Wpisz i kliknij enter

Robert Hood – Omega. Alive

Apocalypse Now!

Ogromny sukces albumu „Omega”, zainspirowanego filmem sci-fi z 1971 roku, sprawił, iż Robert Hood postanowił opracować koncertową wersję projektu. Aby różniła się ona od studyjnej, wprowadził do niej kilka zaaranżowanych na nowo starszych utworów i premierowych kompozycji. W ten sposób powstał album „Omega. Alive”, który swoją pierwszą odsłonę miał 16 czerwca na festiwalu Sónar.

Płyta zaczyna się w ilustracyjny sposób – na tle wibrującego loopu rozbrzmiewają niepokojące akordy fortepianu. Kiedy kobiecy głos wymawia słowo „Detroit”, uderza twardy bit, który z czasem uzupełniają syczące i zgrzytające efekty wywiedzione z klasyki EBM („Bells At Dusk”). Kolejne nagranie to powrót do oldskulowych brzmień z lat 90. Ciężkie bity uzupełnione szeleszczącymi talerzami niosą tutaj wibrujące perkusjonalia, przedzierające się z trudem zza industrialnych pogłosów („Run”).

Potem przychodzi czas na dwa najważniejsze utwory ze studyjnego albumu – „Alpha” i „Omega”. Pierwszy z nich w wersji „live” jest bardziej melodyjny, bo wypełnia go finezyjnie zagrana partia filmowych syntezatorów. Drugi – stanowi jego przeciwieństwo. To surowa jazda w minimalowym stylu – bezlitosna, jak koniec czasów, który sobą zapowiada.

Ciekawie wypada kolejne premierowe nagranie – „Minimal, Minimal”. Skoncentrowane wokół męskiego głosu wypowiadającego tytułową frazę, początkowo rozbrzmiewa jedynie perkusyjnymi efektami, wykorzystującymi masywne i suche uderzenia bitu, by dopiero w połowie złapać regularny puls galopującego techno.

Klasyczny „Who Taught You Math?” wyłania się powoli z bulgoczącej magmy, przeradzając się z czasem w jeden z najbardziej industrialnych utworów w zestawie, wypełniony toksycznymi odgłosami rodem z pracującej fabryki.

Kontrapunktem dla tych metalicznych brzmień okazuje się typowo detroitowy „Unix”. Hood sięga tu po znane z twórczości Underground Resistance soniczne akordy, które podszywa brzęczącymi tonami nerwowego fortepianu.

Końcówka podstawowego zestawu to już totalny spust surówki – nowe wersje „Side Effect” i „Minus” wypełnia taka furia, jakby amerykański producent chciał uprzedzić Stwórcę w rozliczeniu grzesznego świata. Galopujące rytmy niosą tu zawodzące partie klawiszy, a świdrujące loopy wwiercają się w gęste jak smoła chmurne tła, tworząc porażający soundtrack do chrześcijańskiej Apokalipsy w stylu techno.

Jako bonus dostajemy trzy dodatkowe utwory – niepublikowany wcześniej „Atomic”, znany z winylowej dwunastocalówki „The Family” i fenomenalny remiks „Alpha” w wykonaniu samego Jamesa Ruskina. Wszystkie te nagrania to detroitowy minimal najwyższej próby i aż dziw bierze, że nie znalazły się w podstawowym zestawie płyty.

Robert Hood zaczął prezentację „Omega. Alive” od majowych występów w Chinach i Australii. W Polsce pojawi się we wrześniu w ramach białostockiego festiwalu Up To Date. Apocalypse Now!

M-Plant 2011

www.mplantmusic.com

www.myspace.com/hoodrob







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
dmslw
dmslw
10 lat temu

zaje… plytka

Paweł
Paweł
10 lat temu

Oczywiscie – dzieki za poprawke. 🙂

jar3cki
jar3cki
10 lat temu

jak zwykle zgadzam sie z Twoja recencja 😉 jednak jest w niej maly blad. plyna nosi tytul: Omega. Alive.

Polecamy