Wpisz i kliknij enter

tUnE yArDs – w h o k i l l


Cokolwiek ktokolwiek myśli na temat Merrill Garbus, jedno jest pewne – nie można wobec niej pozostać obojętnym. Jedni okraszają jej wiosenny album „w h o k i l l” mianem wydawnictwa roku, inni na forum popularnych portali społecznościowych poddają w wątpliwość zarówno jej urodę, jak i talent. Ja sama pogubiłam się w tym wszystkim – ile szczerości jest w jej artystycznej kreacji? Czy rzeczywiście ma gdzieś mainstream’owe nurty? Czy jej twórczość potrafi zahipnotyzować na dłużej niż tydzień?
Minął lekko ponad miesiąc od premiery „w h o k i l l” a ja nadal mam kłopot ze znalezieniem odpowiedzi na tych kilka pytań. Gdy po raz pierwszy usłyszałam promujący drugi album tUnE yArDs singiel „Bizness”– oniemiałam z zachwytu. Od dawna nie słyszałam tak porywającego i energetyzującego kawałka. Dodawał mi energii przez dobrych kilkadziesiąt dni. Sprawdzał się rankiem jako budzik, w porze obiadowej pomagał ładować baterie, nie pozwalał zasnąć podczas nocnych powrotów z weekendowych szaleństw. Wzięłam go sobie ze strony artystki zupełnie za darmo i czułam wyrzuty sumienia, że za tak solidny towar nie zapłaciłam nawet złamanego grosza. W końcu nadszedł długo wyczekiwany czas premiery całego albumu. Rzuciłam się na niego niczym wilk na Czerwonego Kapturka. Faktem jest, że muzyka Merrill jest jedyna w swoim rodzaju. Pozbawiona wszelkich kompleksów Amerykanka robi w niej to, na co ma ochotę. Umiejętnie żongluje swoim umiejętnościami aktorskimi wkładając w wokal (a w większości raczej krzyk) mnóstwo ekspresji. Akompaniują jej przeróżne instrumenty – saksofon, waltornia czy jej ulubione ukulele. To wszystko brzmi niczym szamańskie pieśni obrzędowe – począwszy od pierwszego numeru „My Country” po ostatni „Killa”. „You Yes You” z pacyficznych wysp przenosi słuchacza na szalone, amerykańskie ranczo a akcja „Gansta” dzieje się w samym środku jakiegoś wielkiego miasta. Wszystkie piosenki są naładowane wyrywającą się z głębi serca dzikością. Jest to jednak dzikość pozytywna, czuć w niej wolność i spełnienie. Merrill uspokaja się tylko na chwilę, pod koniec albumu, w kołysance „Wolly Wollly Gong”. Dla mnie numerem dwa na „w h o k i l l”, oczywiście zaraz po „Bizness”, jest unurzany w lekko soulowym sosie „Powa”. Torpeda!

Nowy materiał tUnE yArDs to z pewnością bardzo interesująca propozycja mijającej wiosny, jednak na dłuższą metę może okazać się męczący. Merrill doskonale czuje się w roli performerki co udowadnia choćby w świetnym teledysku do „Bizness”. Pytanie tylko jak długo jej przedstawienie będzie intrygować widzów. Póki co dobra passa trwa a w głowie Merrill oprócz melodii kiełkują kolejne pomysły na szalone stroje, miny i makijaże.

www.tune-yards.com
4AD, 2011







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
killia
killia
10 lat temu

terapia zajęciowa, czy co to jest… 😉

Polecamy

Rozmawiamy z Łukaszem Polowczykiem (aint about me)

Łukasz Polowczyk – współzałożyciel projektu aint about me – opowiada o jego początkach w Nowym Jorku, muzycznych i duchowych metamorfozach, o inspiracjach, depresji, medytacji i wielu