Wpisz i kliknij enter

Brasil & The Gallowbrothers Band – In the Rain, In the Noise


Jedną z trudniejszych sytuacji w pisaniu o muzyce jest podskórna niechęć do zarekomendowania dobrej płyty. Zniechęca perspektywa spłodzenia entuzjastycznego tekstu, którego egzaltowany ton osiągnie skutek przeciwny do zamierzonego, jednocześnie jednak rzeczowy chłód wydaje się zapobiegawczym unikiem przed autentycznością pierwszego porywu. Wymagany w recenzji element oceny czyni ją przy okazji takich pozycji jak „In the Rain, In the Noise” formą kłopotliwą. Zaczerpnięty z dwóch tegorocznych koncertów (Poznań i Antonin) materiał rozwija wizerunek oficyny cat|sun jako osobnej wyspy, zaścianka, w którym przetrwało staroszkolne, pochodzące sprzed kultury mp3, myślenie o tworzeniu i odbiorze muzyki. Opatrzona szkicami Mirta okładka albumu przywołuje uczucia szczególnie żywe na chwilę przed otwarciem nowej, obiecującej książki.

Używane przez trio T.E.R. – Michałowski – Mirt egzotyczne instrumenty ewokują konkretnym, bujnym brzmieniem białe plamy na mapie tajemniczego lądu. Afrykańska mbira i armeński duduk, cierpliwie wybrzmiewając, dodają metrów głębi akcentom obecnym w tytułach. Hasła „holiday camp”, „cottage no 21” czy „dunes” przywołują przaśną niesamowitość nocy świętojańskiej spędzanej przez post-PRLowską młodzież na tzw. domkach w Łebie, Chałupach lub Wielu. Fascynacja programową interkontynentalnością neopsychodelii zagarnęła także fragmenty syntezatorowe, lokujące się w sąsiedztwie ostatnich poczynań Aveya Tare. Elektroniczne ornamenty, pomimo swojego dynamizmu oraz odniesień do jazzu i mroków nowej fali, zbyt często wymuszają niestety mozolne gromadzenie punktów orientacyjnych. Opływające stabilny ląd żywych instrumentów morze improwizowanego syntetycznego abstraktu zmierza donikąd, wahając się między apogeum i stopniową ewaporacją.

Przy kolejnym podejściu otwierająca suita, wczoraj tak nużąca, ogarnia barokowo obfitym eksperymentatorstwem Supersilent czy Astrobotni. Pękają od nadmiaru nasion granaty i opiumowe maki. Duszną atmosferę rozwiewa flet, wiodący wśród jędrnych dźwięków wavedruma i harmoniki. Tuż obok rozwiązania znane z mariaży post-rocka i ambientu, przywołujące na myśl zapomniane Stworywodne lub impresyjną wersję debiutu Jazzpospolitej. Wielowarstwowy chaos swobodnie konkuruje z „Dniami wiatru” Ścianki. Nie da się pominąć intuicyjnie odbieranych fluidów bagnistego południa Stanów. Atmosfera swamprockowej Luizjany przydaje muzyce Brasil dużo pozytywnie rozumianej obskurności. Po wyprawie w zmysłowo rozżarzoną ciemność podzwrotnikowych galaktyk highlightem stają się bardziej konkretne utwory angażujące wokal. Siłą atrakcyjną „Far From the Rest” jest transowa monotonia powtarzanej inkantacji. „Voices of the City And the Rhytms of the Dunes” orzeźwia natchnioną melorecytowaną oracją w stylu Nicka Cavea lub Davida Tibeta.

Jeszcze w poniedziałek niemożliwe do objęcia wzrokiem, narracje Brasil stają się klarowne i pochłaniające we wtorek. Zarzut nieprzystępności i popadania w dłużyzny jest uzasadniony, ale nie można wymagać od muzyki granej na żywo, że niezawodnie odzwierciedli każdy nastrój. Tak jest z koncertami. Tak powinno być z nagraniami live.
cat|sun, 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
ka'a
ka'a
10 lat temu

Melorecytowana oracja to pleonazm, panie Szałasku 😐

Heliosphaner
Heliosphaner
11 lat temu

Standardowo – po pierwszych linijkach klikam „wstecz”.

marcinito
marcinito
11 lat temu

pierwsze dwa zdania tej recenzji to jak wyrzuty sumienia u seryjnego mordercy… nie interesują mnie rozterki warsztatowe recenzenta.

F.
F.
11 lat temu

i jak? też bym chciał, bo trudno w tym przypadku spekulować, co lepsze: jednorazowo się zmierzyć na koncercie czy mieć okazję docierania się z płytą.

dilmun
dilmun
11 lat temu

ho ho, słuchałem na żywo jednego z tych koncertów, które zostały uwiecznione na tej płycie:-)

Bxd7Nxd7Qb8
Bxd7Nxd7Qb8
11 lat temu

lecz sie filip lecz sie

oczywiście recenzji nie czytam

Polecamy

3 pytania – PillowTalk

PillowTalk to trio z San Francisco, które proponuje słoneczny house z soulowym zacięciem.