Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.



Seefeel – Seefeel


Brytyjska grupa Seefeel przemknęła przez muzyczny firmament niczym meteor: w sposób tyle olśniewający, co krótkotrwały. Założona w 1992 roku formacja działała zaledwie przez cztery lata, w ciągu których udało się jej wydać trzy albumy – „Quique” (Astralwerks, 1993), „Succour” (Warp, 1995) i „CH-VOX” (Rephlex, 1996) – a następnie zakończyła działalność, wydawałoby się, definitywnie.

Stało się jednak inaczej. W 2008 roku gitarzysta Mark Clifford i wokalistka Sarah Peacock, oryginalni założyciele, reaktywowali Seefeel, dokooptowując do składu perkusistę Iida „E-Da” Kazuhisa (członka Boredoms) i basistę Shigeru Ishihara (znanego bardziej pod pseudonimem DJ Scotch Egg). Powrót okazał się na tyle udany, że zespół wystąpił na koncercie z okazji 20-lecia istnienia wytwórni Warp, po czym wszedł do studia celem nagrania pierwszej od 15 lat premierowej płyty.




Od samych początków swojej działalności Seefeel oferował na wskroś oryginalną muzykę, będącą mieszanką gęsto mielonego shoegaze’u, niepokojącego ambientu i owadziej elektroniki na tropach Autechre. Dzięki pomysłowości Marka Clifforda, głównego zawiadowcy zespołu, takie albumy jak „Quique” czy „Succour” nawet dziś brzmią niezwykle innowacyjnie i świeżo. Przetrwały zatem próbę czasu, który jest, jak wiadomo, najbardziej surowym sędzią. Podejrzewam, że podobnie będzie z najnowszą płytą, która jest naprawdę znakomita.

„Seefeel” oferuje bowiem to, co w twórczości formacji najlepsze i najbardziej charakterystyczne. Są tu zarówno jazgotliwe gitary potraktowane pogłosem, jak i kojące ambientowe plamy rozlewające się w podkładach; nieregularna rytmika i miarowe pulsacje niemal dubowego basu; metaliczne dysonanse i harmonijne wokalizy; zgrzytliwe sprzężenia i strzępy melodii. Elektroniczne modulacje rozprzestrzeniają się po minimalistycznych akordach, szczelnie wypełniając wszystkie warstwy kompozycji. Nad całością unosi się duch eksperymentu, tak dobrze znany z poprzednich wydawnictw wiecznie poszukujących Brytyjczyków.

Jedyna w swoim rodzaju twórczość Seefeel brzmi niczym ścieżka dźwiękowa ze snu, którego nie rozumie się tuż po przebudzeniu, ale o którym wie się, że jest ważny. Dobrze, że wrócili.
Warp Records, 2011

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze