”. To wypisz-wymaluj współczesne cosmic disco, którego nie powstydziliby się Prins Thomas czy Lindstrøm. Oczywiście korzenie nagrania sięgają przełomu lat 70. i 80.: na wibrujący loop w stylu klasycznych hitów Donny Summer nakładają się tu proste motywy melodyczne o przestrzennym brzmieniu, które uzupełnia eteryczna wokaliza Siobhan Fahey.

Bardziej noworomantyczne brzmienie ma z kolei „Worlds Keep Turning”. To pomysłowe połączenie stylistyki The Human League i New Order w dyskotekowej formule miksu Arthura Bakera – coś, na co z pewnością zwrócili uwagę Hercules & Love Affair. Najodważniejszym skokiem w „kosmiczną” muzykę jest tu jednak „Dream Chaser”. Wzorem weteranów z Tangerine Dream, brytyjscy producenci zmiksowali w nim syntezatorowe arpeggio z prog-rockową solówką na gitarze, uzyskując epickie brzmienie w stylu późniejszych płyt niemieckich gigantów.

Skoro mowa o prog-rocku, nie sposób nie wspomnieć tu o otwierającym całość „Circles”, który w ewidentny sposób przywołuje dokonania Pink Floyd, uzupełnione… połamanym podkładem rytmicznym. Utwór taki mógł być drogowskazem dla A Mountain Of One i innych rewitalizatorów dokonań angielskich dinozaurów z początku lat 70. w ramach współczesnej stylistyki balearycznego rocka.

Jeśli jesteśmy przy latach 70., to cofnijmy się jeszcze dekadę wcześniej – bo oto Psychonauts sięgają również pełnymi garściami do hipisowskiego folku. Słychać to przede wszystkim w pięknej balladzie „Hips For Scotland” zaśpiewanej przez Jamesa Yorkstone`a. Oczywiście brytyjscy producenci nie byliby sobą, gdyby i tu nie dorzucili czegoś z innej epoki – choćby hiphowych bitów.

Psychonauts nie odpuszczają zresztą do końca – dwa utwory tworzące finał albumu, „Wild In Your Eyes” i „Take Control” mogłyby z powodzeniem stanowić otwarcie jakiejś płyty Moodymana czy Theo Parrisha. Pierwszy to bowiem rozpasany jam o afrykańskim pulsie, mieszający psychodeliczną partię fletu z ciepłą elektroniką, a drugi – mocno zdubowany deep house o organicznym brzmieniu i soulowej wokalizie, podszyty reggae`ową wibracją i hiphopowymi skreczami.

Ciekawie słucha się tej płyty z perspektywy siedmiu lat od jej wydania. „Songs For Creatures” stanowiło bez wątpienia opus magnum obu angielskich producentów. Od tamtego czasu nie stworzyli oni bowiem nic, co przewyższałoby ten album. Pablo Clements współtworzy dziś z Jamesem Lavellem coraz mniej znaczący UNKLE, a Paul Moog produkuje w Berlinie pod szyldem Moon Unit funkcjonalny tech-house dla Supersoul Recordings. Może reedycja albumu będzie okazją do ponownego podjęcia współpracy przez obu producentów i stworzenia czegoś ciekawszego?

www.gigolorecords.com

www.myspace.com/gigolorecords
Gigolo 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Boshek
Boshek
11 lat temu

ja ten krazek bardzo, bardzo dobrze pamietam. pamietam tez, ze troche pozniej (chyba w okresie wydania singla World Keep Turning) Psychonauts, a dokladnie Paul Mogg wystapil w poznanskim Eskulapie.

Polecamy