Wpisz i kliknij enter

Toro Y Moi – Causers of This


Albumów hajpowanych pojawia się rocznie co nie miara. Zapewne statystyczna większość z nich nie wytrzymuje konfrontacji oczekiwań z tak zwaną rzeczywistością. Czasami jednak powstają płyty, które okazują się być dużo lepsze, niż się o nich pisze. A trzeba uczciwie przyznać, że o debiutanckim longplayu Chaza Bundicka vel Toro Y Moi pisze się bardziej niż pozytywnie, także w naszym utyskującym kraju.

„Ewrybady pomarańcze, wszyscy tańczą, ja też tańczę”
Toro Y Moi jest identyfikowany z szufladką znaną jako chillwave, którą ciężko uchwycić inaczej niż przez chmurę tagów: syntezatory, 80’s, sample, pętle, efekty, shoegaze, new-wave, synth-pop ambient, abstract hip-hop, lo-fi, słońce, ciepło, relaks, słodkie lenistwo, „ewrybady pomarańcze, wszyscy tańczą, ja też tańczę”. Czyli właściwie nic nowego, gdyby nie fakt, że artystów związanych z chillwave postrzega się jako pierwszą grupę kulturową, która zawiązała się nie w konkretnym mieście, lecz w przestrzeni internetu, gdzie jakiś blogger znalazł kilkunastu muzycznie podobnych do siebie domowych producentów i ogłosił narodziny nowego nurtu, do którego obok Toro Y Moi, Washed Out i Memory Tapes równie dobrze można upchać również takich panów jak Flying Lotus, Lukid i Blue Daisy (muzycznie, nie geograficznie). Sama nazwa gatunku wywodzi się z sieciowego forum i była ponoć ironiczna w wymowie, jednak wyrwana z kontekstu posłużyła jako etykietka.







Jon Pareles napisał w „New York Times”, że „Causers of This” to przykład muzyki ery recesji: niskobudżetowej, ale tanecznej. Upalone i zniekształcone beaty cztery na cztery, szumiące wokale, gęste opary klawiszy, buzujące basy – to wszystko jest bardzo seksowne i rzeczywiście skłania do niezobowiązującego bujania. Jeśli za niski budżet uznać skromne instrumentarium i chropowate brzmienie rodem z taśm magnotofonowych, to można się nawet zgodzić z Parelesem, przy czym trzeba zaznaczyć, że nie jest to żaden minimalizm – utwory skrzą się dźwiękowymi niuansami. Chaz Bundick bezbłędnie odrobił pracę domową, wszystkie piosenki są bardzo chwytliwe, a tytułowa brzmi wręcz jak zaginiony b-side złego (?) bliźniaka Michaela Jacksona.

„Causers of This” to album trwający niewiele ponad pół godziny i jest to taki czas, który nie anagażuje niczego poza uszami i nie zmusza do zbyt skomplikowanych czynności umysłowych. Ale nie jest to nic odmóżdżającego, bo w pewnej chwili może jednak nadejść jakaś przyzwoita, nawet jeśli mało odkrywcza, refleksja: że współczesność w dużej mierze czerpie już tylko z tego, co minione. W przypadku niektórych zjawisk byłby to zarzut, ale w odniesieniu do Toro Y Moi działa na jego korzyść i udowadnia, że nawet wyblakłe klisze można odtworzyć sprawnie i ze smakiem.
Carpark, 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
bronchusevenmx
bronchusevenmx
11 lat temu
Yezior
Yezior
11 lat temu

Muzyka jak z wakacyjnego zauroczenia…gdzieś w wieku 17 lat. Wydmy w Łebie. I ta dziewczyna. Jak ona miała na imię?…pracowała w smażalni ryb…wciąż czuć ten zapach oleju na włosach…Jak ona miała na imię?…

Polecamy