Wpisz i kliknij enter

Nick Chacona – Love In The Middle


Nowojorska scena taneczna miała swoje wzloty i upadki. Na początku lat 90. rządzili nią mistrzowie ciężkiego techno – Joey Beltram, Frankie Bones czy Steve Stoll. Potem sympatię klubowiczów zyskali twórcy melodyjnego house`u – Danny Tenaglia i Junior Sanchez. Ostatnio Nowy Jork kojarzy się nam głównie z renesansem disco – za sprawą działalności wytwórni DFA i jej gwiazd – LCD Soundsystem czy Hercules & Love Affair. W nurt ten wpisuje swe działania również Nick Chacona, którego debiutancki album „Love In The Middle” ukazał się właśnie nakładem Moodmusic.

Pierwsza część płyty to jednoznaczny ukłon wobec nowojorskiego disco. Wpływy klasyków gatunku z lat 70. i 80. mieszają się tu z elementami twórczości dzisiejszych tuzów nurtu. Oto bowiem „Especial” i „Jambong Express”, łącząc miarowe bity i pomrukujące basy z kosmicznymi klawiszami i przetworzonymi głosami, przywołują wspomnienie najlepszych nagrań LCD Soundsystem. Bardziej europejskie granie wnosi ze sobą „Atumn Pass”. Połączenie gitarowych pasaży z sekcją smyczkową na spokojnie płynącym bicie – to przecież balearyczne granie w typie dzisiejszych produkcji Prinsa Thomasa.

W stronę „czarnych” klimatów o oldskulowym brzmieniu skręca za to „The Fear” i „Turning And Tossing”. W pierwszym z nagrań trafiamy bowiem na soczystą partię jazzowych organów, a w drugim – na electro-funkowy puls. Co więcej – w „The Fear” śpiewa Kathy Diamond. Wszystko to od razu kojarzy się z muzyką nowojorskich gwiazd dyskotekowej ery – Chic czy Newcleus.

W połowie płyty trafiamy na relaksacyjny dub – „Wait”. Myliłby się ten, kto uważałby, że to „obce ciało” w nurcie amerykańskiego disco. Wszak już na początku lat 80. właśnie w Nowym Jorku didżej i producent Larry Levan eksperymentował z łączeniem dubu i disco, co potem kontynuowali jego młodsi koledzy – Arthur Russell i Bobby Konders.

Po tym egzotycznym przerywniku, Chicona sięga po zdecydowanie mocniejsze rytmy. Najpierw pojawia się atmosferyczne dub-techno – „Eskaylator”. Daleko jednak temu nagraniu do produkcji wzorowanych na klasyce z Basic Channel. Oto bowiem na głębokim pulsie basu i bitu pojawiają się zupełnie obce dla tego stylu elementy – chicagowska nawijka i soulowa wokaliza. W ten sposób rodzi się zaskakująca hybryda gatunkowa – ciekawy drogowskaz do dalszych poszukiwań brzmieniowych artystów z tego nurtu.

A potem – już tylko nastrojowy deep house. Nie aż tak surowy, jak nagrania detroitowych mistrzów w rodzaju Moodymana czy Theo Parrisha, ale bardziej syntetyczny, momentami flirtujący z kanalizacyjnym techno („Proving Ground”), asymilujący acidowe brzmienia w stylu Plastikmana („Be Like Olive”), czy dyskretnie flirtujący z jamajskim dubem („Hipstar”). Tu też wyraźnie słychać fascynację Chicony prekursorskimi dla tego gatunku wydawnictwami nowojorskiej wytwórni Nu Groove, prowadzonej przez małżeństwo Franka i Karen Mendezów w latach 1988 – 1992.

Pozornie „Love In The Middle” to typowo imprezowa płyta, zgrabnie balansująca między disco a housem. Kiedy jednak uważniej wsłuchać się w zamieszczone na niej nagrania, okazuje się erudycyjnym hołdem dla przeszłości i teraźniejszości nowojorskiej sceny klubowej. Może nawet… podświadomym?

www.moodmusicrecords.com

www.myspace.com/sasse_moodmusic

www.nickchacona.com

www.myspace.com/nickchacona
Moodmusic 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Boshek
Boshek
11 lat temu

coz… killerow na miare Through The Door czy A Cambria Heights Affair raczej tutaj nie widze. moze nie rozczarowanie, ale niedosyt na pewno.

Polecamy