Wpisz i kliknij enter

Gorillaz – Plastic Beach



Na pokładzie łódki kreskówkowy, zblazowany 2D czka rumem – muzyczno-graficzny projekt znany jest wszak z wyluzowanego brzmienia. Wokół walają się pety. Tak, na płycie można znaleźć jakieś zapychacze, trochę miałko wypada też kolaboracja z De La Soul. Całą resztą fani muszą się suto uraczyć, bo nad plażą unosi się spodziewany, satysfakcjonujący duch Gorillaz. Tępo brzmiące syntezatory, vocoder (świetne „Rhinestone Eyes”), melancholijne melodie („Broken”), chwytliwe bajkowe zagrania („Plastik Beach”) to definicja ich brzmienia, znak firmowy.

Przeważają jednak głosy i postaci prawdziwe, wszak Murdoc chciał porozbijać młotkiem wszystkie wtyczki vocodorowego oprogramowania w studiach nagraniowych na całym świecie… podobno zdruzgotany poziomem list przebojów. Wylazł więc z cienia, wysłał parę e-maili i wykręcił niezły numer: od Snoop Dogga i Mos Defa, przez Littte Dragon, członków The Clash po Lou Reeda – wszyscy doskonale wpisali się w małpią stylistykę. Jakby tego było mało w klipie do promującego płytę „Stylo” wystąpił sam Bruce Willis.

Pamprowi czas umila lektura „Starego człowieka i morza”, światowa klasyka. Pasuje jak ulał. Płytę otwiera bowiem Sinfonia Viva: rozsuwa się liściasta kurtyna, akompaniuje śpiew mew, już prawie widzimy błękitną lagunę. Sielankowo będzie jednak tylko momentami, bo jak na album konceptualny przystało, sztuczna wyspa tylko udaje raj, a w jej zakamarkach kryją się różne odbicia rzeczywistości. To cudaczny świat, ale i półświatek oprychów, a zarazem dobra szkoła jak odrzucić rutynę i przekraczać gatunkowe granice
To cudaczny świat, ale i półświatek oprychów, a zarazem dobra szkoła jak odrzucić rutynę i przekraczać gatunkowe granice.

Na wyspie wita nas sam Snoop i brawurowe syntezatory na hip-hopowym rytmie, będące przedłużeniem otwierających numer dęciaków. Kolejnym przykładem tego, jak łączyć rejony z pozoru do siebie nieprzystające jest teatralno-grime’owy „White Flag” nagrany z libańską National Orchestra for Oriental Arabic Music (te niesforne flety!). Energetycznego kopniaka (wzorem „Dare” z poprzedniego krążka) daje miarowa pulsacja w „Stylo”. To popisowy numer i dowód niezawodnego nosa Albarna: Bobby Womack zmienił bardzo dobrą piosenkę w celujący, porywający groove. Jeśli „Stylo” otagujemy jako hit, „Empire Ants” aż się prosi o hot. Gitara muskana delikatnie kolorową parasolką wyjętą prosto z plażowego drinka, chłodna morska bryza dyskotekowych światełek; szczypty słodu cytrynowych traw dodaje boska Yukimi Nagano. Nie sposób usiedzieć na ręczniku. Szkoda, że ten taniec tak krótko trwa. Czarująca skośnooka Szwedka wraca jeszcze później karaibskim pląsem w „To Binge”.

Chwała Bogu, diabłu, handlarzom bronią i Murdocowi, że z zapowiadanego końca kariery multikulturowego projektu nic nie wyszło. Pop-art Jammiego Hewletta i Damona Albarna jest zbyt barwny na to, by cicho tkwić w cieniu kajuty (muzyka, video, graffiti, wirtualne postacie, teraz gry i ekologia, i muzyka). Gorillaz to coś więcej niż band, to instytucja, jedna z wizytówek mijającej dekady i czysta fantazja. Mogą się schronić choćby w U-boocie, byleby nie przestali nadawać sygnału, bo nie mają sobie równych.

EMI Records, 2010







Jest nas ponad 15 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
B
B
13 lat temu

Najlepszy album, jaki miałem. Singiel: „Stylo” jest moim ulubionym utworem, a wszystkie utwory są suuuuuuper!

adamPan
adamPan
13 lat temu

Pierwsze przesłuchanie – totalne rozczarowanie ! Jednak z czasem jest coraz lepiej a Empire Ants wręcz wymiata .

Sordid
Sordid
13 lat temu

Recenzja kozak^^ Nic dodać nic ująć… płyta jest mistrzowa

Polecamy